Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (21) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 5


SRH na ekranie
Fot. Ewa Szuster.
Życie na planie filmowym bywa bardzo wesołe. W rolach głównych Gruby i Chudy.
Dzień 3.
Tak jak w pierwszy i drugi dzień, tak i w trzeci spotkaliśmy się pod siedzibą telewizji Kraków. Potem wsiedliśmy w jeden samochód i udaliśmy się do dzielnicy Ludwinów, gdzie stoją stare domy, pamiętające jeszcze czasy II Rzeczpospolitej. Do właśnie jednego z takich domów udaliśmy się by kręcić kolejne minuty filmu. Nie był to zwykły dom.
Oprócz tego, że zewnątrz wyglądał na wiekowy, to w środku też można było poczuć jego podeszły wiek. Nie mam tu na myśli tylko ścian ale i również meble, serwantki, komody, obrazy, rzeźby, drzwi, okna. Wystawione w serwantce kieliszki, filiżanki ze spodkami, talerze, talerzyki, cukiernice. Stojące na półkach starych dębowych szaf książki, popiersia zasłużonych Polaków, proporce i wiele, wiele innych. Tutaj kręciliśmy kilka scen; między innymi zobrazowaliśmy moment aresztowania harcerzy przez funkcjonariuszy Gestapo. Jak pisałem wcześniej ta scena była kręcona w dwóch różnych miejscach. Nagrano moment czyszczenia broni, zaprzysiężenie harcerzy chcących walczyć o wolną Polskę, podkradanie ważnych dokumentów Niemcom oraz nauczanie obsługi broni, rozpoznawanie wrogich samolotów. Proszę zauważyć ile można nakręcić scen w jednym domu. Ta ostatnia scena dla mnie jest najbardziej interesująca z prostego powodu, to znaczy ja w niej występuję w roli głównej. Nie jestem postacią jedną z wielu, schowaną za krzakiem i widoczną tylko dlatego, że Pan Bóg obdarzył sporym wzrostem. W tej scenie widać mnie na pierwszym planie! Jest zbliżenie na moją twarz i widać jak instruuję rządnych wiedzy Zawiszaków. Pewnie już to pisałem ale jest to wielkie wrażenie zobaczyć siebie, swoją twarz na dużym ekranie. Niestety po nakręconej scenie przyszedł czas nudów, ponieważ trzeba było czekać na kolegów, którzy kręcili inne sceny, gdzie nie zawsze byliśmy potrzebni. Po długim oczekiwaniu, zakończono wreszcie kręcenie scen w domu. Zebraliśmy sprzęt, pożegnaliśmy się z gospodarzem domu i udaliśmy się w dalszą drogę. Naszym kolejnym celem było krakowskie Podgórze. Tutaj mieliśmy nagrać kolejne sceny. Łapankę zorganizowaną przez Gestapo, wyjście walecznych chłopaków z kościoła św. Józefa, oraz jeżeli dobrze pamiętam scenę, wykonania wyroku na kapusiu. Mimo, że niektórzy z nas nie grali już w tych scenach, poproszono nas aby zostać i poczekać. Po pierwsze by zabrać innych samochodem do siedziby Telewizji Kraków.  Po drugie jak by się okazało, że nasze oblicza są potrzebne w następnych scenach, żebyśmy byli na miejscu. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że z kolegą Grzesiem Jurkiewiczem świetnie się czuliśmy przed kamerą. Po prostu urodzeni aktorzy, czujący się swobodnie w blasku fleszy, odnajdujący się w świecie show biznesu. Skąd taka pewność? Otóż ważący sporo kilogramów Grześ, mający już trochę lat na karku i ja ważący tyle co kilo pierza, też już nie najmłodszy zgłaszaliśmy się do wszystkich możliwych ról. Trzeba było zagrać szczupłego młodzieńca- zgłaszał się Borkowski i Jurkiewicz, potrzeba było dwóch tęgich żołnierzy Wehrmachtu- zgłaszał się Jurkiewicz i Borkowski. Nie przeszkadzało nam nawet jak trzeba było zagrać rolę nastolatka, lub pogarbionych staruszków. Rannych, chorych, obłąkanych, zakochanych, zdenerwowanych, spanikowanych, odurzonych, głodnych, śpiących, martwych, drzewo, ogórka, hipopotama, bądź żyrafę… mogliśmy zagrać wszystko. Na szczęście nasze parcie na szkło skutecznie hamował reżyser, doceniając nasze wysiłki i chęci ale sugerując, że są też inni bardzo dobrze nadający się  do danej roli. Kolejny dzień minął jak z bicza strzelił. Teraz tylko do spania i rano pobudka.
Dzień 4
Czwarty dzień zapowiadał się niezwykle ciekawie. Plan zakładał wyjazd za Kraków, do niewielkiej miejscowości Rabka, gdzie znajduje się muzeum kolei. Można tu zobaczyć stare wagony i lokomotywy. Taką jednostkę wykorzystano do nakręcenia jednej ze scen. Całe otoczenie idealnie wpisywało się w rok 1939. Miejsce, które odgrywało rolę dworca architektonicznie rzeczywiście je odzwierciedlało. Kolumny i latarnie na peronie wykonane z żelaza, subtelnie zdobione, drewniany dach i ławki. Dworzec kolejowy (miejsce w muzeum) był pełen ludzi uciekających przed dramatem wojny, wypełniony żołnierzami pilnujących porządku. Tutaj swoje role zagrali statyści, SRHacy i harcerze. Ci pierwsi odgrywali rolę mieszkańców, zaś drudzy Zawiszaków. Członkowie naszego stowarzyszenie odtwarzali rolę żołnierzy Wojska Polskiego. Nasza praca nie była zbyt ciężka i nie wymagała wkładu autorskiego. Jako żołnierze polscy przechadzaliśmy się po peronie tam i z powrotem. Co ciekawe zaraz po tym jak nakręciliśmy sceny, których akcja dzieje się na płycie dworca, wskoczyliśmy w cywilne ciuchy i do pociągu, by wcielić się w młodych gentelmenów podróżujących koleją. W okolicy też odtworzono działania harcerzy zbierających broń porzuconą z pociągu (skradziona niemieckim strażnikom w koleji i wyrzucona w pole), przez innych Zawiszaków. Po nakręceniu kliku scen i spędzonych kilku godzinach udaliśmy się w okolice Kasiny Wielkiej, gdzie jeszcze kręcono niezbędne sceny. Tutaj mogliśmy się rozkoszować szumem rzeki, niebieskim niebem i pysznymi sokami owocowymi, prosto z kartonu. Co prawda zabrakło luksusowych leżaków ale wielkie kamienie, zaraz przy samym korycie rzeki były wystarczająco wygodne. Tutaj nagrywano sceny, które już nie pamiętam co miały zobrazować. Takie momenty były najgorsze i najtrudniejsze zarazem. Oczekiwanie na grających kolegów wymagało nie lada pomysłowości by się nie zanudzić na śmierć. Zdarzało się, że jedną scenę można było nagrać w 10 minut, ale i też w godzinę lub półtorej. Trudno było cokolwiek się spodziewać.
Dzień 5
Ostatni dzień był najmniej ciekawy. Spędziliśmy go w lesie, gdzieś koło Krakowa. Tutaj nakręcono moment, w którym młodzi harcerze składają przysięgę. Chwilę pobiegaliśmy za piłką, a potem była zbiórka Zawiszaków i złożenie przysięgi. Ku naszej radości ten dzień zakończył się znacznie wcześniej. Normalnie przez ostatnie 4 dni pracowaliśmy od samego rana do późnego wieczora. W ten dzień zaczęliśmy nieco później i skończyliśmy wczesnym popołudniem. Co ciekawe, nie trzeba było nikogo odwozić, na nikogo czekać ani nie musiałem dzwonić z prośbą o dostarczenie rezerwowych kluczy do auta. Być może ten dzień był najmniej interesujący z tego względu, że trochę już przesiąkliśmy tą przygodą, poznaliśmy smak życia aktora i najważniejszy… byliśmy już odrobinę zmęczeni. Codzienne pobudki z samego rana, przemierzanie kilometrów, przebieranie się kilka razy dziennie i praca do późna dały nam się wszystkim we znaki.
Nie mniej była to wielka przygoda, której na pewno nikt nie żałuje. Łącznie spędziliśmy na planie filmowym pięć dni. Bez wątpienia był to mile spędzony czas, w trakcie którego wypocząłem od codzienności i monotonii, czegoś się nauczyłem no i zostałem „gwiazdą ekranu”. Wielka była moja radość i kolegów kiedy zostaliśmy zaproszeni do Muzeum Armii Krajowej w Krakowie na premierę filmu „Szara Służba”. Nie skrywam, że największą atrakcją tego wieczoru było zobaczenie siebie na ekranie. Było wiele zabawy i radości. W końcu nie codziennie się występuje w filmie.
Myślę, że nikogo nie zaskoczę jak powiem, że film oglądałem potem jeszcze kilkakrotnie. Między innymi w domu z rodziną. Seans stał się pretekstem do małego święta. Moja Mama, żona i siostra przyrządziły przepyszną pizzę, Tata wyciągnął najlepsze wino jakie posiadał w swoich zbiorach w piwniczce. Pięknie zastawiony stół, obrus, cała rodzina w komplecie. Tak smakował mój artystyczny sukces.

Komentarze

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.