Przejdź do głównej zawartości

Umarli bogowie



Każdy z nas wie kim jest Zeus, Atena czy Ares. Nie są nam obce takie nazwy jak Mars czy Jowisz. Zapytani o Odyna czy Thora większości z nas słusznie odpowie, że jest to jedno z bóstw germańskich. Czy ktoś z nas wie czego bóstwem był Jarowit, Swaróg czy Świętowit (Światowid)?

Zdjęcie pochodzi z blogu: http://czarownyswiat.blogspot.com/2015/08/drewniany-koscio-sw-leonarda-lipnica.html

           Z odpowiedzą na to ostatnie pytanie możemy mieć problem. W zasadzie na samym początku powinienem zaznaczyć, że nie jestem specjalistą w tym zakresie, ale od jakiegoś czasu ciekawi mnie wiara naszych przodków. W zasadzie bardziej intryguje mnie to co po niej pozostało. Ciekawym dla mnie jest jak kiedyś wyglądała kultura i wierzenia Słowian. Skąd takie zainteresowanie? A no właśnie dlatego, że wielu Polaków zna Zeusa, Jowisza czy Odyna, a nie każdy będzie wiedział, że to Perun wiódł prymat wśród słowiańskich bogów. A Słowianie to przecież my.
            W szkole na ten temat mówi się nie wiele lub wcale. Muzea poruszające tematykę wierzeń naszych przodków zapewne są, ale sam osobiście ich nie znam. Skąd możemy zatem czerpać wiedzę? Są różne książki, publikacje, legendy i przekazy. Filmów fabularnych też wiele nie spotkałem. Spotkałem się natomiast z kilkoma dokumentalnymi. Jak chodzi o zabudowę naszych przodków, ciężko cokolwiek znaleźć. Niestety trudno dziś zobaczyć słowiańska świątynię. Na pewno nasuwa się pytanie dlaczego jest taki stan rzeczy. Na to pytanie udzielił mi odpowiedzi kilka lat temu profesor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II. Pomijając fakt, że świątynie były niszczone w wyniku różnych okoliczności (zbrojnych lub naturalnych), to same budowle były budowane z nietrwałego budulca. Najczęściej drewniane, okryte liśćmi, rzadko z kamienia, nie przetrwały próby czasu. W dodatku tych świątyń nie było wiele. Miejsca gdzie oddawano cześć bogom to najczęściej polany lub zagaje gdzie po środku stały drewniane figury lub słupy.
             Jedną z takich pozostałości możemy zobaczyć w Lipnicy Murowanej w Małopolsce, w kościele świętego Leonarda. Jak dowiedzieć się możemy ze strony internetowej http://www.lipniczanin.pl/kosciol-p-w-sw-leonarda/, w wnętrzu kościoła znajduje się dębowy słup podtrzymujący ołtarz. Jak twierdzą niektórzy, jest to pozostałość po miejscu kultu Świętowita. Na słupie możemy zobaczyć 4 wizerunki bożka. Jest to ciekawa teoria i chyba jedno z nielicznych miejsc w kraju gdzie możemy spotkać pozostałości po Słowianach.
             Dzięki rożnym przekazom i legendom wiemy jak mniej więcej wyglądało życie dawnych Słowian. Wiemy w jakie bóstwa wierzyli, a nawet wiemy w jaki sposób oddawano im cześć.
Zdjęcie pochodzi ze strony: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Kosciol_sw._Leonarda_w_Lipnicy_Murowanej_-_Swiatowit_13.08.08_p3.jpg
Bardzo popularną legendą w powiecie Wielickim jest legenda o Siudej Babie. Co roku w lany poniedziałek w solnym mieście odbywa się festyn upamiętniający postać Siudej Baby. Legenda mówi, że niedaleko Wieliczki, gdzieś na terenach wsi Lednicy znajdowała się świątynia bogini Ledy (od bogini pochodzi nazwa miejscowości). W tejże świątyni przez cały rok palił się ogień, a strzegły go młode dziewczyny. Aby się zwolnić z obowiązku pilnowania ognia w świątyni, musiały znaleźć kogoś kto mógłby je zastąpić. Osmolone i brudne od sadzy strażniczki wychodziły, aby znaleźć zastępczynie. Brudne i cuchnące kobiety nazywano Siudymi Babami. Żadna dziewczyna nie chciał iść dobrowolnie do świątyni, często więc kończyło się porywaniem młodych kobiet. Dziś tradycję i pamięć o Siudej Babie podtrzymuje zespół „Mietniowiacy”. Tradycją już jest, że w rolę Siudej Baby wciela się mężczyzna. Osmolona „kobieta” chodzi z węglem i batem, i maluje każdego napotkanego po drodze. Jeśli ktoś chce uniknąć pomazania, może się wykupić małym datkiem, zazwyczaj przekazywanym na jakiś szlachetny cel.
             Na koniec chciałbym przypomnieć, że w tematyce jest osobą raczkującą, a pozyskaną dotychczas wiedzą chciałem się po prostu podzielić. Gdy tylko dowiem się czegoś nowego, powiększę zasoby wiedzy, na pewno z Wami się podzielę. Was wszystkim zachęcam do zagłębiania wiedzy o wierze dawnych Słowian. Jeśli znajdziecie coś ciekawego, podzielcie się wiedzą w komentarzach poniżej.

Pozdrawiam, Jurek.

Komentarze

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.