Rozdział 5
SRH na ekranie
Smoleńsk
W mojej
„karierze” aktorskiej zagrałem jeszcze kilka drobnych rólek, prawdę
powiedziawszy niewartych odnotowania. Była jednak jeszcze jedna produkcja,
którą pragnę się pochwalić. Nie chodzi tu tylko o tematykę, czy o ciekawy obraz
artystyczny, ale o same koszty. Jak zapewne część już się domyśliła po tytule
podrozdziału, tym filmem jest „Smoleńsk”, reżyserii Antoniego Krauzego.
Jest to najdroższa produkcja w jakiej miałem przyjemność uczestniczyć. Budżet filmu wyniósł 10 mln złotych. Nasze SRH zostało zaproszone do udziału w filmie, z czego spora część osób skorzystała, ci którzy tego nie zrobili nie mieli w tym czasie wolnego lub nie chciała brać udziału. Jaka była nasza rola? Wizja reżysera była taka, by duchy polskich oficerów, wyszły na spotkanie z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim. Zebrana katyńska armia miała go powitać i zabrać ze sobą do lepszego świata. Pomysł wydawał się być bardzo dobry i artystycznie przyciągający, oryginalny. Nie mogłem się doczekać kiedy będzie mi dane i tę scenę z moim udziałem zobaczyć. Co do samego kręcenia scen, to aż mnie ciarki przeszły. Zaczęło się od tego, że przyjechaliśmy na miejsce i przebraliśmy się w mundury (czyli jak zawsze). Sceny kręcono pod Warszawą, w Chobocie. W związku z tym, że było to daleko od Krakowa, musieliśmy wcześnie wstać i wyruszyć w drogę. Kiedy zadzwonił budzik było jeszcze ciemno. Kiedy startowaliśmy z miejsca zbiórki była nadal czarna noc. W godzinach porannych dojechaliśmy na miejsce, gdzie roiło się od statystów i rekonstruktorów. Następnie udaliśmy się do „centrum dowodzenia” by załatwić sprawy organizacyjne. W owym miejscu stało mnóstwo wozów, w których były miejsca do robienia makijażu, odpoczynku, przetrzymywania kamer itp. Były też pojazdy, w których po kręceniu filmu były wydawane obiady. Muszę tu pochwalić producentów za pełen profesjonalizm, ponieważ nie dość, że jedzenia było bardzo dużo i można było się najeść do syta, to jeszcze zadbano by walory smakowe również pozostały bez zarzutu. Postanowiłem o tym napisać, iż bałem się, że statyści mogą być potraktowani, napiszę bez owijania w bawełnę- byle jak, po najmniejszej linii oporu. A tu bardzo miła niespodzianka. Jeszcze bardziej podbudował mnie kolega strzelec, który oświadczył mi, że ma spore porównanie, ponieważ występował już w kilku filmach jako statysta. Stwierdził, że tutaj najbardziej się dba o tych aktorów z odległego planu. Dobre jedzenie, dostęp do wody, solidna organizacja. Cieszę się, że Mariusz mi to powiedział. Nastawiło mnie to bardzo pozytywnie. Wszak człowiek z bogatszym doświadczeniem inaczej może pewne sprawy widzieć i ocenić. Jeśli taka osoba z takim bagażem doświadczeń twierdzi, że jest naprawdę dobrze, to znaczy, że moje zadowolenie nie było bezpodstawne.
Jest to najdroższa produkcja w jakiej miałem przyjemność uczestniczyć. Budżet filmu wyniósł 10 mln złotych. Nasze SRH zostało zaproszone do udziału w filmie, z czego spora część osób skorzystała, ci którzy tego nie zrobili nie mieli w tym czasie wolnego lub nie chciała brać udziału. Jaka była nasza rola? Wizja reżysera była taka, by duchy polskich oficerów, wyszły na spotkanie z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim. Zebrana katyńska armia miała go powitać i zabrać ze sobą do lepszego świata. Pomysł wydawał się być bardzo dobry i artystycznie przyciągający, oryginalny. Nie mogłem się doczekać kiedy będzie mi dane i tę scenę z moim udziałem zobaczyć. Co do samego kręcenia scen, to aż mnie ciarki przeszły. Zaczęło się od tego, że przyjechaliśmy na miejsce i przebraliśmy się w mundury (czyli jak zawsze). Sceny kręcono pod Warszawą, w Chobocie. W związku z tym, że było to daleko od Krakowa, musieliśmy wcześnie wstać i wyruszyć w drogę. Kiedy zadzwonił budzik było jeszcze ciemno. Kiedy startowaliśmy z miejsca zbiórki była nadal czarna noc. W godzinach porannych dojechaliśmy na miejsce, gdzie roiło się od statystów i rekonstruktorów. Następnie udaliśmy się do „centrum dowodzenia” by załatwić sprawy organizacyjne. W owym miejscu stało mnóstwo wozów, w których były miejsca do robienia makijażu, odpoczynku, przetrzymywania kamer itp. Były też pojazdy, w których po kręceniu filmu były wydawane obiady. Muszę tu pochwalić producentów za pełen profesjonalizm, ponieważ nie dość, że jedzenia było bardzo dużo i można było się najeść do syta, to jeszcze zadbano by walory smakowe również pozostały bez zarzutu. Postanowiłem o tym napisać, iż bałem się, że statyści mogą być potraktowani, napiszę bez owijania w bawełnę- byle jak, po najmniejszej linii oporu. A tu bardzo miła niespodzianka. Jeszcze bardziej podbudował mnie kolega strzelec, który oświadczył mi, że ma spore porównanie, ponieważ występował już w kilku filmach jako statysta. Stwierdził, że tutaj najbardziej się dba o tych aktorów z odległego planu. Dobre jedzenie, dostęp do wody, solidna organizacja. Cieszę się, że Mariusz mi to powiedział. Nastawiło mnie to bardzo pozytywnie. Wszak człowiek z bogatszym doświadczeniem inaczej może pewne sprawy widzieć i ocenić. Jeśli taka osoba z takim bagażem doświadczeń twierdzi, że jest naprawdę dobrze, to znaczy, że moje zadowolenie nie było bezpodstawne.
Wróćmy
jeszcze na plan filmowy. Minęliśmy kamperowe miasteczko i zostaliśmy skierowani
na miejsce, gdzie będzie kręcona scena. Aby dotrzeć na miejsce trzeba było
przemaszerować jakieś 10 minut przez las. Moje serce zaczęło szybciej pracować.
Szkoda, że nie mogę wam pokazać tego co ja zobaczyłem i tego co zapamiętałem.
Postaram się jednak Wam to opisać najlepiej jak potrafię. Idziemy przez las.
Słychać tylko stąpanie wielu stóp, szelest liści i strzelanie deptanych suchych
gałązek, szeptane rozmowy i gdzieniegdzie te głośniejsze. Maszeruje nas wielu,
patrzę przed siebie i widzę wielu żołnierzy w mundurach, rogatywkach polowych polskich
oficerów, w pięknych płaszczach. Patrzę za siebie i dokładnie to samo.
Niektórzy mieli ręce w kieszeni inni jeszcze zaglądali w telefony komórkowe co
na szczęście nie zepsuło mi całej atmosfery. Koło mnie żwawym krokiem przeszedł
oficer w koloratce, z dużym krzyżem na piersi. Zapewne kapelan. Gdzie nie
popatrzyłem byli oficerowie Wojska Polskiego z różnymi kolorami otoków na
rogatywkach. Były różowe- kawaleria, niebieskie – piechota, zielony- artyleria.
Inni zamiast rogatywek mieli okrągłe czapki co oznaczało, że byli to oficerowie
KOPu czyli Korpusu Ochrony Pogranicza. Wszyscy maszerowali przed siebie.
Łącznie rekonstruktorów było około 100, może 150. Wrażenie było jednak takie
jak by było nas znacznie więcej. Maszerowaliśmy przez ten, wydawałoby się mało
przyjacielski las. Popatrzyłem w górę, na niebo, widziałem bujające się czubki
drzew i przełknąłem ślinę. Co sobie pomyślałem, możecie sami się domyśleć.
Poczułem nie tylko szybsze bicie serca ale i też ścisk w gardle. To nie było
jednak wszystko, najcięższe przeżycie było dopiero przede mną. Maszerujemy, w
mundurach, płaszczach, z rogatywkami z Orłem Białym. Powoli opuszczamy las, a
igliwie pod nogami zamienia się w sypki piasek. Z daleka widzę jakiś wał ziemi.
Część rekonstruktorów omija go i idzie dalej. Im bliżej jestem tym bardziej
serce bije mocniej. Moim oczom ukazał się „katyński dół”, do którego wpadały
pomordowane ciała polskich oficerów. Był on bardzo duży i głęboki. Na pewno nie
tak jak te „oryginalne” z Katynia, ale i tak robił mrożące krew w żyłach
wrażenie. Został on wykopany na potrzeby filmu i wokół niego działa się scena,
którą nagrywaliśmy. Można rzec opuszczaliśmy ten dół, by powitać zmarłą w
katastrofie głowę państwa.
Powróćmy z
powrotem do spraw technicznych. Sceneria jak zapewne zauważyliście w opisie
powyżej zrobiła olbrzymie wrażenie. Cały dzień kręcenia filmu zmęczył nas niemiłosiernie.
Mimo to nie żałuję, ponieważ mogłem zobaczyć jak się robi film z budżetem 10
mln złotych, a to jak na polskie warunki jest naprawdę dużo. W czasie kręcenia
tego obrazu mogłem się poczuć jak na planie hoolywodzkiej produkcji. Żurawie,
na których wisiała kamera by kręcić film z góry, rozłożone specjalne tory, po
których jeździł wózek na którym była kamera. Znani aktorzy widziani wcześniej w
serialach telewizyjnych przechodzili obok mnie. Krótkie przemówienie reżysera do
nas rekonstruktorów przed rozpoczęciem kręcenia, to wszystko jest bezcennym
wspomnieniem. Na pewno na długo pozostanie w mej pamięci. A jeśli tylko ktoś ma
okazję do tego by zobaczyć coś takiego „od kuchni” to gorąco zachęcam. Wrażenia
są niezapomniane, warte poświęcenia czasu.
We
wrześniu 2016 roku miałem przyjemność wybrać się do kina z moim przyjacielem na
film „Smoleńsk”. Siedząc w kinowym fotelu nie mogłem się już doczekać sceny z
moim udziałem. Do tej pory siedziałem w kinie i na wielkim ekranie oglądałem
gwiazdy polskiej sceny i aktorów światowego formatu. A tu proszę za moment będę
oglądał samego siebie. Wschodzącą gwiazdę Jerzego Borkowskiego. I jest… całe 5 sekund z dwugodzinnego filmu.
Proszę mi wierzyć, że te 5 sekund dało mi sporo radości. Po seansie przyjąłem
gratulacje od mojego przyjaciela, za „wykreowanie” wspaniałej postaci. Humory
nam dopisywały, a chowając do portfela bilet na pamiątkę, oficjalnie zamknąłem
przygodę z filmem „Smoleńsk”.
Bardzo ciekawy opis, czy wiesz gdzie można obejrzeć ten film w internecie?
OdpowiedzUsuńZ pozdrowieniami
Dzięki za odwiedziny blogu i pozostawiony komentarz. Przyznam szczerze, że film nie jest najwybitniejszym dziełem. W linku masz jego ocenę za filmweb:
OdpowiedzUsuńhttp://www.filmweb.pl/film/Smole%C5%84sk-2016-650957#
Jakiś czas temu można było go obejrzeć na CDA. Widzę, że teraz został usunięty. Jeśli chcesz go obejrzeć warto co jakiś czas sprawdzić czy się nie pojawił.
Pozdrawiam serdecznie, Jerzy Borkowski.
Film ma złe opinie, ale zawsze warto samemu obejrzeć i ocenić. Nawet jeśli efekt końcowy był marny to fajnie, że pobyt na planie zdjęciowym był dla kogoś przygodą - to cenne, niecodzienne doświadczenie, którym warto się podzielić :) Również pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń