Rozdział 4
Bitwy które przeżyłem, na których byłem ranny i na których… zginąłem.
Bitwy które przeżyłem, na których byłem ranny i na których… zginąłem.
Schrony świadkami historii- Węgierska Górka
Węgierka
Górka to bardzo interesujące miejsce na mapie wrześniowych walk z 1939 roku.
Nazywana Westerplatte południa przyciąga wielu sympatyków historii, szczególnie
tej z okresu walk obrony granic.
Miejscowość może się pochwalić świetnie
zachowanymi bunkrami. W ich okolicy co roku odbywają się rekonstrukcje. Warto
na początku zaznaczyć, że są to dobre rekonstrukcje. W takich miałem przyjemność
brać udział trzykrotnie. Z czystym sumieniem mogę przyznać, że każda z nich
była za każdym razem lepsza. Chciałbym więcej uwagi poświęcić na tę pierwszą,
która była bardzo udana, zarówno jak chodzi o aspekty organizacyjne i misyjne.
Węgierska
Górka to mała miejscowość na Śląsku, na zachodzie Polski, blisko granicy ze
Słowacją. Aby do niej dojechać z Krakowa, trzeba liczyć na pewno trzy godziny.
By zdążyć wyruszyliśmy w drogę z samego rana. Na tę wyprawę pojechaliśmy moim
samochodem, który sobie niezwykle chwalę. Wygodny, komfortowy, nie dużo pali.
To co w tym aucie najbardziej sobie cenię to fakt, że nigdy nie zawiódł mnie na
drodze. W istocie, jest to moje ukochane auto, co sprawia, że zawsze o nie
dbam. Niestety pamięć ludzka bywa zawodna i tym razem zapomniałem uzupełnić
płynu do chłodnicy. Samochód z dużym poczuciem sprawiedliwości natychmiast na
trasie upomniał się o swoje. Dzięki pomocy kolegów, a szczególności Jacka
Skrabota, który bardzo przejął się moim nieszczęściem i pomógł mi w pokonaniu
przeciwności losu, ruszyliśmy dalej w drogę. Kiedy już dojechaliśmy na miejsce
i zaparkowaliśmy samochody od razu przystąpiliśmy do rozładunku naszej
piękności, czyli armaty Bofors. Jak tylko skończyliśmy to niełatwe zadanie,
przystąpiliśmy do przebierania się w mundury Wojska Polskiego. Potem był czas
by zjeść śniadanie ufundowane przez organizatora tej wspaniałej imprezy. Na
śniadanie była kawa lub herbata, a do tego kanapki w dowolnych ilościach.
Kanapki okazały się przepyszne, w związku z tym, niektórzy zjedli po dwie. Nie
było by to nic dziwnego gdyby nie to, że były one naprawdę duże. W dodatku
miały dużo wędliny, jajek, pomidorów i przepysznych sosów. Porcja rzeczywiście
dla żołnierza. Po śniadaniu był czas wolny. Mogliśmy z kolegami zapoznać się z
terenem. Zobaczyć pole bitwy, obejrzeć co mają do zaoferowania obwoźni
sprzedawcy, którzy zawsze na takich imprezach się pojawiają z militarnym asortymentem. Dużą atrakcją było
zwiedzanie bunkra „Wędrowiec”, który był świadkiem wrześniowych wydarzeń. My
jako rekonstruktorzy mieliśmy oczywiście wstęp za darmo. Owy bunkier robi
wrażenie. Wewnątrz można zobaczyć oryginalny pistolet ViS, stanowisko RKM-u,
korytarze po których przemieszczali się żołnierze Polscy, broniący granic
Rzeczypospolitej. Dla pasjonatów II Wojny Światowej nie lada gratka. Z zewnątrz
bunkier wygląda bardzo majestatycznie, duży z uszczerbkami „na zdrowiu” w
postaci śladów po niemieckich kulach. Co roku jak jesteśmy na rekonstrukcji w
Węgierskiej Górce odwiedzamy ten schron i z roku na rok ma coraz więcej do
zaoferowania. Kiedy już skończyliśmy zwiedzanie udaliśmy się na miśkowanie.
Nigdy nie ukrywam, że robienie sobie zdjęć z młodzieżą, która interesuje się
historią Polski sprawia mi przyjemność. Jak to w trakcie miśkowania, parę zdjęć
pamiątkowych, kilka odpowiedzi na nurtujące pytanie i leżakowanie obok naszej
armaty. Zbliża się wyczekiwany moment czyli zbiórka na placu by omówić
scenariusz i zasady bezpieczeństwa w czasie bitwy. Po 20 minutach wszystko już
wiedzieliśmy. Po zbiórce udaliśmy się od razu na swoje stanowiska. Ja z
Grzegorzem Jurkiewiczem, Maćkiem Gładyszem i Jackiem Andrzejczakiem obsługiwaliśmy
armatę Bofors. Przygotowaliśmy sobie amunicję, stanowiska do walki i po chwili
byliśmy zwarci i gotowi. Bardzo lubię te momenty, kiedy mogę poczuć się choć
przez chwilę i choć trochę jak żołnierz Kampanii Wrześniowej. W takich momentach
zawsze rozglądam się w koło by zanurzyć się w obrazie przed bitewnego pola
walki. Na takim obrazie można zobaczyć rozłożony i przygotowany sprzęt bojowy,
chodzących żołnierzy, którzy jeszcze dostarczają ostanie wiadomości do swoich
dowódców. W okopach siedzą już strzelcy z kamiennymi twarzami, przygotowani do
oddania strzału. Czasem jednak się zdarza, że rekonstruktorzy nie są wstanie
powstrzymać dobrych humorów, albo nie ulegają panującej wokół atmosferze. Kiedy
ja już się znajdowałem w tym „wojennym” klimacie moje oczy ujrzały dwóch moich
kolegów. Mariusza i Huberta, którzy chichotali po kryjomu siedząc w okopie. Jak
się później okazało panowie opowiadali sobie świeżo poznane dowcipy. Przyznam,
że byłem tym zaskoczony, ponieważ panowie uchodzą w środowisku rekonstruktorów
za profesjonalistów o dużej wiedzy i potrafiących też się zachować poważnie,
kiedy sytuacja tego wymaga. Chcąc być uczciwym przyznam, że wspomniany strzelec
Hubert sam nie raz upominał mnie i kolegę Grzesia kiedy to nam humory
dopisywały w nieodpowiednich momentach.
Wracając
jednak do samej bitwy. W oddali zauważyliśmy ruchy niemieckich wojsk. Najpierw
widoczna była przesuwająca się piechota, potem na teren bitwy wjechały wozy
opancerzone i motory. Kiedy żołnierze Wehrmachtu zbliżyli się na niebezpieczną odległość,
rozpoczęliśmy ostrzał. Również armata Bofors otrzymała rozkaz ataku. Walka
trwała bardzo długo, niestety linie obrony zostały przełamane. Wielu poległo i
zostało w okopach, a ekipa Boforsa została ostrzelana i zlikwidowana. Wrogie
wojska parły dalej do przodu. Na samej górze bunkra doszło do wybuchów.
Eksplozje były spektakularne. Ziemię aż wybiło wysoko w powietrze. Jak wspomina
jeden z rekonstruktorów Mariusz B. i, który znajdował się w środku, aż ziemia
lekko się zatrzęsła, a w środku czuć było drgania, w powietrze wzbił się kurz.
Niemcy podeszli pod sam bunkier wyprowadzili polskich żołnierzy i rozstrzelali,
jednego po drugim. Taki niestety był smutny koniec tej rekonstrukcji. Smutny i
niestety prawdziwy zarazem. Więcej dowiecie się w krótkim rysie historycznym.
Węgierska
Górka to impreza zawsze świetnie przygotowana, zarówno pod względem
organizacyjnym jak i rekonstruktorskim. Nigdy niczego nam nie zabrakło i zawsze
byliśmy tam mile goszczeni. Zasługą tego wszystkiego jest postawa człowieka,
który tym wszystkim kieruje. Dziś niestety jego nazwiska nie pamiętam, pamiętam
jego pseudonim „Beker” i wiem, że był on członkiem GRH Batalion „Żywiec”. Człowiek
o wielkiej posturze ale i też dużym sercu. Zawsze bardzo serdeczny i
uśmiechnięty. Pamiętam go jako rekonstruktora, który zawsze znajdzie choć
chwilę by zamienić klika zdań. Nie tylko z znajomymi ale nawet i z tym
rekonstruktorami, których nie zna. Myślę, że zawsze znalazł tę choćby małą
chwilę, ponieważ to byli jego goście. Po wykonaniu zadania, przyszedł czas na
przebranie się i powrót do domu.
Krótki rys historyczny.
Walki na
terenie Węgierskiej Górki nazywanej „Westerplatte południa” trwały od 1 do 3
września 1939 roku. Dowódcą obrony polskich linii był kapitan Tadeusz Semik,
który w czasie obrony przebywał w schronie „Wędrowiec”. Nazwa „Westerplatte”
południa została nadana by podkreślić heroizm polskich żołnierzy, którzy
podobnie jak żołnierze z nad morza bronili się bardzo długo mimo ciężkich
warunków. Kapitan Semik nie miał zbyt wiele czasu by poznać dobrze swoich
podkomendnych, przez co po wojnie trudno mu było odtworzyć skład osobowy.
Prawdopodobnie linię obrony stanowiło około 70, może 80 żołnierzy. Odziały,
które broniły Węgierskiej Górki to 151 Kompania Forteczna „Węgierska Górka” i 1
Brygada Górska. Naprzeciw wojsk polskich stanęła 7 Dywizja Piechoty. Po mimo
miażdżącej przewagi Polscy żołnierze stawili niewyobrażalny opór. Poległych po
stronie polskiej było blisko 20 żołnierzy, zaś po stronie wroga około 150. Po
zajęciu przez Niemców „Wędrowca”, żołnierze Wehrmachtu dopuścili się zbrodni
mordując siedmiu żołnierzy Wojska Polskiego. Bez broni, Polacy opuścili schron
i zostali rozstrzelani. Niemcy byli wściekli, z powodu strat i poczucia
słabości, wobec wspaniale broniących się Polaków. Niestety z różnych źródeł
historycznych wiemy, że podobne historie powtarzały się wielokrotnie. Niemcy
dopuścili się wielu zbrodni na cywilach i żołnierzach chronionych ustaleniami w
konwencji genewskiej. Takich miejsc można wypisać wiele: Wizna, Tomaszów
Lubelski, Radłów, Węgierska Górka i wiele, wiele innych. Oprócz skutecznie
broniącego się „Wędrowca” walki toczyły się w obrębie innego bunkru-
„Waligóra”. Starcia objęły również schrony „Wąwóz”, „Wyrwidąb” i „Włóczęga”. Warto też zaznaczyć, że bunkry wchodziły w
skład linii obronnych budowanych na przełomie lipca i sierpnia 1939 roku.
Komentarze
Prześlij komentarz