Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (8) - z pamiętnika rekonstruktora



Rozdział 4 (cz. 2)
Bitwy które przeżyłem, na których byłem ranny i na których… zginąłem.


Był to moment kiedy rekonstruktorzy omawiają scenariusz widowiska, kto ma skąd „uderzyć”, gdzie nie wolno wbiegać, bo jest to pole pirotechniczne, po ilu wybuchach wjedzie czołg, który rozbije niemiecką lewą flankę i tak dalej, i tak dalej. Kiedy cały scenariusz został omówiony, wszyscy wrócili na swoje miejsca.
W cieniu, który w taką pogodę była dla rekonstruktorów najlepszym przyjacielem i sprzymierzeńcem, piliśmy wodę i rozmawialiśmy. Ja przeżywałem pierwszą rekonstrukcję. Lęk i stres mnie nie opuszczały. W pewnym momencie przyszedł czas na rozdanie prawdziwych karabinów, czyli moment w którym ustala się kto jaką broń dostanie, kto będzie do jakiej broni przydzielony. Część z naszych kolegów dostała przydział do armaty Bofors[1]. Inni dostali prawdziwe niemieckie karabiny Mauser lub rosyjskie Mosiny. Trzeba przyznać, że te drugie były mniej zawodne, rzadko się przycinały i są proste w obsłudze. Mnie na pierwszej bitwie trafił się granatnik. Było to duże zaskoczenie, ponieważ debiutanci zazwyczaj zaczynają jako noszowi, znosząc „rannych” z pola. Przydział do granatnika troszkę mnie wystraszył. Oczywiście nie wrzucałem tam prawdziwych granatów, a zwykłe petardy.
O poparzenia jednak nie było trudno. Zdarzało się, że „pociski” nie wybuchały i trzeba było reagować. Rura granatnika była rozgrzana, a emocje i wojenny chaos zmuszały do szybkich decyzji nie zawsze do końca przemyślanych. Złapana rura mogła solidnie poparzyć. Mnie na szczęście na pierwszej bitwie poszło bardzo dobrze i skończyło się tylko na drobnych poparzeniach palców. Bitwę przeżyłem. Pierwsza batalia i pierwsze zwycięstwo! Niestety w historii Kampanii Wrześniowej nie było ich dużo.

Zaraz po otrzymaniu broni i przydzieleniu stanowiska przy armatach, moździerzach, ckm-ach i granatnikach, po raz kolejny usłyszeliśmy: „w dwuszeregu frontem do mnie zbiórka”. Była to już ostatnia zbiórka przed wybuchem bitwy. Udaliśmy się do lasu gdzie „stacjonowały” nasze wojska. Był tam cień, więc od razu wszystkim zrobiło się lepiej.
W jednym miejscu znaleźli się rekonstruktorzy z różnych grup. Faktycznie gdyby skoncentrować nas wszystkich w jednym miejscu stworzylibyśmy kompanię. Pierwsi żołnierze byli już na polu bitwy, nam na razie pozostało oglądać walki z lasu. Było słychać wybuchy, strzały, krzyki. Gdyby zamknąć oczy albo nawet spojrzeć w niebo by nie widzieć to co współczesne (kable łączące głośniki, barierki oddzielające publiczność od widowiska), człowiek cofał się w czasie do roku 1939. Miało się wrażenie, jakby to się działo naprawdę. Koledzy rekonstruktorzy dzielnie bili się z niemieckim wrogiem. Najpierw nastąpiło pierwsze natarcie, zaatakowali nasi żołnierze, wybiegli z lasu i było słychać strzały z karabinów, wybuchy pirotechniki. Potem nastąpiło drugie natarcie, które przypadło nam i pozostałym kolegom. Najpierw wciągnęliśmy na pole bitwy Boforsa szwedzką armatę przeciwpancerną na polskiej licencji. W czwórkę koledzy musieli ją wtoczyć na pobojowisko. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ wspomniany Bofors waży około 300 kg. Do tego podłoże pełne dziur, kolein i kretowisk nie ułatwiało zadania. Ja niestety nie mogłem pomóc kolegom. Po pierwsze byłem zbyt przejęty tym co się wokół mnie działo (latające skrawki ziemi, wybuchy, sypiący się piach w oczy). Po drugie pilnowałem się mocno by nie zepsuć ustalonego scenariusza i nie wbiec w pole pirotechniczne.


CDN 





[1] Polska armata przeciw pancerna produkowana na szwedzkiej licencji. W czasie drugiej Wojny Światowej, była to jedna z najlepszych broni na świecie w swojej kategorii.

Komentarze

Obserwatorzy

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Zapomniane kurhany w Jawczycach

     Jadąc z Krakowa w stronę Gdowa, mijamy miejscowość Jawczyce, która skrywa tajemnicę zapomnianych kurhanów. Czym one są? To mogiły w formie ziemnych kopców. Na terenie Polski budowano je od neolitu, aż po czasy słowiańskie i wczesne średniowiecze. Wielokrotnie przejeżdżałem przez tę wieś, widząc tabliczkę wskazującą drogę do tego magicznego miejsca. Nigdy jednak nie skusiłem się, by poznać ich tajemnicę... aż do teraz.      Piękna pogoda na polu, siedzę w ogrodzie i wygrzewam się w słońcu, pijąc mrożoną lemoniadę przygotowaną przez żonę. Po półgodzinie uznałem, że czas się ruszyć. Idealnym pomysłem wydała się przejażdżka rowerowa. Wtedy przypomniałem sobie o Jawczycach. Wsiadłem na rower i ruszyłem w drogę – z Wieliczki jechałem około 30 minut. Obawiałem się, czy trafię do celu, bo miejsce leży na uboczu, w lesie, ale moje obawy okazały się bezpodstawne. Przemierzałem las, aż moim oczom ukazały się niewielkie wzgórki. Dzięki wcześniejszej lekturze domy...

Historia na polskich banknotach - 10 zł

     Jestem z pokolenia, w którym posługiwanie się gotówką było czymś normalnym, a właściwie stanowiło jedyną opcję płatności. Dziś spora część osób płaci za zakupy czy rachunek w restauracji „plastikiem”, czyli kartą płatniczą, przykładamy telefon albo korzystamy z popularnego polskiego wynalazku, jakim jest Blik. Są to sposoby dużo prostsze i zwiększające nasze bezpieczeństwo.      Karty bankomatowe są dziś zdobione ciekawymi motywami oraz logotypami banków, które je wydały. Na gotówce natomiast możemy dostrzec fascynujące elementy związane z historią. Przede wszystkim na każdym banknocie widnieją wybitni polscy władcy. Celowo użyłem słowa „władcy”, ponieważ wszyscy wiemy, że na najniższym nominale (10 zł) widnieje Mieszko I, który był pierwszym historycznym przywódcą, a nie królem Polski. Na każdym kolejnym nominale znajduje się już wizerunek króla. Nie są to przypadkowe postacie, lecz monarchowie, którzy wybitnie przyczynili się do rozwoju ekonomicznego...

Łączna liczba wyświetleń