Rozdział 4
Bitwy które przeżyłem, na których byłem ranny i na których… zginąłem.
Bitwy które przeżyłem, na których byłem ranny i na których… zginąłem.
Potyczka na wzgórzu – Nowy Targ
![]() |
| Fot. Marta Kwaterska. Zdjęcie ilustracyjne. |
Do tej pory
opisywałem Wam rekonstrukcje, które były spektakularne. Można na nich było
zobaczyć efektowne wybuchy, porywające scenariusze, efekty specjalne, ciekawe
historyczne pojazdy takie jak polskie czołgi, tankietki, wozy opancerzone czy
samochody wojskowe.
Podziwiać też można było niemieckie czołgi, wozy
transportowe, motory itp. Nie raz zachwycała gra aktorska i poświęcenie
rekonstruktorów. Podziw również wzbudzała licznie zebrana publiczność, która nierzadko
liczyła nawet i kilka tysięcy widzów. To wszystko budowało wspaniałą atmosferę,
pozwalało się dobrze bawić, uczyć, prowokowało do zadawanie pytań, a niektórych
po powrocie do domu zachęcało do refleksji. Były też jednak rekonstrukcje,
które były bardzo skromne, nie przyciągały tłumów, a ich spektakularność
pozostawiała wiele do życzenia. Jedną z takich bitew postanowiłem tu opisać, z
jednej prostej przyczyny… dla porównania. Chciałbym żeby Państwo mieli jak
najszerszy obraz rekonstrukcji. Nie chcę tu pisać tylko w samych superlatywach
ale chciałbym być obiektywny i jak najlepiej przedstawić ten wyjątkowy świat, w
którym spędziłem tak wiele czasu.
Nowy Targ,
przyjemne niewielkie miasteczko w województwie małopolskim. Blisko gór,
miejscowość, w której można odpocząć z dala od dużego miasta i obecnego w nim
smogu. Na rynku można zjeść słynne lody, których smak poznała cała małopolska.
Zdarzało się, że z kolegami z mojej rodzinnej miejscowości Wieliczki,
jechaliśmy specjalnie półtorej godziny by zjeść kilka kulek przepysznych lodów.
Los chciał, żeby i tu zaglądnęło SRH Wrzesień 39. Były to początki mojej
rekonstrukcji. Może to był pierwszy, może drugi rok mojej działalności w tym
jakże zacnym środowisku. Dziś już nie pamiętam tak wiele szczegółów. Mimo to
rekonstrukcja ta pozostała mi w pamięci ze względu na jej skromność.
Przyjechaliśmy na miejsce i rozłożyliśmy sprzęt. Przygotowani i przebrani
oczekiwaliśmy na nadciągające tłumy. Wielkie było nasze zdziwienie kiedy
okazało się, że ludzi było jak na lekarstwo. Próbowaliśmy to sobie wytłumaczyć
brzydką pogodą. Niebo było zachmurzone, wiał też nieprzyjemny wiatr. Nie
przejmowaliśmy się tym specjalnie, ponieważ świetnie się bawiliśmy w swoim
towarzystwie. Z kolegą Jurkiewiczem i Kulką żartowaliśmy, że reko będzie dla 5
może 10 osób, a jak i one nie przybędą,
to pobijemy się między sobą i też będzie bardzo fajnie. Na pole
rekonstrukcyjnej bitwy obrano mały placyk między blokami. Był tam niewielki
pagórek, który miał być broniony przez Wojsko Polskie (że niby punkt
strategiczny?!). Scenariusza tej bitwy zbyt dobrze nie pamiętam, nie był on
specjalnie skomplikowany. Sama inscenizacja trwała około 20 może 30 minut. W
głowie utkwił mi Browning, który miałem obsługiwać. Była to replika ręcznego karabinu maszynowego Browning wz.
28. Był on bardzo ciężki, a w dodatku nieporęczny i to bynajmniej nie z jego
winy. Do karabinu był przywiązany kałasznikow, który strzelał. Tym samym
publiczność mogła zobaczyć „strzelający” RKM Browning. Widownia, która przybyła
nie przekroczyła 150 ludzi. Zaraz po zakończeniu bitwy, spakowaliśmy się i
wróciliśmy do domu. Na szczęście takich bitew nie było zbyt wiele. Życie płata
różna figle i dwa tygodnie później ponownie trafiliśmy do Nowego Targu. Bitwa
była nieco lepsza ale do prawdziwej rekonstrukcji, z najwyższej półki pozostało
jeszcze wiele do poprawienia. Publiczność, która przybyła pojawiła się w
większej liczbie, ale również nie było szału. Może jakieś dwa tysiące ludzi. Te
dwie rekonstrukcje nie określiłbym jako inscenizacje odtwarzające bitwy, ale
raczej jako przedstawiające potyczki żołnierzy dwóch małych oddziałów.

Komentarze
Prześlij komentarz