Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (5) - z pamiętnika rekonstruktora.



Rozdział 3 (cz.1)

Czym jest prawdziwa rekonstrukcja?
Fot. Grzegorz Głupczyk

Jeśli Państwu mam opowiedzieć o moich rekonstrukcyjnych przygodach, o świecie w którym przebywałem przez kilka dobrych lat, musicie najpierw zrozumieć czym jest rekonstrukcja. Ja mogę dużo pisać, opisywać, opowiadać, a i tak nie jestem przekonany czy aby na pewno będziecie wiedzieć o co mi chodzi, czy na pewno poczujecie ten „smak”. To tak jakby astronauta próbował nam wytłumaczyć jak to jest gdy przebywa się w stanie nieważkości.
Opisywał nam widoki z księżyca i emocje, które temu towarzyszą, opowiadał jakie to uczucie. Nam jednak trudno będzie to sobie wyobrazić. Może to w nas wzbudzić podziw, zachwyt, ale póki sami nie spróbujemy, nie zrozumiemy.
Świat rekonstrukcji to zupełnie inny wymiar, poczuć go można pod warunkiem, że chce się go rzeczywiście poznać, spenetrować, odkryć. Ludzie którzy jeżdżą, żeby postrzelać, napić się piwa i pojeść kiełbasy NIE SĄ rekonstruktorami! Nie chodzi tylko o to, żeby się przebrać i „poparadować w mundurze”. Pragnę w tym miejscu przeprosić wszystkich tych których mogłem urazić, ale bądźmy ze sobą szczerzy, taka jest prawda. Osoby lubiące broń, potrzebujące się wybiegać i poczuć adrenalinę, które to wszystko lubią ukoronować zimnym złocistym napojem idealnie sprawdzą się na polach paitnballa. Powiem więcej, są osoby które myślą, że jak się przebiorą w strój z epoki czy mundur i mają sporą wiedzę w tej dziedzinie to są wybitnymi rekonstruktorami. Niestety, do prawdziwej rekonstrukcji jest jeszcze daleka droga. Taką postawę możemy określić zamiłowaniem do przebierania się w różne stroje historyczne, wzbogacone o historyczną wiedzę książkową. Jest to ciekawa, na pewno ambitna i aktywna forma spędzania wolnego czasu, ale to jeszcze nie jest rekonstrukcja w pełnym tego słowa znaczeniu.
Czym zatem jest rekonstrukcja historyczna? To zamiłowanie do tego co było w dawnych czasach, co się skończyło, a my staramy się ten świat ocalić od zapomnienia, przedstawić  i przybliżyć współczesnemu człowiekowi. To coś z czym się identyfikujemy. Dzięki nam jeszcze ciągle jest żywe. Bronimy „tego czegoś” od schyłku, od czeluści niepamięci. To jest pasja, której człowiek w pełni się oddaje. Wstaje wcześnie rano, nierzadko o 3 czy 4 w nocy, by jechać na drugi koniec kraju, by tam upamiętnić poległych bohaterów. Upamiętnianie należy rozumieć nie tylko jako udział w inscenizacji historycznej, ale także udział w Mszy Świętej za pomordowanych, za tych co złożyli swe życie na ołtarzu Ojczyzny. Rekonstrukcja to przede wszystkim MISJA. Misja, w której trzeba dbać o dobre imię bohaterów, pielęgnować pamięć o ich heroicznych czynach, postawy. Stawiać opór zadawanym kłamstwom, mającym na celu ich szkalowanie lub ujmowanie zasług. Będąc pijanym na rekonstrukcji nie stawiamy czoła kłamcom, a tylko im pomagamy w tworzeniu obrzydliwych bredni. Co więcej !!! Hańbi się mundur i pamięć o tych co w nim walczyli!!! Nasze stowarzyszenie często uczestniczyło, bądź samo organizowało wydarzenia czczące wielkich Polaków. Do takich wydarzeń należy zaliczyć wystawy o Wojsku Polskim, organizowanie lekcji żywej historii, na które niejednokrotnie przychodziły tłumy. Udział w koncertach patriotycznych, msze za poległych. Można by wiele wymieniać. Dlatego rekonstrukcja zobowiązuje do pewnej godnej postawy. Cisza i poważne zachowanie gdy sytuacja tego wymaga, dyscyplina i szacunek dla nieżyjących bohaterów, ale także i dla tych którzy upamiętniają pomordowanych kolegów. Potępiam tych co spożywają alkohol na rekonstrukcji, ponieważ NIE jest to miejsce do tego przeznaczone. Warto też pamiętać, że nierzadko, a wręcz bardzo często w takich wydarzeniach uczestniczą dzieci. Młode pokolenie, które obserwuje i uczy się. Na nas są skierowana najmłodsze oczy naszego narodu i z nas one czerpią. Biorą z naszych postaw przykład. To wymaga rycerskiej postawy. Mamy uczyć poczucia dumy, bohaterstwa, a nie piknikowego, letniego zapału.
Życie rekonstruktora jest bardzo wesołe i pełne zabawy, ale na to też jest odpowiedni czas. Na pewno nie pijemy piwa, wina ani wódki, kiedy jesteśmy w mundurze, gdzie na rogatywce czy guzikach dumnie rozpościera swe skrzydła Orzeł Biały. Owszem zdarzają się wyjątki jeśli dowódca pozwoli i to tylko w ilościach przewidzianych w regulaminie. Na przykład w czasie uroczystego obiadu z okazji rocznicy powstania pułku, wtedy możemy napić się lampkę wina. Napić się możemy więcej kiedy jesteśmy w cywilu, ale i wtedy trzeba znać umiar. Alkohol nie jest zakazany, ale w odpowiednich ilościach i z rozsądkiem. Przytoczę pewien przykład, nie podając nazwisk i szczegółów, by nie zaszkodzić niechlubnym bohaterom tej opowieści. Z naszym stowarzyszeniem byliśmy na dwudniowym wyjeździe, na którym mieliśmy odbyć walne zebranie, mające na celu ustalić dalsze losy naszego Stowarzyszenia. Na następny dzień mieliśmy uczestniczyć w Mszy Świętej, na której chcieliśmy się modlić za Obrońców granic z pewnej bitwy. Zebranie się odbyło, a po nim był czas na wspólną zabawę. Na stole pojawił się alkohol i jedzenie. Nie ma w tym nic złego bo napoje wyskokowe są dla ludzi. Rzecz w tym, że nie każdy umie go odpowiednio spożywać. Ja i profesjonalni rekonstruktorzy spożyliśmy kilka kieliszków po czym udaliśmy się na spoczynek, świadomi, że wcześnie rano trzeba wstać, ubrać na siebie kilogramy sprzętu, stać w upale w sukiennym, grubym mundurze, dźwigając na głowie dwukilogramowy garnek[1]. Niestety nie wszyscy podchodzą do sprawy z zamiłowaniem i z szacunkiem do polskiego żołnierza.

CDN.




[1] Rekonstruktorzy w ten sposób nazywają hełm.

Komentarze

  1. Nie kazdy rekonstruktor jest chrzescijaninem i nie kazdy chce brac udzial w mszy swietej. Czy to znaczy ze nie oddaje holdu poleglm?

    Jesli kazdy zolnierz 2 RP w 1939 byl trzezwy na froncie to daje uciac sobie prawa reke.

    Przedstawiasz o nieistniejacym swiecie. O odtwarzaniu utopii ktora WP 2 RP na pewno nie bylo.

    A kto nigdy nie przesadzil z alkoholem, pijac z najlepszymi kumplami, niech pierwszy rzuci kamieniem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że ktoś podjął dyskusję. A więc się odniosę:
    1) Racja, tu muszę się uderzyć w pierś. Nie pamiętam, abym pisał o obowiązkowych Mszach Świętych, bo słusznie zauważyłeś/aś że nie tylko chrześcijanin może oddać hołd poległym.
    2) Na to ani ja ani Ty nie masz dowodu. Możemy się jedynie przepychać słownie. Wątpię jednak by dowództwo pozwalało na pijaństwo, bo po alkoholu ciężko zrobić coś dobrego. Ja osobiście nigdy nie słyszałem o pijaństwie na polu bitwy.
    3)Naturalnie- napisałem że ten świat już nie istnieje.
    4) Ba, na pewno nie jeden ale na to jest odpowiedni czas i pora.

    Pozdrawiam serdecznie i raz jeszcze dziękuję za komentarz. Jurek Borkowski

    OdpowiedzUsuń
  3. Dowodów nie mamy, fakt. Ale jeśli uznamy wśród milionowej, poborowej i nieraz ochotniczej armii nikt się nie upił próbując w rzadkiej chwili spokoju zrzucić z siebie wojenny stres, to albo jesteśmy niepoważni, albo jesteśmy niepoważni.

    Oczywiście nie pochwalam pijaństwa przed rekonstrukcją czy nawet w poprzedzającą noc. I nie chodzi tu o to, że ktoś w ten sposób nie okazuje szacunku, a o samopoczucie na następny dzień. Sam nieraz w dzień poprzedzający reko wypiłem piwo czy dwa, bo w towarzystwie najlepszych reko-kolegów aż wstyd czegoś nie wychylić. Jednak umiar jest wskazany.

    Odniosę się jeszcze do picia w mundurze. Jak to mówią, "czysta wódka munduru ani honoru żołnierza nie plami" ;) ale znowu - z umiarem. Nie wiem, może mam bardziej liberalne podejście do tematu i znam swój limit bardzo dobrze stąd też brak obaw związanych z ewentualnym przeholowaniem.

    2) A I wojna światowa? Alkohol podawany, żeby żołnierze mieli odwagę aby na rozkaz durnego dowództwa biec z bagnetami na stanowiska CKMów? ALkohol, w odpowiedniej ilości, tłumi uczucia związane ze strachem - co zresztą widać po zachowaniu pijanych ludzi ;-) - a niekoniecznie upośledza zdolności ruchowe.

    Mówi się wręcz o szprycowaniu niemieckich żołnierzy w czasie WW2 narkotykami. Nie wiem ile w tym prawdy, ale musimy pamiętać, że na wojnie nikt się nie liczy z życiem i zdrowiem prostego żołnierza. Tylko polityka i efekt potyczki, bitwy, wojny.

    Gdyby ktoś napisał we wspomnieniach, że natarcie nie mogło mieć miejsca bo żołnierze byli popici, wcale nie uznałbym ich za gorszych a w duchu nawet bym ich usprawiedliwiał.. nie mamy pojęcia, czy w czasie konflitku sami nie szukalibyśmy "zapomnienia" w butelce alkoholu. No to tyle z mojej strony :)

    Bohaterstwo bohaterstwem, ale to przecież byli tylko ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Drogi Czytelniku. Cieszę się, że mamy podobne podejście. Faktycznie moje, może jest bardziej rygorystyczne. Użyłeś bardzo ważnego słowa: "umiar". I dlatego śmiem twierdzić, że się rozumiem. W tekście sam przyznałem się, że zdarzało mi się wypić dzień przed, ale właśnie z umiarem. Co do dalszej części Twojej wypowiedzi, rzeczywiście może byli i tacy, co coś "chlapneli" ale nie było to upijanie się do "trupa". Też słyszałem o teorii szprycowania oddziałów Waffen SS. Możliwe, że są one prawdziwe. Muszę Ci też przyznać racje co do warunków pola walki. Oczywiście wtedy ludzie mogli chcieć się jakoś odstresować ale ja zawsze wierzę, jestem przekonany o szlachetności naszych Żołnierzy. Myślę, że wielu z nich odwaga nie pochodziła od alkoholu ale z mężnego serca.

    Pozdrawiam serdecznie, Jurek Borkowski

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to nie mamy dowodów? Relacji o piciu alkoholu przez żołnierzy w 1939 r. jest sporo, łącznie z relacjami z 20. pułku piechoty które autor powinien przecież doskonale znać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak widać i autora można zaskoczyć. Jeśli możesz, podeślij dowody na ten temat, może masz jakiś link lub stronę temu poświęconą. Tym samym zakończymy nasz spór i ja się czegoś nauczę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. A.Wodzyński "W odwrocie i w walce", w tym momencie podstawowa książka na temat codzienności kampanii wrześniowej. Z 20. pułku są chociażby wspomnienia kpr. Kłaputa. Na temat alkoholu podczas II wś książek jest dużo, najłatwiej chyba dostępna jest "Pijana wojna" K. Janickiego.
    Wspomnień mówiących o piciu alkoholu przez żołnierzy i partyzantów jest multum, a twierdzenie że żołnierze nie pili to ahistoryczny absurd. Jest masa zdjęć na których piją, wygłupiają się, uśmiechają - zawał serca dla rekonstruktora przekonanego o tym że to byli bohaterowie ze spiżu, stoworzeni by stać w kościele na baczność. A to przecież byli przede wszystkim zwykli ludzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i kolejny głos rozsadku w dyskusji :) pozdrawiam, anonimowy nr.1

      Usuń
  8. Panowie,
    nigdy nie pisałem, że w piciu alkoholu jest coś złego. Ja pisałem o pijanych rekonstruktorach, a to uważam (i mnie nie przekonacie- za haniebne). Ciekaw jestem, czy żołnierze Polscy tak się upijali na froncie - szczerze wątpię. Jeśli jednak już otrzymałem od Was wskazówki, konkretne lektury, konkretnych autorów to chyba czas na wzbogacenie wiedzy. Dziękuję Wam raz jeszcze za dyskusję. Jeśli tylko przeczytam książki wspomniane powyżej, wówczas odpiszę.

    Pozdrawiam serdecznie, Jerzy Borkowski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Jerzy, proponuję napisać wtedy nowy post inaczej wpis zaginie w otchłani internetowej niepamięci

      Usuń
    2. Oczywiście. Polacy byli Spiżowymi Bohaterami Walczącymi za Ojczyznę do Ostatniej Kropli Krwi, a marzeniem każdego było za tę Ojczyznę umrzeć (broń Boże przeżyć i pracować w czasach pokoju!). Pili tylko radzieccy rozbójnicy, świńscy sowieci i niegrzeczne niemiaszki...
      Z całego serca życzę Autorowi więcej dystansu do historii, mniej mitologizacji a więcej źródeł i zdrowego rozsądku w podchodzeniu do historii. Bo w tym wydaniu to więcej jest w tym ideologii niż historii.

      Usuń
  9. Polecam książkę - w odwrocie i w walce, którą napisał Pana kolega - Artur Wodzyński. Wizerunek nieskazitelnego, spiżowego bohatera na pewno ulegnie przemianie- czego z całego serca życzę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Zapomniane kurhany w Jawczycach

     Jadąc z Krakowa w stronę Gdowa, mijamy miejscowość Jawczyce, która skrywa tajemnicę zapomnianych kurhanów. Czym one są? To mogiły w formie ziemnych kopców. Na terenie Polski budowano je od neolitu, aż po czasy słowiańskie i wczesne średniowiecze. Wielokrotnie przejeżdżałem przez tę wieś, widząc tabliczkę wskazującą drogę do tego magicznego miejsca. Nigdy jednak nie skusiłem się, by poznać ich tajemnicę... aż do teraz.      Piękna pogoda na polu, siedzę w ogrodzie i wygrzewam się w słońcu, pijąc mrożoną lemoniadę przygotowaną przez żonę. Po półgodzinie uznałem, że czas się ruszyć. Idealnym pomysłem wydała się przejażdżka rowerowa. Wtedy przypomniałem sobie o Jawczycach. Wsiadłem na rower i ruszyłem w drogę – z Wieliczki jechałem około 30 minut. Obawiałem się, czy trafię do celu, bo miejsce leży na uboczu, w lesie, ale moje obawy okazały się bezpodstawne. Przemierzałem las, aż moim oczom ukazały się niewielkie wzgórki. Dzięki wcześniejszej lekturze domy...

Historia na polskich banknotach - 10 zł

     Jestem z pokolenia, w którym posługiwanie się gotówką było czymś normalnym, a właściwie stanowiło jedyną opcję płatności. Dziś spora część osób płaci za zakupy czy rachunek w restauracji „plastikiem”, czyli kartą płatniczą, przykładamy telefon albo korzystamy z popularnego polskiego wynalazku, jakim jest Blik. Są to sposoby dużo prostsze i zwiększające nasze bezpieczeństwo.      Karty bankomatowe są dziś zdobione ciekawymi motywami oraz logotypami banków, które je wydały. Na gotówce natomiast możemy dostrzec fascynujące elementy związane z historią. Przede wszystkim na każdym banknocie widnieją wybitni polscy władcy. Celowo użyłem słowa „władcy”, ponieważ wszyscy wiemy, że na najniższym nominale (10 zł) widnieje Mieszko I, który był pierwszym historycznym przywódcą, a nie królem Polski. Na każdym kolejnym nominale znajduje się już wizerunek króla. Nie są to przypadkowe postacie, lecz monarchowie, którzy wybitnie przyczynili się do rozwoju ekonomicznego...

Łączna liczba wyświetleń