Rozdział 5
SRH na ekranie
Film z moich pierwszych "aktorskich" szlifów. ;)
W
Stowarzyszeniu Rekonstrukcji Historycznej mogłem wiele się nauczyć i nabrać
nowych doświadczeń. Poznałem piękno małych miasteczek w Polsce, poznałem
geografię naszej Ojczyzny, dowiedziałem się wiele ciekawostek historycznych.
Można spokojnie rzec, że „Wrzesień 39” to skarbnica wiedzy.
Jednak nie tylko na
historii kończy się ta niezgłębiona studnia. Będąc w stowarzyszeniu miałem też
kilkakrotnie okazję przypatrzeć się jak wygląda praca na planie filmowym, przy
tworzeniu programów TV, kręceniu teledysków itp. Co więcej udało mi się zagrać
niewielkie role w kilku filmach. Było to wspaniałe przeżycie. Jest to bezcenne,
zobaczyć jak wygląda praca aktorów, jak kręci się filmy i jak wygląda dzień na
planie filmowym. Było to bardzo ekscytujące i niezmiernie ciekawe. Gdyby nie
SRH zapewne takiej możliwości bym nie miał.
Reklama dla Muzeum Armii Krajowej w Krakowie
Jakież było
moje zaskoczenie kiedy pewnego dnia dzwoni do mnie kolega i informuje, że widzi
mnie w tramwaju. Roześmiałem się i wyjaśniłem mu, że jest to pomyłka ponieważ
obecnie siedzę sobie wygodnie w moim ulubionym żółtym fotelu (gwoli ścisłości, fotel
jest mojej żony ale pozwala mi w nim przesiadywać, z czego korzystam bardzo
często bo… to jest mój ulubiony żółty fotel). On jednak nie ustępował i
tłumaczył, że widział mnie bardzo dobrze i że to na pewno byłem ja. Powtórzyłem
cierpliwie raz jeszcze, że jestem w moim ulubionym fotelu. Tym razem to on się
roześmiał i wyjaśnił mi, że właśnie jedzie tramwajem linią 50 i widzi mnie na
ekranie telewizora, w reklamie Muzeum Armii Krajowej. Byłem niezwykle
zaskoczony, rzecz jasna bardzo miło ale nic o takowej reklamie nie wiedziałem.
Potem mogłem poczuć się jak gwiazda rodem z Holywood. Telefony się urywały,
dzwoniła moja teściowa, którą zwykłem nazywać Mamą Jolą, ponieważ jest mi
zawsze bardzo życzliwa. Robi dla mnie przepyszne ciastka, więc trudno by było nie
oddać jej kawałka serca. Wracając do reklamowej kariery. Różni znajomi
informowali mnie o „spotkaniu” ze mną w tramwaju. Sprawa zaczęła być o tyle
irytująca, że wszyscy widzieli „głównego bohatera” reklamy, tylko nie ja sam. Szukałem
filmiku na Youtube, ale niestety nic tam nie znalazłem. Byłem na tyle
zdeterminowany, że postanowiłem przejechać się liną tramwajową numer 50. Trochę
jednak czasu minęło i o sprawie zapomniałem. Po jakimś czasie szukałem czegoś
na temat Muzeum Armii Krajowej i natknąłem się na filmik promocyjny. Miło było
siebie zobaczyć na małym ekranie. Wtedy wszystko mi się przypomniało. W trakcie trwania akcji „Noc w Muzeum” w
Muzeum AK, podszedł do mnie pewien mężczyzna z kamerą i prosił bym coś
opowiedział o karabinie, który trzymałem w rękach. Nie trzeba było mnie długo
prosić i od razu przystąpiłem do opowiadania. Kilka miesięcy później oglądałem
„rezultaty” moich opowieści. Filmik ten dostarczył mi wiele radości, jednak nie
miałem okazji poznać tutaj ciężaru pracy filmowca. Co innego w kolejnych
produkcjach, w których miałem przyjemność wystąpić. Były to już filmy w pełni
profesjonalne, z mniejszym i większym budżetem. Nie zależnie od zasobności
portfela producenta, teraz mogłem naprawdę zobaczyć jak to się robi w świecie
zawodowców. A daję Wam słowo było co oglądać.
Komentarze
Prześlij komentarz