![]() |
| Aleksander Wysocki. Lekarz medycyny. W 1939 żołnierz 12 Pułku Piechoty z Wadowic. Fotografia wł. prywatna. |
O Powstaniu Warszawskim mówi się
bardzo dużo. Pisane są liczne artykuły, książki, a ostatnio powstało nawet
kilka ciekawych produkcji filmowych. I bardzo dobrze, bo ofiara jaką złożyli Powstańcy
jest nieoceniona.
W tych wszystkich dziełach wylicza się straty jakie poniosła
Warszawa, ile ludzi straciło życie, jak dramatyczne były losy ludzi żyjących
wówczas w stolicy. Wszystko to bardzo mnie cieszy, bo jestem jedną z tych osób,
która uważa, że jest to temat o którym można mówić wiele i powinno się dużo
mówić. Ba! Należy mówić jak najwięcej, wyjaśniać młodemu pokoleniu, jakim
wielkim heroizmem wykazali się Polacy w czasie okupacji. Żałuję niestety, że
niewiele pisze się o pozostałej części naszej Ojczyzny, która również cierpiała
i dźwigała jarzmo okupacji. Oczywiście rozumiem, że poziom poświęcenia i ilość
wylanej krwi była największa w Warszawie, ale warto pamiętać o pozostałych
miastach Polski. W końcu z wielu zakątków Rzeczpospolitej nadciągały posiłki
dla walczącej Warszawy. Wiele z nich niestety nigdy nie dotarła. Przykładem
może być tu Batalion AK „Skała” który w liczbie 350 osób wyruszył z Krakowa na
pomoc walczącej Warszawie i został rozbity przez Niemców w bitwie po Złotym
Potokiem koło Częstochowy, dnia 11 września 1944r.
Całe terytorium Polski znalazło
się pod okupacją niemiecką (nie nazistowską tylko trzeba mówić jasno:
niemiecką!). W tym artykule chciałbym przytoczyć jedną historię, z mojego
rodzinnego miasta Krakowa. Otóż w okupowanym Krakowie, jak w wielu innych
miastach okupant próbował zniszczyć wszystko co Polskie: kulturę, środowiska
inteligenckie, język a nawet i społeczność. Wiązały się z tym liczne
aresztowania, porywanie ludzi z ulicy. Eskalacja tych zjawisk sięgnęła zenitu w
momencie wybuchu Powstania Warszawskiego. Niemcy bojąc się ogólnopolskiego
zrywu, wydali rozkaz aresztowania wszystkich mężczyzn od 16 do 60 roku życia.
Miało to zapobiec wybuchowi powstania w całym kraju, oraz ograniczyć
nadciągające posiłki do stolicy. Aresztowania dokonywano na ulicy, bez
ostrzeżenia i bez jakiegokolwiek powodu. Niemcy idąc ulicą i większymi placami
łapali przypadkowe osoby. Taki proceder
nazywano kolokwialnie „łapanką”[1].
Jedną z takich „łapanek” przeżył mój Dziadek Aleksander Wysocki, lekarz
medycyny, w okresie wojny obronnej żołnierz 12 Pułku Piechoty z Wadowic. 6
sierpnia 1944 roku (była to niedziela zwana później Czarną Niedzielą) wracając
przez Kraków do domu wsiadł do tramwaju z żoną i dzieckiem. W tym samym czasie
w Krakowie rozpoczęła się „łapanka”. Aresztowano wówczas około 6000 - 8000
mężczyzn, w mieście liczącym około 300 000 mieszkańców. Mój dziadek
przeżył dzięki konduktorowi z tramwaju. Ów człowiek opowiedział dziadkowi co
się dzieje w mieście i wypchnął go na ulicę. Dziadek zaczął uciekać w kierunku
domu co nie było łatwe, bo wszędzie na ulicy było mnóstwo Niemców. Jak by tego
było mało zbliżała się godzina policyjna, czyli pora w której nikomu nie wolno
było wychodzić na ulicę. Na początku okupacji godzina policyjna rozpoczynała
się od 23 i trwała do rana. Po 1942 roku zakaz wychodzenia z domu obowiązywał
od godziny 18 do godzin porannych. To popołudnie i noc Aleksander Wysocki
musiał spędzić w bramie jednej z krakowskich kamienic, potem przedostał się do
znajomych dzięki czemu uniknął aresztowania. Dopiero nad ranem udało mu się
pójść do pracy, a po południu wrócić do domu. Traumatyczne przeżycia nie
dotknęły tylko jego. On sam obawiając się o własne życie, myślał jak dalej
poradzi sobie jego rodzina. Zapewne takie myśli przyprawiały go o zawrót głowy.
Jednak chwilę grozy przeżyła również i moja babcia, która czekała na męża,
wiedząc że w mieście była łapanka. Na pewno całą noc spędziła bijąc się z
myślami: „czy Olek jeszcze żyje?”. Ta historia kończy się szczęśliwie.
Dziadkowie przeżyli wojnę, a moja ukochana babcia Isia doczekała upadku komuny
dożywszy 91 lat. Jednak co mają powiedzieć rodziny tych 8000 ludzi, ojców,
braci i mężów którzy owego feralnego dnia nie wrócili już do domu. Kto wie, ilu
z nich prawdopodobnie nigdy już nie wróciło do swoich bliskich.
Jak pisałem powyżej, w żaden
sposób nie chcę porównywać Powstania Warszawskiego do tego co działo się w
Krakowie. Daleki jestem od bagatelizowania warszawskiego zrywu. Nie próbuję
również gloryfikować postawy krakowskiego społeczeństwa. Chcę zaznaczyć, że w
czasie bohaterskiego powstania w Warszawie, cała Polska ponosiła konsekwencje.
Cierpiała ludność nie tylko stolicy (choć to ona złożyła największą ofiarę) ale
również i inne miasta Rzeczpospolitej. Warto wspominać również i o tych ofiarach podczas kolejnych
uroczystości upamiętniających Powstanie Warszawskie. Miejmy nadzieję, że pamięć
o tych wszystkich, którzy stracili życie w czasie okupacji niemieckiej, nigdy
nie zaginie. Wiele zależy tak naprawdę od nas.
[1] Łapanki
organizowano już wcześniej, dla pozyskani robotników przymusowych wywożonych do
Niemiec.

Komentarze
Prześlij komentarz