Rozdział 5
SRH na ekranie
![]() |
| Fot. Ewa Szuster. Życie na planie filmowym bywa bardzo wesołe. W rolach głównych Gruby i Chudy. |
Dzień 3.
Tak jak w
pierwszy i drugi dzień, tak i w trzeci spotkaliśmy się pod siedzibą telewizji Kraków.
Potem wsiedliśmy w jeden samochód i udaliśmy się do dzielnicy Ludwinów, gdzie
stoją stare domy, pamiętające jeszcze czasy II Rzeczpospolitej. Do właśnie
jednego z takich domów udaliśmy się by kręcić kolejne minuty filmu. Nie był to
zwykły dom.
Oprócz tego, że zewnątrz wyglądał na wiekowy, to w środku też można
było poczuć jego podeszły wiek. Nie mam tu na myśli tylko ścian ale i również
meble, serwantki, komody, obrazy, rzeźby, drzwi, okna. Wystawione w serwantce
kieliszki, filiżanki ze spodkami, talerze, talerzyki, cukiernice. Stojące na
półkach starych dębowych szaf książki, popiersia zasłużonych Polaków, proporce
i wiele, wiele innych. Tutaj kręciliśmy kilka scen; między innymi
zobrazowaliśmy moment aresztowania harcerzy przez funkcjonariuszy Gestapo. Jak
pisałem wcześniej ta scena była kręcona w dwóch różnych miejscach. Nagrano
moment czyszczenia broni, zaprzysiężenie harcerzy chcących walczyć o wolną
Polskę, podkradanie ważnych dokumentów Niemcom oraz nauczanie obsługi broni,
rozpoznawanie wrogich samolotów. Proszę zauważyć ile można nakręcić scen w
jednym domu. Ta ostatnia scena dla mnie jest najbardziej interesująca z
prostego powodu, to znaczy ja w niej występuję w roli głównej. Nie jestem
postacią jedną z wielu, schowaną za krzakiem i widoczną tylko dlatego, że Pan
Bóg obdarzył sporym wzrostem. W tej scenie widać mnie na pierwszym planie! Jest
zbliżenie na moją twarz i widać jak instruuję rządnych wiedzy Zawiszaków.
Pewnie już to pisałem ale jest to wielkie wrażenie zobaczyć siebie, swoją twarz
na dużym ekranie. Niestety po nakręconej scenie przyszedł czas nudów, ponieważ
trzeba było czekać na kolegów, którzy kręcili inne sceny, gdzie nie zawsze
byliśmy potrzebni. Po długim oczekiwaniu, zakończono wreszcie kręcenie scen w
domu. Zebraliśmy sprzęt, pożegnaliśmy się z gospodarzem domu i udaliśmy się w
dalszą drogę. Naszym kolejnym celem było krakowskie Podgórze. Tutaj mieliśmy
nagrać kolejne sceny. Łapankę zorganizowaną przez Gestapo, wyjście walecznych
chłopaków z kościoła św. Józefa, oraz jeżeli dobrze pamiętam scenę, wykonania
wyroku na kapusiu. Mimo, że niektórzy z nas nie grali już w tych scenach,
poproszono nas aby zostać i poczekać. Po pierwsze by zabrać innych samochodem
do siedziby Telewizji Kraków. Po drugie
jak by się okazało, że nasze oblicza są potrzebne w następnych scenach, żebyśmy
byli na miejscu. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że z kolegą Grzesiem
Jurkiewiczem świetnie się czuliśmy przed kamerą. Po prostu urodzeni aktorzy,
czujący się swobodnie w blasku fleszy, odnajdujący się w świecie show biznesu.
Skąd taka pewność? Otóż ważący sporo kilogramów Grześ, mający już trochę lat na
karku i ja ważący tyle co kilo pierza, też już nie najmłodszy zgłaszaliśmy się
do wszystkich możliwych ról. Trzeba było zagrać szczupłego młodzieńca- zgłaszał
się Borkowski i Jurkiewicz, potrzeba było dwóch tęgich żołnierzy Wehrmachtu-
zgłaszał się Jurkiewicz i Borkowski. Nie przeszkadzało nam nawet jak trzeba
było zagrać rolę nastolatka, lub pogarbionych staruszków. Rannych, chorych,
obłąkanych, zakochanych, zdenerwowanych, spanikowanych, odurzonych, głodnych,
śpiących, martwych, drzewo, ogórka, hipopotama, bądź żyrafę… mogliśmy zagrać
wszystko. Na szczęście nasze parcie na szkło skutecznie hamował reżyser,
doceniając nasze wysiłki i chęci ale sugerując, że są też inni bardzo dobrze
nadający się do danej roli. Kolejny
dzień minął jak z bicza strzelił. Teraz tylko do spania i rano pobudka.
Dzień 4
Czwarty
dzień zapowiadał się niezwykle ciekawie. Plan zakładał wyjazd za Kraków, do
niewielkiej miejscowości Rabka, gdzie znajduje się muzeum kolei. Można tu
zobaczyć stare wagony i lokomotywy. Taką jednostkę wykorzystano do nakręcenia
jednej ze scen. Całe otoczenie idealnie wpisywało się w rok 1939. Miejsce,
które odgrywało rolę dworca architektonicznie rzeczywiście je odzwierciedlało.
Kolumny i latarnie na peronie wykonane z żelaza, subtelnie zdobione, drewniany
dach i ławki. Dworzec kolejowy (miejsce w muzeum) był pełen ludzi uciekających
przed dramatem wojny, wypełniony żołnierzami pilnujących porządku. Tutaj swoje
role zagrali statyści, SRHacy i harcerze. Ci pierwsi odgrywali rolę mieszkańców,
zaś drudzy Zawiszaków. Członkowie naszego stowarzyszenie odtwarzali rolę
żołnierzy Wojska Polskiego. Nasza praca nie była zbyt ciężka i nie wymagała
wkładu autorskiego. Jako żołnierze polscy przechadzaliśmy się po peronie tam i
z powrotem. Co ciekawe zaraz po tym jak nakręciliśmy sceny, których akcja
dzieje się na płycie dworca, wskoczyliśmy w cywilne ciuchy i do pociągu, by
wcielić się w młodych gentelmenów podróżujących koleją. W okolicy też
odtworzono działania harcerzy zbierających broń porzuconą z pociągu (skradziona
niemieckim strażnikom w koleji i wyrzucona w pole), przez innych Zawiszaków. Po
nakręceniu kliku scen i spędzonych kilku godzinach udaliśmy się w okolice
Kasiny Wielkiej, gdzie jeszcze kręcono niezbędne sceny. Tutaj mogliśmy się
rozkoszować szumem rzeki, niebieskim niebem i pysznymi sokami owocowymi, prosto
z kartonu. Co prawda zabrakło luksusowych leżaków ale wielkie kamienie, zaraz
przy samym korycie rzeki były wystarczająco wygodne. Tutaj nagrywano sceny,
które już nie pamiętam co miały zobrazować. Takie momenty były najgorsze i
najtrudniejsze zarazem. Oczekiwanie na grających kolegów wymagało nie lada
pomysłowości by się nie zanudzić na śmierć. Zdarzało się, że jedną scenę można
było nagrać w 10 minut, ale i też w godzinę lub półtorej. Trudno było cokolwiek
się spodziewać.
Dzień 5
Ostatni
dzień był najmniej ciekawy. Spędziliśmy go w lesie, gdzieś koło Krakowa. Tutaj
nakręcono moment, w którym młodzi harcerze składają przysięgę. Chwilę
pobiegaliśmy za piłką, a potem była zbiórka Zawiszaków i złożenie przysięgi. Ku
naszej radości ten dzień zakończył się znacznie wcześniej. Normalnie przez
ostatnie 4 dni pracowaliśmy od samego rana do późnego wieczora. W ten dzień
zaczęliśmy nieco później i skończyliśmy wczesnym popołudniem. Co ciekawe, nie
trzeba było nikogo odwozić, na nikogo czekać ani nie musiałem dzwonić z prośbą
o dostarczenie rezerwowych kluczy do auta. Być może ten dzień był najmniej
interesujący z tego względu, że trochę już przesiąkliśmy tą przygodą,
poznaliśmy smak życia aktora i najważniejszy… byliśmy już odrobinę zmęczeni.
Codzienne pobudki z samego rana, przemierzanie kilometrów, przebieranie się
kilka razy dziennie i praca do późna dały nam się wszystkim we znaki.
Nie mniej
była to wielka przygoda, której na pewno nikt nie żałuje. Łącznie spędziliśmy
na planie filmowym pięć dni. Bez wątpienia był to mile spędzony czas, w trakcie
którego wypocząłem od codzienności i monotonii, czegoś się nauczyłem no i
zostałem „gwiazdą ekranu”. Wielka była moja radość i kolegów kiedy zostaliśmy
zaproszeni do Muzeum Armii Krajowej w Krakowie na premierę filmu „Szara
Służba”. Nie skrywam, że największą atrakcją tego wieczoru było zobaczenie
siebie na ekranie. Było wiele zabawy i radości. W końcu nie codziennie się
występuje w filmie.
Myślę, że
nikogo nie zaskoczę jak powiem, że film oglądałem potem jeszcze kilkakrotnie.
Między innymi w domu z rodziną. Seans stał się pretekstem do małego święta.
Moja Mama, żona i siostra przyrządziły przepyszną pizzę, Tata wyciągnął
najlepsze wino jakie posiadał w swoich zbiorach w piwniczce. Pięknie zastawiony
stół, obrus, cała rodzina w komplecie. Tak smakował mój artystyczny sukces.

Komentarze
Prześlij komentarz