Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (10) - z pamiętnika rekonstruktora


Rozdział 4 
Bitwy które przeżyłem, na których byłem ranny i na których… zginąłem.

Fot. Marta Kwaterska.
Eksplozje w czasie bitwy w Tomaszowie Lubelskim, 2013 rok.
Po pierwszej bitwie, którą „przeżyłem” byłem bardzo podekscytowany, zachwycony i chciałem jeszcze więcej podobnych wrażeń. Nie da się ukryć, że dobra rekonstrukcja to prawdziwa i czysta przyjemność nie tylko dla widza ale i dla samego rekonstruktora również.
Wracając do domu rozmawialiśmy o przebiegu bitwy. Co wyszło, czego zabrakło, co nam się podobało, co zrobiło na nas wielkie wrażenie, kto coś zepsuł, co byśmy zmienili. Ja oczywiście jako debiutant byłem zachwycony wszystkim i wszystko mi się podobało. Pod niebiosa wychwalałem organizację całego wydarzenia, liczebność wojsk rekonstruktorskich, licznie zgromadzoną publiczność (około 7000, może nawet 8000 ludzi) jedzenie dla żołnierzy, scenariusz, po prostu wszystko. Koledzy z którymi jechałem w samochodzie oświadczyli mi, że rzeczywiście bitwa była zacna i podzielają moje zdanie ale… Tomaszów Lubelski, który ma być pod koniec sezonu to jest najwyższa półka wśród rekonstrukcji! Słuchając o spektakularnych szarżach polskiej kawalerii, potężnych wybuchach i o wybudowanym miasteczku przeznaczonym do spalenia w ramach scenariusza, pragnienie przeżycia tej „bitwy” rosło we mnie z minuty na minutę. Efekt końcowy był taki, że przez cały rok czekałem na bitwę w Tomaszowie. W między czasie jeszcze inni koledzy z grupy opowiadali mi o niesamowitych przygotowaniach do całej rekonstrukcji, karmili mnie opowieściami o specjalnie budowanej wiosce, która ma spłonąć w czasie inscenizacji. By jeszcze bardziej rozbudzić moją fantazję koledzy uraczyli mnie filmem nagranym w czasie „walki” z poprzedniego roku. To tylko powiększyło jeszcze bardziej moje pragnienie, by pojechać do Tomaszowa Lubelskiego. Mijały dni, tygodnie i miesiące. Zbliżał się długo oczekiwany weekend. Na miejsce wyruszyliśmy w sobotę wcześnie rano. Pojechaliśmy dzień wcześniej, by wziąć udział w Mszy Świętej w Narolu, za poległych w czasie II Wojny Światowej. W miejscowości toczyła swoje walki 6 Dywizja Piechoty, w skład której wchodził 20 Pułk Piechoty Ziemi Krakowskiej, który jak wspomniałem odtwarzamy. 6 Dywizja odniosła tu nawet swoje sukcesy odpierając 18 września wojska niemieckie. W godzinach popołudniowych uczestniczyliśmy w nabożeństwie, by następnie po mszy złożyć kwiaty, i oddać hołd poległym. Wieczorem były kiełbaski, śpiewy i wspólna zabawa wszystkich rekonstruktorów z SRH Wrzesień 39. Wieczór był ciepły, niebo bezchmurne, a księżyc towarzyszył nam do samego końca biesiady. Wszyscy zmęczeni drogą i rekonstruktorskimi obowiązkami, zaczęli padać po kolei do łóżek.
Kiedy słońce przebiło się przez firanki w strażnicy w której spaliśmy, pierwszą myślą jaka mi przeszła przez jeszcze zaspany umysł było: „jeszcze tylko kilka godzin”. Dzień mijał szybko. Śniadanie, zresztą bardzo solidne i świetnie przygotowane przez miejscowe gospodynie: szynki i serów do wyboru i tyle ile tylko dusza zapragnie. Gorący żurek i jajecznica. Nic tylko delektować się tymi wiejskimi przysmakami. Zaraz po śniadaniu, szybki prysznic i mycie zębów, następnie musztra i kontrola czy każdy jest ogolony jak należy, czy guziki przyszyte, w jakim stanie są buty, które powinny być wypastowane na glanc, i czy każdy jest przygotowany, by godnie reprezentować nasze SRH oraz mundur żołnierza Wojska Polskiego. Kiedy już wszystko zostało sprawdzone przez naszego rotmistrza przygotowaliśmy się do wyjazdu. Po krótkim przejeździe z miejscowości Narol do Tomaszowa, okoliczności zaczęły nabierać tempa. Po mieście przechadzali się żołnierze z okresu II Rzeczpospolitej co wyglądało niesamowicie, zupełnie jak bym się przeniósł w czasie. Im bliżej pola rekonstruktorskiego tym więcej ich było. O ile w mieście przechadzali się dwójkami, trójkami czy nawet czwórkami i szóstkami tak tu szli całymi kolumnami po dwudziestu, a czasami i trzydziestu co robiło niesamowite wrażenie. Wioska przygotowana specjalnie do obrócenia w pył już stała. Wyglądała imponująco. Na mieścinę składały się trzy domki, ratusz z wieżą, kościółek i dwie szopy. W wiosce już spacerowali cywile z czasów oczywiście II RP. W wioseczce i po za nią samochody z lat 30, wozy drabiniaste, motory z wózkami (Junak M16 ale mogę się mylić) samochody ciężarowe, w oddali czołgi. Wielkie wrażenie zrobiła cwałująca kawaleria. Dwudziestu ułanów na koniu zmierzających w tylko sobie znanym kierunku wprawiała w zachwyt. Powtórzę to po raz kolejny ale naprawdę, gdzie człowiek się nie popatrzył miał wrażenie jakby przeszedł przez jakąś czasoprzestrzenną dziurę i przeniósł się w czasie. Pomału zbliżała się godzina zero. Zapoznaliśmy się z scenariuszem, z zasadami bezpieczeństwa, przywitaliśmy się z kolegami z innych grup rekonstruktorskich (łącznie w tym wydarzeniu brało udział około 300-350 żołnierzy rekonstruktorów)[1] i wszyscy już wyczekiwali rozpoczęcia bitwy.





[1] Około 150 Polaków i 150 Niemców. Dla porównania w największej bitwie rekonstruktorskiej w USA bierze udział około 10.000 rekonstruktorów! Odtwarzają oni wojnę secesyjną.

Komentarze

  1. Golenie, przyszywanie guzików i pastowanie butów na glanc aby pokazać sylwetki żołnierzy po 3 tygodniach ciągłych walk i morderczych przemarszów?

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba muszę się uderzyć w pierś. Rzeczywiście w tym okresie raczej nie przywiązywano uwagi do zarostu, czy "czystości" butów. Dzięki za trafny komentarz, muszę bardziej zwracać uwagę na taki "drobne" rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejny rekonstruktor, zwolennik ahistorycznej zasady "odtwarzania reguły a nie wyjątku" w pokazywaniu wydarzeń wojennych. W taki sposób bardziej się ośmiesza żołnierzy WP niż przekazuje wiedzę: skoro po 3 tygodniach walk byli ogoleni i mieli wyglancowane buty to czemu od razu tych Niemców nie pogonili? A może woleli się golić niż bić? Absurd. Na zdjęciach jeńców wojennych widać brud, zarost, pomieszane elementy umundurowania, wyposażenia, braki sprzętowe.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytelniku,

    wyraziłem się chyba mało jasno. Jakbym przeczytał swój wpis to rzeczywiście mało klarownie. A więc jeszcze raz. Biję się w pierś, ponieważ to ja źle napisałem. W Tomaszowie takie rzeczy nie były sprawdzane (zarost czy czyste buty). Żołnierze byli umorusani, brudni, z nieskompletowanym sprzętem (tak samo rekonstruktorzy). Odpowiedzialność za błąd ponoszę ja. Dlatego też wyraziłem wdzięczność, za Twój komentarz, który mnie czegoś nauczył. Wydaję mi się jednak, że Twoim celem nie jest konstruktywna krytyka, a krytyka dla zasady. Mam nadzieję, że się mylę. Jak wspomniałem w pisie powyżej muszę bardziej być czujnym co piszę. Na co dzień rekonstruktor dba o swój sprzęt i wygląd ale nie w reko, gdzie faktycznie się odtwarza kolejny dzień września. Mimo, że tekst o Tomaszowie przeczytałem kilka razy i wyłapałem kilka błędów, niestety nie da się ich ustrzec. Dobrze jest jak przeczyta tekst jakaś osoba, która widzi go po raz pierwszy.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy z 4 stycznia12 stycznia 2018 11:45

      Oj coś mi się zdaje, że trochę "ściemniasz" i faktycznie pastowaliście te butki na glanc ;-).

      Nie ma wstydu, ja też byłem kiedyś w grupie, gdzie "dowódca" kazał w kościele w szyku zdjąć hełmy i trzymać je przez całą mszę na lewej ręce, co nie miało nic wspólnego nie tylko z ceremoniałem wojskowym, ale i ze zdrowym rozsądkiem.

      Usuń

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.