Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (6) - z pamiętnika rekonstruktora




Rozdział 3 (cz. 2)

Czym jest prawdziwa rekonstrukcja.



Dla innych ważniejszy okazał się kolejny wypity kieliszek, wrzaski do rana i huczna zabawa. Zupełnie jakby zapomnieli po co przyjechali, albo nie wiedzieli co jutro będą ważnego robić. Jaki był tego efekt? Osoby, które wiedziały jak się zachować dumnie uczestniczyły w Mszy Świętej. Z wypięta piersią, z szlachetnym spojrzeniem, wzbudzały podziw u zebranych wiernych w kościele.
Bardzo często byli to ludzie, którzy pamiętali wojnę. A co z imprezowiczami? Jeden wyszedł w trakcie mszy z kościoła, bo go noga „bolała”, drugiemu się kręciło w głowie, bo za „gorąco” i też wyszedł, trzeci się nie wyspał i był zmęczony, czwarty z „niewyjaśnionych” przyczyn omdlewał. Cała czwórka opuściła kościół. Tym samym dali znać jakie mają podejście do bohaterów i do wykonywania rekonstrukcyjnej misji. Nie muszę chyba wyjaśniać, że to byli przebierańcy, nie rekonstruktorzy.
Dla prawdziwego rekonstruktora wrześniowego, ubieranie munduru żołnierza Wojska Polskiego to zaszczyt, honor, a przede wszystkim wielki przywilej. Rasowy rekonstruktor chodzi w mundurze z podniesioną głową. Nigdy nie dopuści się czynów, które mogłyby go zhańbić. Ta wielka pasja, miłość do tych którzy polegli za nas, to często wyrzeczenia. Wyrzeczenia czasowe, finansowe, to poświęcenie swych sił. Pamiętny wyjazd na Ukrainę, który opisałem poniżej, to piękne wspomnienia, piękne chwile ale i też niemała ofiara. Cały wyjazd opłaciłem z własnej kieszeni. Opłata za paliwo, jedzenie, to wszystko pokryłem z własnych środków. I żeby mnie nikt źle nie zrozumiał. Ja tu wcale się nie żalę i nie mam pretensji, przedstawiam tylko fakty, by pokazać, że rekonstrukcja to misja! Na Ukrainie również poświęciłem swój czas. Mogłem wówczas jechać na atrakcyjne wakacje za granicę mogłem pojechać kolegami z SRH, którzy pojechali dokładnie w tym samym czasie na zamek Czocha, gdzie spali w komnatach i delektowali się pysznym jedzeniem (jak słyszałem pieczonego prosiaka  i inne wyszukane potrawy). Mogło być wygodnie, wesoło i sympatycznie. Zamiast tego wybrałem Ukrainę, gdzie sprzątałem groby polskich żołnierzy i Polaków, którzy zamieszkiwali ziemie wołyńską. Spałem pod namiotem, kąpiąc się w szczerym polu. Wybrałem wewnętrzne poczucie obowiązku, nakazujące mi dbać o pamięć rodaków, oraz możliwość odwdzięczenia się tym, którzy za mnie, za naszą Ziemię polegli.
Podsumowując, rekonstruktor oddaje cześć poległym, dba o pamięć historyczną i strzeże pamięci o wielkich bohaterach. Myślę, że definicję i sens rekonstrukcji opiszą słowa księdza Mateusza Rysa z parafii świętego Sebastiana w Wieliczce, gdzie przez kilka lat odbywały się msze za żołnierzy 20 Pułku Piechoty Ziemi Krakowskiej. Ksiądz Mateusz Rys rzekł o to takie słowy: „Jesteście strażnikami pamięci. Pamięci o poległych kolegach w czasie II wojny światowej”. Strażnik z definicji ma strzec czegoś lub kogoś przed niebezpieczeństwem, przed kradzieżą, zniszczeniem, zaginięciem. Tak właśnie i my rekonstruktorzy stoimy na straży, by pamięć o bohaterach nie zaginęła, by nie została zniszczona, przekłamana. Walczymy o tych co dziś już nie mogą, a niegdyś walczyli o nas, kiedy my nie mogliśmy.

Komentarze

  1. A skąd pewność że byli pod wpływem % ktoś ich zbadał ? Ten tekst napisał chyba jakiś laluś, swietojebliwy się znalazł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, ze nie wiadomo czemu zasłabli, ale ogólna idea artykułu słuszna , autor na pewno nie jest lalusiem, więc oszczędź sobie głupich epitetów .

      Usuń
  2. Nie każdy jest w stanie długo stać nieruchomo. Dlatego zasłabnięcie w Kościele moze wynikać z przyczyn niezależnych od człowieka . Z resztą artykułu 100% zgoda

    OdpowiedzUsuń
  3. Zasłabnac moze kazdy, nie tylko na kacu. W kosciolach czesto jest duszno i goraco. Sukno nie pomaga gdy jestesmy od malego przyzwyczajeni do bawelny i lekkich ubran w upalne dni.

    Ale po raz kolejny, wyjscie z kosciola podczas mszy, nawet za poleglych, to zaden wstyd jak zdaje sie sugerowac autor. Na litosc Boska, zgadzam sie ze wszystkim poza "swietoscia" autora. Jestem wierzacy i chodze do kosciola, ale wole z niego wyjsc niz omdlewać od smrodu wiernych i duchoty starych murów.

    Fajnie że wybrałes Ukrainę a nie zamek Czocha. Tylko jakie to ma znaczenie? Kazdy robi to, na co ma ochote. Zyjemy w wolnym kraju i, z całym szacunkiem, wazniejsza jest praca na rzecz zyjacych kombatantów niż o groby poległych. Tym w ziemi jest już wszystko jedno, a Ci żyjacy zyja w biedzie.

    Pytanie do autora - co zrobiłes dla żyjcych żołnierzy? Bo ja, w miare możliwosci zapracowanego czlowieka, pomagam w codziennym zyciu jak moge.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. A więc na kulturalną odpowiedź chętnie i ja odpowiem.
    1) Owszem każdy może się źle poczuć, ale jeśli zionie od niego strawionym alkoholem to znaczy, że dzień wcześniej przesadził. Pisałem w poprzednim tekście, chodzi o to by znać umiar.
    2) Jak chodzi o Ukrainę nie mam do nikogo żalu, każdy dokonuje wyboru i to też w tekście zaznaczyłem. Mówiąc o Ukrainie pokazuje, że świat rekonstrukcji to też pewnego rodzaju poświęcenia, które oczywiście podejmujemy z własnej woli.
    3) Uważam, że umarli potrzebują szczególnej troski, by o nich nie zapomnieć, ocalić przed niepamięcią.
    4) Mam przykre wrażenie, że już mnie z góry osądziłeś. Pytanie jest bardzo dobre. Na co dzień pomagam innym również w miarę możliwości, nie tylko żołnierzom. Jak chodzi o kombatantów, jest jeden któremu pomagam. To były żołnierz NSZ, który mimo wieku chętnie się udziela. Ma mój telefon i zawsze jestem chętny do pomocy.

    Cieszę się, że piszecie, bo konstruktywna dyskusja niesie wiele dobrego. Kto wie, może rzeczywiście ktoś mnie uświadomi, że z czymś przesadziłem lub coś przeoczyłem. Tylko róbmy to na poziomie.

    Pozdrawiam Was serdecznie, Jerzy Borkowski.

    OdpowiedzUsuń
  5. Po prostu czytając te wpisy odnoszę wrażenie, że autor robi z siebie rekonstrukcyjny ideał. Bogoojczyźnianego wojownika, który podejmuje same słuszne z punktu widzenia historii i pamięci narodowej decyzje. Może warto zrobić rachunek sumienia i zastanowić się czy zawsze autor był w porządku wobec swoich kolegów? (i nie sugeruje że nie był, tego po prostu nie wiem ;) ). Bo ja nie zawsze byłem, a to przecież moi bracia broni i świetni kumple (mimo że się staram)..
    Żeby była jasność - szanuję autora za oddanie sprawie, ale nikt nie jest idealny bo wszyscy jesteśmy tylko ludźmi..
    Swoją drogą, jestem ciekaw czy autor poruszy temat organizowanych "inscenizacji" jak ta z rzezi wołyńskiej czy obozu koncentracyjnego..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze i bez żadnych złośliwości- Dziękuję za ten komentarz. Nie widzę siebie z boku, nawet jak czytam po raz kolejny tekst to nie dostrzegam pewnych rzeczy. Może powinienem zwrócić bardziej uwagę na to czy czegoś lub kogoś nie idealizuję (za bardzo), lub czy nie piszę zbyt patetycznie. To jest ciekawe spostrzeżenie. Co do rachunku sumienia z tym mam nadzieję nie mam problemu, bo robię go dość regularnie. Chcę być dobrym człowiekiem. Co do ostatniej kwestii nie zastanawiałem się nad poruszeniem tematu "inscenizacji" rzezi. Nie byłem na niej ale słyszałem wiele dobrego od osób, które w nich uczestniczyły. Może warto byłoby to przemyśleć.

      Pozdrawiam serdecznie, Jerzy Borkowski.

      Usuń
  6. Ech, niestety ale u autora stwierdzić muszę typowy dla wielu rekonstruktorów września '39 syndrom chronicznego kija w dupie i kreowania się na wielkiego obrońcę chałwy i pamiędzi.

    Nie, nie o to w rekonstrukcji chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem zamieniam się w słuch. Czym jest rekonstrukcja? Chętnie poczytam opinię, rozważę inny punkt widzenia. Zwracam się też z prośbą, piszmy do siebie z szacunkiem.

      Pozdrawiam serdecznie, Jerzy Borkowski.

      Usuń
    2. Pasją, hobby, sposobem na spędzanie czasu. Nie ma co robić z rekonstrukcji religii. A podejście autora pokazuje niestety to, dlaczego wielu rekonstruktorów krytycznie patrzy na "wrześniowców": bezkrytyczne przekonanie o wyjątkowości, misji, bogoojczyźnianizm, traktowanie munduru jak relikwii którą można tylko czcić, często połączone ze słabym pojęciem na temat realiów przedwojennego WP, nadrabianym przytoczonym tu "kijem w dupie".

      Usuń
  7. No to ja może odpowiem za tamtego "anonimowego" ;-) W rekonstrukcji chodzi o wierne odwzorowanie realiów danego okresu. Weźmy sobie 2 RP i 1939 bo o tym ten blog. No więc żołnierze myślę niczym się nie różnili od tych, których obecnie możemy spotkać. Pili, palili, imprezowali, podrywali dziewczyny, byli normalni - dżentelmeni i rozrabiaki. Cwaniaki i idealiści (w czasie pokoju). A w czasie wojny? Też się bali, też pewnie nieraz mieli trzewiki pełne... powiedzmy płynu. Cierpieli na stres pourazowy. Uciekali z pola walki. Pili żeby choć na chwilę się wyluzować. Albo z nudów. Albo dlatego, że dostali butelke bimbru od jakiegoś chłopa. Pewnie nieraz kradli cywilne ubrania. Ale też walczyli dzielnie, maszerowali te dziesiątki kilometrów i pomstowali że musieli się w tej Polsce urodzić ale walczyli o jej wolność bo to ICH kraj i nikt im nie będzie go zabierał.

    Wystarczy podejsć do tematu z dystansem. Obejrzeć kilka filmów wojennych, parę książek ze wspomnieniami, czy pamiętników. Tam wszystko jest opisane/ pokazane. Żadna armia nie składa się tylko i wyłącznie z bohaterów. W AK, i daje sobie głowie uciąć, też byli bandyci i antysemici polujący na Żydów - na szczęście przeważali Ci, dzięki którym możemy z dumą opowiadać o waleczności Polaków.

    Głoszenie peanów o nieskazitelności i doskonałości polskiego żołnierza, o jego srebrnej zbroi i całkowitemu poświęceniu służbie Ojczyźnie, w moim odczuciu szkodzi (także im) pod wieloma względami. I nie odbieram im chwały - wręcz przeciwnie. Mam wielki szacunek do całej wojennej działalności polskich obywateli, ale też wiem że byli zwykłymi ludźmi - takimi jak pan Jerzy czy ja. Osobiście do wojaczki się nie nadaję i przypuszczam że spękałbym przy pierwszej strzelaninie. Ale nie wiem, może autor powiódłby nas na barykady? Nie przeczę, ale dopiero wojna pokazuje jacy jesteśmy naprawdę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że znajdziemy wspólny język. Zgadzam się w 100%. Co do tych barykad, nie wiem jak by to było. Bo jak napisałeś Anonimie, wszystko zweryfikowała by wojna. Oby do takiej werefikacji nigdy nie doszło.

      Pozdrawiam, Jerzy Borkowski.

      Usuń

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.