Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (4) - z pamiętnika rekonstruktora



 Rozdział 2 (cz. 2)

Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?
Fot. Jerzy Borkowski
Rekonstruktorzy z różnych grup rekonstrukcyjnych w trakcie kręcenia filmu "Smoleńsk" w reżyserii Antoniego Krauze.
Pan Jacek to po prostu dusza człowiek. Poznałem również Pana Rotmistrza Dariusza Gładysza, jego syna Macieja Gładysza o specyficznym aczkolwiek wybornym humorze, Pawła Kulkę mojego pierwszego przewodnika po bezdrożach rekonstrukcyjnego świata, „Loczka”, Karola Kędzię, no i mojego do dziś serdecznego kolegę Grzegorza Jurkiewicza, o którym można by napisać osobną książkę.
Człowiek bardzo barwny i serdeczny, ceniący sobie dobre jedzenie, towarzystwo, zabawę ale i dyscyplinę. Baron Munchausen mógłby się przy nim schować ze swoimi przygodami. O tej postaci zresztą tu jeszcze nie raz wspomnę. Wróćmy jednak do spotkania na ulicy Krowoderskiej. Wesołe rozmowy, radosne przyśpiewki dobrze prognozowały. „Ci ludzie są fajni, dobrze mi tu będzie”- tak sobie wówczas pomyślałem, zresztą nie pomyliłem się. Rzeczywiście w gronie osób ze stowarzyszenia czułem się jak ryba w wodzie. W czasie kilku godzin dzięki uprzejmości Grzegorza i Pawła zebrałem sporo wiadomości o świecie rekonstruktorów. Od czego trzeba zacząć zakupy, ile kosztuje mundur, u kogo najlepiej uszyć, gdzie dostać menażkę, jaki hełm będzie najlepszy, na co uważać na rekonstrukcji, które są ciekawe i na których warto się pojawić. Dowiedziałem się również trochę o samym sprzęcie. Hełm polski nazywany Salamandrą był specjalnie posypywany korkiem tak by światło nie odbijało się od nakrycia głowy co utrudniało namierzenie żołnierzy przez nadlatujące samoloty Luftwaffe. Był to w stu procentach polski pomysł. UR to słynny polski karabin przeciwpancerny. Była to ściśle tajna broń II Rzeczypospolitej, tak tajna, że ze skrzyń wypakowano je dopiero w dniu wybuchu wojny. Z kolei inny kolega rozpalił we mnie jeszcze większą namiętność do rekonstrukcji, kiedy opowiedział o kilku odtworzonych bitwach, inscenizacjach, w czasie których wybuchały pociski, siła eksplozji wybijała szyby z okien (wszystko to było pod kontrolą i celowo robione), a eksplozje były tak wielkie, że aż ziemia się trzęsła. Zapewne moja mina musiała być wyjątkowo nietęga. Rozdziawiona buzia z wielkimi oczami, musiała wzbudzać u nowych towarzyszy duży ubaw. Dowiedziałem się wtedy naprawdę dużo, choć i tak jeszcze dużo było przede mną. Trudno mi dziś przypomnieć sobie jaką jeszcze wtedy wiedzą, podzielili się ze mną koledzy. Ogólnie byłem oczarowany całą atmosferą, otwartością ludzi i ich serdecznością. To było naprawdę wyjątkowe towarzystwo. Na koniec Jacek poinformował mnie o najbliższych spotkaniach oraz o tym, bym jak najprędzej zaczął sobie robić mundur, który będzie niezbędny. Kolejne spotkania, dotyczyły musztry, zapoznawałem się pierwszymi tajnikami tej niełatwej sztuki. Było bardzo ciekawie i śmiesznie. Całą musztrę prowadził kapral Gładysz. Nie miał on do nas dużo cierpliwości ale w naukę nas wkładał całe swe serce, a jest ono naprawdę duże.
Zacząłem kompletować sprzęt, pojawił się mundur, w którym od razu się zakochałem. Miłość potęgowała świadomość, że w takim samym mundurze, w czasie kampanii wrześniowej walczył mój dziadzio Olek. Jego wrześniowe przeżycia są bardzo zawiłe i skomplikowane. Bardzo mi tym imponował, że walczył o naszą ukochaną Polskę. Mundur ten dodawał szlachetności i powagi naszym żołnierzom. Tak go właśnie widziałem i widzę do dziś. Do tak zwanych szpejów doszły jeszcze buty (trzewiki piechoty), hełm salamandra, torba na maskę gazową, chlebak i wiele, wiele innych. Coraz bardziej, z każdym dniem stawałem się rekonstruktorem „pełną gębą”. Ten fakt bardzo mnie cieszył, napawał mnie dumą, sprawiał satysfakcję i nie ukrywam, że bardzo lubiłem się chwalić moją nową pasją. Mogłem o niej dużo mówić, choć to wszystko były dopiero początki. Nie mogłem się już doczekać pierwszych wydarzeń, obchodów, świąt państwowych i religijnych, gdzie będziemy asystować jako Rekonstrukcyjne Wojsko Polskie- jak zwykło się mówić w naszym środowisku. Jednak najbardziej nie mogłem się doczekać pierwszej rekonstrukcji. Tylko czekałem jak przyjdzie sezon i będę mógł pójść do rekoboju. Pierwsze miały być Wyry. Miejsce, które wiele osób uczyniło prawdziwymi rekonstruktorami, gdzie przelewał się pot, łzy a czasem nawet i krew. Ciągle oczekiwałem i oczekiwałem nadejścia tego wielkiego dnia. Nie zdawałem sobie sprawy jakie to będzie wielkie podniecenie, przejęcie i lęk zarazem. Ale o tym wszystkim opowiem w następnym rozdziale, który będzie specjalnie ku temu poświęcony.
Zacząłem żyć już rekonstrukcyjnym światem. Nie tylko w czasie spotkań czy w czasie bitew. Ale w domu, na uczelni i na ulicy. W trakcie śniadania, wykładów na studiach, spaceru w pięknym towarzystwie, na spotkaniach z przyjaciółmi. Coraz bardziej zacząłem tym przesiąkać. Tym światem, tymi zasadami i wartościami, które pochodziły z odległej II Rzeczypospolitej, choć Ona była nam bardzo bliska. Wszystko co stamtąd pochodziło bardzo mi imponowało. Po pewnym czasie byłem rekonstruktorem. Cały czas, w pełnym tego słowa znaczeni. Nie opuszczało mnie to ani na chwilę. Czasem się zastanawiałem czy ja jestem jeszcze rekonstruktorem czy może już obywatelem II Rzeczypospolitej.

Komentarze

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.