Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (12) - z pamiętnika rekonsturktora



 Rozdział 4

Bitwy które przeżyłem, na których byłem ranny i na których… zginąłem.
Fot. Marta Kwaterska
Legenda wśród rekonstruktorów – Tomaszów Lubelski po raz drugi.


Kalendarz rekonstruktorski zatoczył koło. Znów zbliżała się kartka w kalendarzu podpisana „Bitwa w Tomaszowie Lubelskim”. Po poprzedniej rekonstrukcji, pozostały u mnie wspomnienia pełne entuzjazmu i niezwykłych wrażeń ale i też nuty zawodu i niedosytu. Mało kto się wybierał na tę imprezę odległą od Krakowa, gdzie większość z nas mieszka.
Koledzy z garnizonu lubelskiego prosili abyśmy przyjechali, ponieważ potrzebowali naszego wsparcia. Rzecz oczywista- im więcej rekonstruktorów tym lepiej. Dzień bitwy się zbliżał, a na forum brakowało chętnych. Z kolegą strzelcem Pawłem Kulką i koleżanką sanitariuszką Martą Kwaterską postanowiliśmy, że wybierzemy się we troje, by wspomóc kolegów z Lublina. Było to dla nas pewnego rodzaju poświęcenie, ponieważ musieliśmy wyruszyć z samego rana (koło godziny 4) by punktualnie dotrzeć na miejsce. Jak się później okazało warto było wstać tak wcześnie. Już w drodze do Tomaszowa nasze poświęcenie zostało nagrodzone. Otóż za Krakowem powitało nas słońce wstające i oświetlające piękne pola zbóż. Widok był imponujący. Proszę sobie wyobrazić wschodzącą czerwoną kulę, w tle różowawo- niebieskawy firmament, mocno żółtawe kłosy lekko kołysane na wietrze. Hen daleko soczysto zielone drzewa, zagajnik, a jeszcze dalej bujne lasy, pozostający jeszcze w ciemności. Nic tylko się zadumać i cieszyć tym żywym malowidłem. Na miejscu przywitali nas już obecni koledzy z garnizonu lubelskiego. Nie było zbyt dużo czasu więc od razu zaczęliśmy się przebierać w mundury, ubierać garnki, buty, owijki i cały możliwy szpej. Właściwie zaraz po przebraniu się ustawiliśmy się w szeregu i przygotowaliśmy się do wymarszu. Procedura ta sama co zawsze, najpierw sprawdzenie sprzętu, potem przemarsz na wysłuchanie scenariusza, następnie odmaszerowania, krótka przerwa i zbiórka na ponowny wymarsz tym razem na bitwę. Rekonstrukcję czas zacząć! Udaliśmy się za wzgórze zaraz obok jeziora zupełnie tak samo jak w poprzednim roku. Na początku słychać tylko muzykę i doskonały komentarz profesora Andrzeja Olejki. Nagle za wzgórza dochodzi do nas hałas, przerażający wrzask kobiet, krzyki uciekających mężczyzn, słychać też „darcie” się w języku niemieckim. My już wiemy, że się zaczęło. Niemcy zaatakowali wieś. Żołnierze Wehrmachtu chodzą po prowizorycznej wiosce bijąc starców, zabijając młodych, tak jak to miało miejsce ponad 70 lat temu. Po krótkiej chwili słychać ostre prażenie z karabinów, warkot maszyn i krzyki polskich żołnierzy. Odbijają wieś. Niektórzy z nas podczołgali się na czubek wzgórza lub na jego zbocze, by popatrzeć co się dzieje. Widać było walkę na „ulicach”, walkę nie tylko na kule ale i czasem wręcz, kolbą od karabinu. Człowiek mimo świadomości, że to tylko rekonstrukcja, lekcja historii i przy tym zabawa, to i tak się rwał by pogonić Niemca (oczywiście piszę tylko i wyłącznie w swoim imieniu). To jest gdzieś głęboko w świadomości. Tak samo jednak we wrześniu 1939 roku i my bez rozkazu ruszyć się nie mogliśmy, by wspomóc braci w boju. Sytuacja wyglądała dobrze, Niemcy się wycofali, nasi zaczęli obsadzać i zabezpieczać teren. Sanitariuszki pomagały rannym żołnierzom i cywilom. My wróciliśmy na miejsce by tam oczekiwać drugiej części wojennego scenariusza. Wszyscy mocno wzdrygnęliśmy i złapaliśmy się za hełmy jak w niespodziewanym momencie doszło do wybuchu. Nie daleko nas, w samym jeziorze. Z jeziora woda trysnęła do góry na pięć, może nawet siedem metrów wysokości. Widok był niesamowity i na koniec plusk wody. Drobna, przyjemna bryza, muskała nasze twarze. Takie wybuchy powtórzyły się trzykrotnie. Był to nie tylko efekt specjalny dla publiczności, która owacjami okazała zachwyt, ale był to też sygnał dla rekonstruktorów, by wycofali się z wioski, która za moment spłonie. Nie minęła minuta jak „artyleria”[1] ostrzelała wieś, która momentalnie stanęła w ogniu. My już się szykowaliśmy do ataku, wiedzieliśmy, że po spaleniu osady będzie czas na nas. Czekaliśmy jak porucznik da sygnał do ataku. Oczywiście musieliśmy chwilę poczekać, jak wieś się spali, by mimo wojny i trwającej bitwy wejść do wsi bezpiecznie. Czekając z niecierpliwością, wyglądałem co się dzieje. Po wsi zostały już tylko zgliszcza i szkielety jeszcze nie dawno tu stojących atrap budynków, mieszkalnych i urzędniczych. Po linii usłyszeć można było gwizdek. To porucznik zagwizdał by ruszyć w bój. „Naprzóóóóóóód!!!”. Dał się słyszeć głośny krzyk. Wszyscy wylecieliśmy za wzgórza i ostrzelaliśmy nadciągających Niemców.  Z lewej flanki nadjeżdżały polskie samochody, które też w miarę możliwości dawały nam schronienie. Niemieccy rekonstruktorzy byli ostrzelani z czołgu 7 TP, TKS, moździerzy (również z tego należącego do naszego stowarzyszenia), granatnika (własność SRH Wrzesień 39) a także karabinów mauser. Burza pocisków zmusiła wroga do wycofania się na tyły pola rekonstrukcyjnego. Niemieckich rekonstruktorów było widać coraz mniej. Pole było ścielone niemieckim trupem. Czołgi zostały unieruchomione. W tym roku nie była to rekonstrukcja wydarzeń, a inscenizacja jednej z potyczek, którą Polacy wygrali. Tym razem to my byliśmy zwycięzcami. Nie dość, że smak goryczy po zeszłorocznej porażce był osłodzony, to jeszcze rekonstrukcja była o wiele ciekawsza i dużo lepiej przygotowana. Po tej imprezie poznałem wielkość Tomaszowa Lubelskiego. Niestety z kolegą Pawłem i sanitariuszką Martą nie mogliśmy zbyt długo się napawać zwycięstwem. Było późne popołudnie, a droga powrotna do domu bardzo długa. Zaraz po zwycięstwie przebraliśmy się w nasze ubrania cywilne i udaliśmy się w podróż powrotną. To był ciężki dzień, ale myślę, że nikt nie żałował przejechanych kilometrów, wylanego potu i ogólnego zmęczenia.
 
Fot. Marta Kwaterska


[1] Czyli wcześniej przygotowane przez pirotechników ładunki wybuchowe.

Komentarze

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.