Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (17) - z pamiętnika rekonstruktora



 Rozdział 4
Bitwy które przeżyłem, na których byłem ranny i na których… zginąłem.

Schrony świadkami historii- Węgierska Górka
Węgierka Górka to bardzo interesujące miejsce na mapie wrześniowych walk z 1939 roku. Nazywana Westerplatte południa przyciąga wielu sympatyków historii, szczególnie tej z okresu walk obrony granic.
Miejscowość może się pochwalić świetnie zachowanymi bunkrami. W ich okolicy co roku odbywają się rekonstrukcje. Warto na początku zaznaczyć, że są to dobre rekonstrukcje. W takich miałem przyjemność brać udział trzykrotnie. Z czystym sumieniem mogę przyznać, że każda z nich była za każdym razem lepsza. Chciałbym więcej uwagi poświęcić na tę pierwszą, która była bardzo udana, zarówno jak chodzi o aspekty organizacyjne i misyjne.
Węgierska Górka to mała miejscowość na Śląsku, na zachodzie Polski, blisko granicy ze Słowacją. Aby do niej dojechać z Krakowa, trzeba liczyć na pewno trzy godziny. By zdążyć wyruszyliśmy w drogę z samego rana. Na tę wyprawę pojechaliśmy moim samochodem, który sobie niezwykle chwalę. Wygodny, komfortowy, nie dużo pali. To co w tym aucie najbardziej sobie cenię to fakt, że nigdy nie zawiódł mnie na drodze. W istocie, jest to moje ukochane auto, co sprawia, że zawsze o nie dbam. Niestety pamięć ludzka bywa zawodna i tym razem zapomniałem uzupełnić płynu do chłodnicy. Samochód z dużym poczuciem sprawiedliwości natychmiast na trasie upomniał się o swoje. Dzięki pomocy kolegów, a szczególności Jacka Skrabota, który bardzo przejął się moim nieszczęściem i pomógł mi w pokonaniu przeciwności losu, ruszyliśmy dalej w drogę. Kiedy już dojechaliśmy na miejsce i zaparkowaliśmy samochody od razu przystąpiliśmy do rozładunku naszej piękności, czyli armaty Bofors. Jak tylko skończyliśmy to niełatwe zadanie, przystąpiliśmy do przebierania się w mundury Wojska Polskiego. Potem był czas by zjeść śniadanie ufundowane przez organizatora tej wspaniałej imprezy. Na śniadanie była kawa lub herbata, a do tego kanapki w dowolnych ilościach. Kanapki okazały się przepyszne, w związku z tym, niektórzy zjedli po dwie. Nie było by to nic dziwnego gdyby nie to, że były one naprawdę duże. W dodatku miały dużo wędliny, jajek, pomidorów i przepysznych sosów. Porcja rzeczywiście dla żołnierza. Po śniadaniu był czas wolny. Mogliśmy z kolegami zapoznać się z terenem. Zobaczyć pole bitwy, obejrzeć co mają do zaoferowania obwoźni sprzedawcy, którzy zawsze na takich imprezach się pojawiają  z militarnym asortymentem. Dużą atrakcją było zwiedzanie bunkra „Wędrowiec”, który był świadkiem wrześniowych wydarzeń. My jako rekonstruktorzy mieliśmy oczywiście wstęp za darmo. Owy bunkier robi wrażenie. Wewnątrz można zobaczyć oryginalny pistolet ViS, stanowisko RKM-u, korytarze po których przemieszczali się żołnierze Polscy, broniący granic Rzeczypospolitej. Dla pasjonatów II Wojny Światowej nie lada gratka. Z zewnątrz bunkier wygląda bardzo majestatycznie, duży z uszczerbkami „na zdrowiu” w postaci śladów po niemieckich kulach. Co roku jak jesteśmy na rekonstrukcji w Węgierskiej Górce odwiedzamy ten schron i z roku na rok ma coraz więcej do zaoferowania. Kiedy już skończyliśmy zwiedzanie udaliśmy się na miśkowanie. Nigdy nie ukrywam, że robienie sobie zdjęć z młodzieżą, która interesuje się historią Polski sprawia mi przyjemność. Jak to w trakcie miśkowania, parę zdjęć pamiątkowych, kilka odpowiedzi na nurtujące pytanie i leżakowanie obok naszej armaty. Zbliża się wyczekiwany moment czyli zbiórka na placu by omówić scenariusz i zasady bezpieczeństwa w czasie bitwy. Po 20 minutach wszystko już wiedzieliśmy. Po zbiórce udaliśmy się od razu na swoje stanowiska. Ja z Grzegorzem Jurkiewiczem, Maćkiem Gładyszem i Jackiem Andrzejczakiem obsługiwaliśmy armatę Bofors. Przygotowaliśmy sobie amunicję, stanowiska do walki i po chwili byliśmy zwarci i gotowi. Bardzo lubię te momenty, kiedy mogę poczuć się choć przez chwilę i choć trochę jak żołnierz Kampanii Wrześniowej. W takich momentach zawsze rozglądam się w koło by zanurzyć się w obrazie przed bitewnego pola walki. Na takim obrazie można zobaczyć rozłożony i przygotowany sprzęt bojowy, chodzących żołnierzy, którzy jeszcze dostarczają ostanie wiadomości do swoich dowódców. W okopach siedzą już strzelcy z kamiennymi twarzami, przygotowani do oddania strzału. Czasem jednak się zdarza, że rekonstruktorzy nie są wstanie powstrzymać dobrych humorów, albo nie ulegają panującej wokół atmosferze. Kiedy ja już się znajdowałem w tym „wojennym” klimacie moje oczy ujrzały dwóch moich kolegów. Mariusza i Huberta, którzy chichotali po kryjomu siedząc w okopie. Jak się później okazało panowie opowiadali sobie świeżo poznane dowcipy. Przyznam, że byłem tym zaskoczony, ponieważ panowie uchodzą w środowisku rekonstruktorów za profesjonalistów o dużej wiedzy i potrafiących też się zachować poważnie, kiedy sytuacja tego wymaga. Chcąc być uczciwym przyznam, że wspomniany strzelec Hubert sam nie raz upominał mnie i kolegę Grzesia kiedy to nam humory dopisywały w nieodpowiednich momentach.
Wracając jednak do samej bitwy. W oddali zauważyliśmy ruchy niemieckich wojsk. Najpierw widoczna była przesuwająca się piechota, potem na teren bitwy wjechały wozy opancerzone i motory. Kiedy żołnierze Wehrmachtu zbliżyli się na niebezpieczną odległość, rozpoczęliśmy ostrzał. Również armata Bofors otrzymała rozkaz ataku. Walka trwała bardzo długo, niestety linie obrony zostały przełamane. Wielu poległo i zostało w okopach, a ekipa Boforsa została ostrzelana i zlikwidowana. Wrogie wojska parły dalej do przodu. Na samej górze bunkra doszło do wybuchów. Eksplozje były spektakularne. Ziemię aż wybiło wysoko w powietrze. Jak wspomina jeden z rekonstruktorów Mariusz B. i, który znajdował się w środku, aż ziemia lekko się zatrzęsła, a w środku czuć było drgania, w powietrze wzbił się kurz. Niemcy podeszli pod sam bunkier wyprowadzili polskich żołnierzy i rozstrzelali, jednego po drugim. Taki niestety był smutny koniec tej rekonstrukcji. Smutny i niestety prawdziwy zarazem. Więcej dowiecie się w krótkim rysie historycznym.
Węgierska Górka to impreza zawsze świetnie przygotowana, zarówno pod względem organizacyjnym jak i rekonstruktorskim. Nigdy niczego nam nie zabrakło i zawsze byliśmy tam mile goszczeni. Zasługą tego wszystkiego jest postawa człowieka, który tym wszystkim kieruje. Dziś niestety jego nazwiska nie pamiętam, pamiętam jego pseudonim „Beker” i wiem, że był on członkiem GRH Batalion „Żywiec”. Człowiek o wielkiej posturze ale i też dużym sercu. Zawsze bardzo serdeczny i uśmiechnięty. Pamiętam go jako rekonstruktora, który zawsze znajdzie choć chwilę by zamienić klika zdań. Nie tylko z znajomymi ale nawet i z tym rekonstruktorami, których nie zna. Myślę, że zawsze znalazł tę choćby małą chwilę, ponieważ to byli jego goście. Po wykonaniu zadania, przyszedł czas na przebranie się i powrót do domu.
Krótki rys historyczny.
Walki na terenie Węgierskiej Górki nazywanej „Westerplatte południa” trwały od 1 do 3 września 1939 roku. Dowódcą obrony polskich linii był kapitan Tadeusz Semik, który w czasie obrony przebywał w schronie „Wędrowiec”. Nazwa „Westerplatte” południa została nadana by podkreślić heroizm polskich żołnierzy, którzy podobnie jak żołnierze z nad morza bronili się bardzo długo mimo ciężkich warunków. Kapitan Semik nie miał zbyt wiele czasu by poznać dobrze swoich podkomendnych, przez co po wojnie trudno mu było odtworzyć skład osobowy. Prawdopodobnie linię obrony stanowiło około 70, może 80 żołnierzy. Odziały, które broniły Węgierskiej Górki to 151 Kompania Forteczna „Węgierska Górka” i 1 Brygada Górska. Naprzeciw wojsk polskich stanęła 7 Dywizja Piechoty. Po mimo miażdżącej przewagi Polscy żołnierze stawili niewyobrażalny opór. Poległych po stronie polskiej było blisko 20 żołnierzy, zaś po stronie wroga około 150. Po zajęciu przez Niemców „Wędrowca”, żołnierze Wehrmachtu dopuścili się zbrodni mordując siedmiu żołnierzy Wojska Polskiego. Bez broni, Polacy opuścili schron i zostali rozstrzelani. Niemcy byli wściekli, z powodu strat i poczucia słabości, wobec wspaniale broniących się Polaków. Niestety z różnych źródeł historycznych wiemy, że podobne historie powtarzały się wielokrotnie. Niemcy dopuścili się wielu zbrodni na cywilach i żołnierzach chronionych ustaleniami w konwencji genewskiej. Takich miejsc można wypisać wiele: Wizna, Tomaszów Lubelski, Radłów, Węgierska Górka i wiele, wiele innych. Oprócz skutecznie broniącego się „Wędrowca” walki toczyły się w obrębie innego bunkru- „Waligóra”. Starcia objęły również schrony „Wąwóz”, „Wyrwidąb” i „Włóczęga”.  Warto też zaznaczyć, że bunkry wchodziły w skład linii obronnych budowanych na przełomie lipca i sierpnia 1939 roku.

Komentarze

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.