Przejdź do głównej zawartości

Duninowie- ród który odradza się na nowo



Flaga z Łabędziem.
Po 1989 roku Polska stopniowo odradza się w wielu aspektach. Obserwować zmiany możemy w zakresie ekonomii, gospodarki, polityki, sportu, kultury, edukacji , a nawet i rodziny. Niegdyś, jeszcze przed wojną rodziny w różnych warstwach społecznych były bardzo liczne. Ziemianie, którzy kontynuowali tradycję rodów szlacheckich spotykali się w szerokim gronie.
Ich posiadłości miały też możliwości, by wszystkich wujków, stryjów, ciotki i kuzynów w jednym miejscu, o jednym czasie pomieścić. Niestety system komunistyczny dążył, by rozbić tę podstawową komórkę każdego narodu. Co by miało to na celu? Rodziny szlacheckie z założenia były wrogiem dla nowej władzy ludowej. Burżuazja, wyzyskiwacze robotników- taką propagandę szerzyli komuniści. Tak naprawdę chodziło o to, że rodziny inteligenckie mogły dążyć do obalenia komuny, ciągnąć za sobą masy, to jest właśnie robotników, często wychowywanych na wsi, w patriotycznych tradycjach. Chcąc zapobiec takim działaniom przedwojenne rodziny szlacheckie były rozbijane. Dzielono i przenoszono w różne miejsca Polski jak najdalej od siebie, by znacznie utrudnić kontakt ze sobą. Prześladowania rodzin ziemiańskich było na tyle ciężkie i uporczywe, że niejednokrotnie decydowano się na usunięcie części nazwiska wskazującego na szlacheckie pochodzenie. W ramach ciemiężenia młodzi ziemianie mieli tworzone sztuczne problemy by dostać się na studia, ci starsi zaś nie mogli obejmować wyższych stanowisk, w różnych państwowych zakładach. Czasem znalezienie pracy było utrudniane z powodu pochodzenia. Tak naprawdę było to uwieńczenie dzieła jakie rozpoczął Związek Radziecki wywożąc i mordując polskie elity w Katyniu. Swój niemały wkład oczywiście mieli też Niemcy, którzy  wymordowali sporą część inteligencji. Nikomu chyba nie muszę przypominać Sonderaktion z 6 listopada 1939 roku. Tym dramatycznym sposobem polskie rodziny z herbami mocno się zmniejszyły, rozproszyły i niestety zaprzestały kontaktu. Wiele z nich wyjechało za granicę: do Francji, Włoch, USA, Wielkiej Brytanii, by tam ratować życie.
Wejście do Muzeum Rodu Duninów.
Od kilku, można nawet powiedzieć kilkunastu lat zaobserwować można „powrót do korzeni”. Powstają stowarzyszenia rodów, które pragną reaktywować tradycję i starają się odtworzyć rodzinne więzi. Rody, które podjęły próbę powrotu do macierzy to Kiersnowscy, Popielowie[1], Dąbrowscy, Ejsmontowie, Zawiszowie, Jastrzębscy, Świderscy, Duninowie i wielu innych. Ja bym chciał się przyglądnąć nieco tym ostatnim. Nie zamierzam pisać tu historii Duninów, choć historia tego rodu jest wspaniała i bogata. Chciałbym opisać jak wyglądają spotkania rodziny Duninów, gdzie się odbywają, kiedy się zaczęły i kto się na nich spotyka. Część z Was zapewne pyta: dlaczego właśnie Duninowie? Wybrałem właśnie tę rodzinę, ponieważ sam jestem Duninem i miałem przyjemność uczestniczyć w dwóch takich zjazdach.
Wszystko zaczęło się w 1992 roku, kiedy to zwołano Pierwszy Powojenny Zjazd Rodu. Odbył się on w Lublinie, a udział wzięło około 30 osób spod herbu Łabędzia. Za „wskrzeszeniem” rodu stoi Teofil Dunin – Kozicki, który wraz z innymi Duninami zorganizowali pierwszy zjazd. Wśród tych osób był również słynny historyk i kolekcjoner, nazywany „Hetmanem polskiego kolekcjonerstwa”- Jerzy Dunin Borkowski. Kolejne zjazdy odbyły się w Kazimierzu, Zakopanem, Sandomierzu, Lwowie i w kilku jeszcze innych miejscach.
Dwór w Zbożennej, miejsce spotkania Duninów na XXV Zjeździe rodu.
Pierwszy zjazd, w którym uczestniczyłem odbył się w 2005 roku, a miejscem spotkania był przepiękny Sandomierz. Miasto jest pełne atrakcji i warte odwiedzenia. Stare ulice, pełne kawiarni i restauracji, urokliwe zaułki i uliczki, słynny sandomierski ratusz i katedra. Jest co zwiedzać. Nie bez przyczyny Sandomierz został wybrany na miejsce zjazdu. Otóż w mieście „Ojca Mateusza”, we  wspomnianym już ratuszu znajduje się namalowany herb z łabędziem. Dziś trudno mi opisać jaki dokładnie był przebieg zjazdu, ponieważ od tego czasu minęło już ponad 12 lat. Mimo upływu czasu, spotkanie z całą, tak naprawdę dalszą rodziną wspominam znakomicie. Zwiedzanie miasta śladami rodu Duninów, ciekawe wykłady o historii „łabędziców[2]”, poznawanie rodziny przy blasku ogniska i wspólne śpiewanie. To wszystko wspominam do dziś bardzo dobrze. To co mi jeszcze utkwiło w pamięci to odległości jakie ludzie pokonywali, by się zobaczyć. Kuzynka, która pokonała największą odległość pochodziła z Peru.  Cały czas myślałem, by jeszcze raz pojechać na Zjazd. Ciągle niestety życie zaskakiwało mnie jakimiś niespodziankami. W końcu, muszę uderzyć się w pierś- mea culpa- odpuściłem sobie. Pewnego wieczoru z rodzicami wspominaliśmy sandomierski zjazd. Pragnienie zobaczenia się z rodziną było już tak duże, że w końcu zmobilizowało mnie do tego, by wybrać się na kolejny zjazd, tym razem w Zbożennej. Miejscowość w województwie mazowieckim była świadkiem XXV Zjazdu Rodu Duninów. Rodzina zebrała się w przepięknym XVIII wiecznym dworze. Jest on na tyle duży, że mimo że Duninów zjechało się bardzo dużo, wszyscy się pomieścili. Przybyli oni z różnych zakątków Polski ale i nie tylko. Niektórzy pokonali wiele kilometrów, by spotkać się z rodziną. Duninowie przyjechali z Rosji, Niemiec, Ukrainy czy Anglii. Na zjeździe podobnie jak przed laty były śpiewy, wykłady, rozmowy z rodziną o codziennym życiu. Wcześniej mieliśmy okazję zwiedzić kościół, który został ufundowany przez rodzinę spod znaku łabędzia. Na Zjeździe miały miejsce dwa ważne wydarzenia. Pierwsze z nich to oficjalne otwarcie Muzeum Rodu Duninów. Drugie zaś to wybór nowego Kanclerza Cezarego Dunina. Ustępujący długoletni Kanclerz Bożydar Dunin- Kozicki został pożegnany gromkimi brawami, które zresztą były w pełni zasłużone. Myślę też, że były wyrazem wdzięczności za te wszystkie lata poświęcenia i wspaniałej działalności na rzecz stowarzyszenia.
Zjazdy Rodu Duninów trwają po dziś dzień. Odbywają się one co roku w okolicy Bożego Ciała, w różnych miejscach. Najczęściej takich gdzie są jeszcze jakieś pozostałości po rodzinie Duninów lub gdzie zamieszkiwali nasi przodkowie. W Zjazdach uczestniczą członkowie rodu Duninów. Jest to czas pełen radości, śpiewów i rozmów z bliskimi. Po ostatnim Zjeździe wiem, że nie pozwolę sobie już na drugą, tak długą przerwę w Zjazdach. W końcu nie od dziś wiadomo, że rodzina to jest siła.

Pozdrawiam serdecznie, Jerzy Borkowski.


[1] Temu rodowi udało się nawet odzyskać swój pałac w Kurozwękach. Dzięki ich staraniom odzyskuje on blask.
[2] W ten sposób nazywa się członków rodu.

Komentarze

Obserwatorzy

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Zapomniane kurhany w Jawczycach

     Jadąc z Krakowa w stronę Gdowa, mijamy miejscowość Jawczyce, która skrywa tajemnicę zapomnianych kurhanów. Czym one są? To mogiły w formie ziemnych kopców. Na terenie Polski budowano je od neolitu, aż po czasy słowiańskie i wczesne średniowiecze. Wielokrotnie przejeżdżałem przez tę wieś, widząc tabliczkę wskazującą drogę do tego magicznego miejsca. Nigdy jednak nie skusiłem się, by poznać ich tajemnicę... aż do teraz.      Piękna pogoda na polu, siedzę w ogrodzie i wygrzewam się w słońcu, pijąc mrożoną lemoniadę przygotowaną przez żonę. Po półgodzinie uznałem, że czas się ruszyć. Idealnym pomysłem wydała się przejażdżka rowerowa. Wtedy przypomniałem sobie o Jawczycach. Wsiadłem na rower i ruszyłem w drogę – z Wieliczki jechałem około 30 minut. Obawiałem się, czy trafię do celu, bo miejsce leży na uboczu, w lesie, ale moje obawy okazały się bezpodstawne. Przemierzałem las, aż moim oczom ukazały się niewielkie wzgórki. Dzięki wcześniejszej lekturze domy...

Historia na polskich banknotach - 10 zł

     Jestem z pokolenia, w którym posługiwanie się gotówką było czymś normalnym, a właściwie stanowiło jedyną opcję płatności. Dziś spora część osób płaci za zakupy czy rachunek w restauracji „plastikiem”, czyli kartą płatniczą, przykładamy telefon albo korzystamy z popularnego polskiego wynalazku, jakim jest Blik. Są to sposoby dużo prostsze i zwiększające nasze bezpieczeństwo.      Karty bankomatowe są dziś zdobione ciekawymi motywami oraz logotypami banków, które je wydały. Na gotówce natomiast możemy dostrzec fascynujące elementy związane z historią. Przede wszystkim na każdym banknocie widnieją wybitni polscy władcy. Celowo użyłem słowa „władcy”, ponieważ wszyscy wiemy, że na najniższym nominale (10 zł) widnieje Mieszko I, który był pierwszym historycznym przywódcą, a nie królem Polski. Na każdym kolejnym nominale znajduje się już wizerunek króla. Nie są to przypadkowe postacie, lecz monarchowie, którzy wybitnie przyczynili się do rozwoju ekonomicznego...

Łączna liczba wyświetleń