Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (11) - z pamiętnika rekonstruktora


Rozdział 4
Bitwy które przeżyłem, na których byłem ranny i na których… zginąłem.
Zdjęcie pobrane ze strony: http://www.zamosconline.pl/text.php?id=10652&rodz=fot


Rotmistrz zawołał nas swym silnym głosem, który postawiłby umarłego na równe nogi. Wszyscy w ułamku sekundy byli gotowi do wymarszu. Udaliśmy się za wzgórze, gdzie oczekiwaliśmy rozwoju wydarzeń czyli miejsca w scenariuszu, który przewiduje nasze wejście na pole bitwy.
Leżąc na zboczu nasłuchiwaliśmy co się dzieje, było słychać strzały i wybuchy, krzyki i warkot samochodów. Nadszedł nasz czas. Wybiegliśmy i zobaczyliśmy ciała „poległych” żołnierzy, żołnierzy „rozpaczliwie próbujących się bronić”, „rannych”, wyjących z bólu i błagających o pomoc. Ludność cywilną- Polaków wspierających polskie odziały w wiosce i wypierających wroga. Niemców bezradnie wycofujących się ze wsi. My biegliśmy, by wspierać naszych kolegów. Tempo było wysokie i wymagało dużego wysiłku. Ledwie co zbliżyliśmy się do „miejscowości” już trzeba było paść na ziemię, ponieważ w naszym kierunku posypał się grad amunicji. Kiedy już wstaliśmy, przebiegliśmy jakieś 15 metrów, może 20, kiedy niedaleko nas doszło do wybuchów. Ziemia niczym gejzer trysnęła w górę, a my od razu padliśmy na ziemię. Na hełm opadał pył, gródki ziemi i drobne kamyczki, co wszystko było słychać jak z filmu wojennego typu „Szeregowiec Ryan”. Gdy tylko ziemia opadła, a eksplozje ustały zerwaliśmy się dalej. Używając wyobraźni i przypominając sobie wspomnienia polskich żołnierzy, myślałem: „tak musiał wyglądać obraz prawdziwej kampanii wrześniowej”. Wkoło było słychać wrzaski rannych proszących o pomoc oraz warkot samochodów i czołgów. Gdzie się nie popatrzyło leżały ciała „zabitych” rekonstruktorów. Gdy przebiegliśmy kolejny fragment niemieckie wojska stanęły. Czołgi otwarły ogień. Wehrmacht stanął, by strzelać w naszym kierunku. Nagle usłyszeliśmy jeden huk za drugim, trzaski i kiedy obróciliśmy się za siebie cała wioska stała w ogniu. Oczywiście wszystko płonęło pod czujnym okiem miejscowej straży pożarnej. Widok i tak był oszałamiający. Kiedy ostrzał rekonstrukcyjnego wojska niemieckiego ustał rzuciliśmy się w ich kierunku.  Niestety wojska niemieckie okazały się liczniejsze, a nasz czołg 7 TP[1] został uszkodzony. Co za tym idzie zabrakło istotnego wsparcia. Rekonstruktorzy w niemieckich mundurach zaczynają coraz śmielej nacierać. Naszych ginie coraz więcej. Wszystko już było jasne (w sumie od początku rekonstrukcji było wiadome). Przegraliśmy, nasza dywizja została rozbita,  Niemcy zajęli teren. Ja dostałem się w pułapkę, za mną były tylko „trupy”, ranni żołnierze, zniszczony polski sprzęt, spalona do cna wioska i otwarte pole. Stałem z podniesionymi rękami, zmęczony i trochę obolały z łzą w oku, na myśl że tak to wyglądało, tak się czuli nasi żołnierze z 1939 roku, a rzecz działa całkowicie na poważnie. Niemcy natychmiast podbiegli do mnie wyrwali karabin i kazali maszerować przed siebie. Idąc za mną popychali mnie, wykrzykując jakieś komendy w języku niemieckim. Sprawdzali ciała poległych, rannym kazali pomagać. Wszędzie było słychać niemieckie wrzaski: „Halt polnishe”, „Hande hoch”. I nagle… gromkie brawa. Widownia licząca około kilka tysięcy osób, dała nam wyraźnie do zrozumienia, że przedstawienie bardzo im się podobało. Jak rekonstruktorska kultura nakazuje, podziękowaliśmy sobie nawzajem czyli Polacy Niemcom, Niemcy Polakom i udaliśmy się do swoich oddziałów. Kiedy wszyscy się zebrali, osobno już uformowali kolumnę Polacy, osobno Niemcy, a następnie udaliśmy się wzdłuż widowni na przemarsz otrzymując owacje i ciepłe słowa od ludzi którzy nas oglądali.
Bitwa była bardzo ciekawa i miała dynamiczne tempo, na co właśnie niektórzy rekonstruktorzy narzekali, że mało akcji, że ciągle trzeba było padać, a to tylko po to by zaraz wstać z powrotem. Rzeczywiście nasza rola trwała może koło 15 minut, 20 minut z ponad godzinnej rekonstrukcji, ale entuzjazm ludzi na widowni dawał do zrozumienia, że było bardzo dobrze. Ja osobiście byłem trochę zawiedziony, że tak krótko ale nie żałuje. Do dziś tę bitwę wspominam bardzo dobrze. Co prawda znów udało mi się przeżyć ale niestety tym razem trafiłem do niemieckiej niewoli. Na szczęście tylko na kilka minut, a potem mogłem już wrócić do swoich kolegów, serdecznie żegnając się z Niemcami. Po rekonstrukcji, trzeba było powoli wracać do Krakowa…

Krótki rys historyczny:
Bitwa pod Tomaszowem Lubelskim odbyła się w dniach od 17 do 20 września 1939 roku. Jest to jedna z największych bitew Kampanii Wrześniowej. Dowódcami sił polskich byli generał Antoni Szyling (dowódca Armii Kraków w której skład wchodził 20 Pułk Piechoty Ziemi Krakowskiej) i generał Tadeusz Piskor. Polacy dysponowali liczną piechotą, wozami opancerzonymi i 22 bardzo nowoczesnymi jak na owe czasy czołgami 7 TP. Oprócz tego po stronie polskiej były jeszcze kompanie lekkich czołgów rozpoznawczych TKS. Niemcy dysponowali dużo większymi siłami. Liczniejszą piechotę i silniejsze dwie dywizje pancerne. 18 września Niemcy wykorzystali swój sprzęt nagłaśniający puszczając na pełny regulator informację, że rząd Polski przekroczył granicę z Rumunią. Miało to na celu złamanie ducha polskiego żołnierza. Odpowiedź Polaków była natychmiastowa. Generał Rowecki zaatakował dwoma zgrupowaniami WBPM[2] na Tomaszów Lubelski. Walka była zażarta. Pole bitwy nie mogło wskazać zwycięscy. Polacy przejmowali wsie i przypuszczali ataki. Niemieckie siły odbijały wioski i zaciekle atakowały artylerią i siłami powietrznymi. Polacy nie chcieli się poddać. Próbowano za wszelką cenę wygrać. 20 września ostatnich 7 czołgów wyruszyło do boju wspomagając 11 Pułk Piechoty. Na nieszczęście i ten atak okazał się bezowocny. Walki toczyły jeszcze 75 i 73 pułk piechoty. W wyniku wyniszczenia sprzętu, braku możliwości technicznych i skrajnego wyczerpania żołnierzy, generał Rowecki ogłasza kapitulację. Nakazuje zniszczenie sprzętu, oraz by oficerowie w razie potrzeby szli ze swoimi żołnierzami do niewoli, tak by ci nie pozostali sami. Sam udał się do Warszawy by kontynuować walkę. Niestety Polacy przegrali bitwę, natomiast walki trwały nadal do 6 października 1939 roku. Ostatnią batalią tragicznego września, była bitwa pod Kockiem, która zamyka rozdział zwany Kampanią Wrześniową. Polacy jednak walczą dalej i nie składają broni. Najsłynniejszym przykładem są Hubalczycy, pod dowództwem Henryka Dobrzańskiego.


[1] 7 TP- polski czołg lekki ( Siedmio Tonowy Polski).
[2] WBPM- Warszawska Brygada Pancerno- Motorowa.

Komentarze

Obserwatorzy

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Zapomniane kurhany w Jawczycach

     Jadąc z Krakowa w stronę Gdowa, mijamy miejscowość Jawczyce, która skrywa tajemnicę zapomnianych kurhanów. Czym one są? To mogiły w formie ziemnych kopców. Na terenie Polski budowano je od neolitu, aż po czasy słowiańskie i wczesne średniowiecze. Wielokrotnie przejeżdżałem przez tę wieś, widząc tabliczkę wskazującą drogę do tego magicznego miejsca. Nigdy jednak nie skusiłem się, by poznać ich tajemnicę... aż do teraz.      Piękna pogoda na polu, siedzę w ogrodzie i wygrzewam się w słońcu, pijąc mrożoną lemoniadę przygotowaną przez żonę. Po półgodzinie uznałem, że czas się ruszyć. Idealnym pomysłem wydała się przejażdżka rowerowa. Wtedy przypomniałem sobie o Jawczycach. Wsiadłem na rower i ruszyłem w drogę – z Wieliczki jechałem około 30 minut. Obawiałem się, czy trafię do celu, bo miejsce leży na uboczu, w lesie, ale moje obawy okazały się bezpodstawne. Przemierzałem las, aż moim oczom ukazały się niewielkie wzgórki. Dzięki wcześniejszej lekturze domy...

Historia na polskich banknotach - 10 zł

     Jestem z pokolenia, w którym posługiwanie się gotówką było czymś normalnym, a właściwie stanowiło jedyną opcję płatności. Dziś spora część osób płaci za zakupy czy rachunek w restauracji „plastikiem”, czyli kartą płatniczą, przykładamy telefon albo korzystamy z popularnego polskiego wynalazku, jakim jest Blik. Są to sposoby dużo prostsze i zwiększające nasze bezpieczeństwo.      Karty bankomatowe są dziś zdobione ciekawymi motywami oraz logotypami banków, które je wydały. Na gotówce natomiast możemy dostrzec fascynujące elementy związane z historią. Przede wszystkim na każdym banknocie widnieją wybitni polscy władcy. Celowo użyłem słowa „władcy”, ponieważ wszyscy wiemy, że na najniższym nominale (10 zł) widnieje Mieszko I, który był pierwszym historycznym przywódcą, a nie królem Polski. Na każdym kolejnym nominale znajduje się już wizerunek króla. Nie są to przypadkowe postacie, lecz monarchowie, którzy wybitnie przyczynili się do rozwoju ekonomicznego...

Łączna liczba wyświetleń