Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (9) - z pamiętnika rekonstruktora





Rozdział 4 (cz. 3)
Bitwy które przeżyłem, na których byłem ranny i na których… zginąłem.


Po trzecie miałem granatnik, którego obsługiwałem z drugim kolegą. Kiedy dotarliśmy
do stanowisk bojowych ułożyliśmy naszą broń. Wbiliśmy jej ogon w ziemię i przystąpiliśmy
do ostrzału Wehrmachtu. Kolega próbował przekrzyczeć wybuchy, strzały Boforsa, strzały z karabinów oraz wrzawę płynącą z publiczności, podawał mi namiary, gdzie mam strzelać.
To oczywiście była nasza gra. My jako aktorzy, pole rekonstrukcji jako deski teatru. Czym byłaby rekonstrukcja gdyby nie doskonała, niejednokrotnie Oskarowa wręcz gra aktorska rekonstruktorów. Pamiętam, że w czasie bitwy było gorąco po 15 minutach ostrzału byłem cały mokry, pot lał mi się po plecach, z pod hełmu lały się słone krople. Nagle usłyszeliśmy ryk naszego dowódcy: „ODWRÓT, NATYCHMIAST ODWÓRT!!!” Kolega złapał mnie za ramię, ja zdążyłem tylko porwać granatnik i w nogi. Takie krzyki naprawdę podnosiły poziom adrenaliny i pomagały poczuć choć odrobinę, ten gorzki smak tamtych dni. Oczywiście to była tylko szczypta smaku ale doprawić tę gorycz mogły jeszcze sceny, które my widzieliśmy na rekonstrukcji, a prawdziwi żołnierze w czasie bitwy. Jedną z takich scenek widziałem w czasie odwrotu. Za unoszącym się w powietrzu pyłem stał Bofors, obok niego leżeli „martwi” żołnierze. Jeden leżał na siedzeniach Boforsa, dwóch pozostałych po bokach, jeden kawałek dalej z tyłu, możliwe że próbował się już wycofywać, niestety dosięgły go kule. Wśród „poległych” żołnierzy był mój kolega, rekonstrukcyjny przyjaciel, Grzesio Jurkiewicz. Wtedy przez głowę przeszła mi myśl: „Tak musiało być naprawdę, jedni musieli się wycofywać, inni jeszcze walczyli ubezpieczając kolegów, a jeszcze inni leżeli już martwi polegli na polu chwały. Ilu przyjaciół widziało się ostatni raz na polu bitwy gdzie swoje żniwo zbierała potem śmierć.” Udało się nam wycofać do lasu. Tam w cieniu, z manierek piliśmy wodę. Jak ktoś już przyłożył manierkę do ust to nie mógł już się od niej oderwać. Wszyscy byli bardzo zdyszani i spragnieni. Dynamika rekonstrukcji była bardzo duża, co cieszyło publiczność i rekonstruktorów widzących zadowolenie przybyłych ludzi. Po uzupełnieniu płynów, schłodzeniu organizmu, co potrwało jakieś może 5 do 7 minut usłyszeliśmy krzyk dowódcy: „Szykować się do drugiego natarcia, uderzamy za minutę!!!”. Wszyscy błyskawicznie pochowali manierki, złapali karabiny w dłoń, bądź zarzucili granatniki na plecy. Minuta minęła. Ruszyliśmy w bój. Wpadliśmy z wielkim impetem w rekonstruktorskie pole bitewne. Podobnie jak przy pierwszym natarciu. Przy osłonie kolegi, który prażył z mausera do niemieckich rekonstruktorów ustawiłem granatnik, następnie sam przystąpiłem do ostrzału. Koło nas pobiegła spora grupa polskiego oddziału. Po 10 minutowej wymianie ognia, doszło miejscami do walki wręcz. Ja sam już zaprzestałem ognia i obserwowałem sytuację. Nagle zobaczyłem kilku Niemców zbliżających się w naszą stronę. Ucieszyłem się bardzo bo rekonstruktorzy z niemiecką wroną na hełmach szli ku nam z podniesionymi rękami do góry. Wygraliśmy !!! Niemcy zostali rozbici i pokonani, radości dodawał fakt, że tak też było w prawdziwej bitwie stoczonej blisko 70 lat temu. Niemcy zostali posadzeni w polu, Polacy sprawdzali kto żyje, kto jest ranny, a kto poległ. W pewnym momencie dochodzi do masowego zmartwychwstania. Wszyscy rekonstruktorzy, i ci Polscy i ci Niemieccy wstają i kłaniają się publiczności, ściskają sobie dłonie w podzięce za udane widowisko. U wszystkich maluje się uśmiech na twarzach. Rekonstrukcja dobiega końca. Pragnienie i zmęczenie ustępuje satysfakcji i dumie z odbytej pierwszej rekonstrukcji. Rekonstruktorzy zbierają się dwójkami i robią rundkę wokół zebranej kilku tysięcznej publiczności. Ta bije brawa, z tłumu można usłyszeć: „jesteście wielcy”, „brawo Wojsko Polskie”, „brawo chłopaki” „dziękujemy”. Łza do oczu się ciśnie. Miło jest patrzeć na taki patriotyczny i wdzięczny tłum. Po rekonstrukcji przebraliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Tej nocy spałem na pewno długo i głęboko.

Krótki rys historyczny:
Bitwa wyrska została stoczona w dniach 1 do 3 września 1939 roku. Odbyła się w pobliżu miejscowości Mikołów, niedaleko Gostynia i Wyr. Naprzeciw siebie stanęły siły Wehrmachtu (28 Dywizja Piechoty) i Wojska Polskiego (Grupa Operacyjna „Śląsk” i 55 Rezerwowa Dywizja Piechoty). Wojskami niemieckimi dowodził Erwin Koch zaś obrońcami granic Rzeczpospolitej Jan Jagmin- Sadowski. Według różnych źródeł w bitwie wyrskiej po obu stronach mogło brać udział kilkanaście tysięcy żołnierzy i była to największa bitwa kampanii wrześniowej na śląsku. Ta wielka batalia została wygrana przez Polaków. Niestety zwycięzcy żołnierze musieli opuścić pole bitwy by wspierać inne polskie oddziały, które przegrywały na froncie na północy i południu kraju. Jak możemy się dowiedzieć z niektórych relacji, Polacy opuszczając miejsce bitwy płakali. Nie ma co się dziwić. Bitwę wygrali, a musieli opuścić obronioną, kosztem niejednego życia ziemię. Swoje wspomnienia z walk pod Gostyniem, Mikołowem i Wyrami (była to właściwie jedna bitwa) spisał i wydał niemiecki żołnierz Werner Flack. Niestety nie widziałem tej książki przetłumaczonej na język polski.

Komentarze

Obserwatorzy

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Zapomniane kurhany w Jawczycach

     Jadąc z Krakowa w stronę Gdowa, mijamy miejscowość Jawczyce, która skrywa tajemnicę zapomnianych kurhanów. Czym one są? To mogiły w formie ziemnych kopców. Na terenie Polski budowano je od neolitu, aż po czasy słowiańskie i wczesne średniowiecze. Wielokrotnie przejeżdżałem przez tę wieś, widząc tabliczkę wskazującą drogę do tego magicznego miejsca. Nigdy jednak nie skusiłem się, by poznać ich tajemnicę... aż do teraz.      Piękna pogoda na polu, siedzę w ogrodzie i wygrzewam się w słońcu, pijąc mrożoną lemoniadę przygotowaną przez żonę. Po półgodzinie uznałem, że czas się ruszyć. Idealnym pomysłem wydała się przejażdżka rowerowa. Wtedy przypomniałem sobie o Jawczycach. Wsiadłem na rower i ruszyłem w drogę – z Wieliczki jechałem około 30 minut. Obawiałem się, czy trafię do celu, bo miejsce leży na uboczu, w lesie, ale moje obawy okazały się bezpodstawne. Przemierzałem las, aż moim oczom ukazały się niewielkie wzgórki. Dzięki wcześniejszej lekturze domy...

Historia na polskich banknotach - 10 zł

     Jestem z pokolenia, w którym posługiwanie się gotówką było czymś normalnym, a właściwie stanowiło jedyną opcję płatności. Dziś spora część osób płaci za zakupy czy rachunek w restauracji „plastikiem”, czyli kartą płatniczą, przykładamy telefon albo korzystamy z popularnego polskiego wynalazku, jakim jest Blik. Są to sposoby dużo prostsze i zwiększające nasze bezpieczeństwo.      Karty bankomatowe są dziś zdobione ciekawymi motywami oraz logotypami banków, które je wydały. Na gotówce natomiast możemy dostrzec fascynujące elementy związane z historią. Przede wszystkim na każdym banknocie widnieją wybitni polscy władcy. Celowo użyłem słowa „władcy”, ponieważ wszyscy wiemy, że na najniższym nominale (10 zł) widnieje Mieszko I, który był pierwszym historycznym przywódcą, a nie królem Polski. Na każdym kolejnym nominale znajduje się już wizerunek króla. Nie są to przypadkowe postacie, lecz monarchowie, którzy wybitnie przyczynili się do rozwoju ekonomicznego...

Łączna liczba wyświetleń