Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (22) - z pamiętnika rekonstruktora


 Rozdział 5


SRH na ekranie


Smoleńsk
W mojej „karierze” aktorskiej zagrałem jeszcze kilka drobnych rólek, prawdę powiedziawszy niewartych odnotowania. Była jednak jeszcze jedna produkcja, którą pragnę się pochwalić. Nie chodzi tu tylko o tematykę, czy o ciekawy obraz artystyczny, ale o same koszty. Jak zapewne część już się domyśliła po tytule podrozdziału, tym filmem jest „Smoleńsk”, reżyserii Antoniego Krauzego.
Jest to najdroższa produkcja w jakiej miałem przyjemność uczestniczyć. Budżet filmu wyniósł 10 mln złotych. Nasze SRH zostało zaproszone do udziału w filmie, z czego spora część osób skorzystała, ci którzy tego nie zrobili nie mieli w tym czasie wolnego lub nie chciała brać udziału. Jaka była nasza rola? Wizja reżysera była taka, by duchy polskich oficerów, wyszły na spotkanie z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim. Zebrana katyńska armia miała go powitać i zabrać ze sobą do lepszego świata. Pomysł wydawał się być bardzo dobry i artystycznie przyciągający, oryginalny. Nie mogłem się doczekać kiedy będzie mi dane i tę scenę z moim udziałem zobaczyć. Co do samego kręcenia scen, to aż mnie ciarki przeszły. Zaczęło się od tego, że przyjechaliśmy na miejsce i przebraliśmy się w mundury (czyli jak zawsze). Sceny kręcono pod Warszawą, w Chobocie. W związku z tym, że było to daleko od Krakowa, musieliśmy wcześnie wstać i wyruszyć w drogę. Kiedy zadzwonił budzik było jeszcze ciemno. Kiedy startowaliśmy z miejsca zbiórki była nadal czarna noc. W godzinach porannych dojechaliśmy na miejsce, gdzie roiło się od statystów i rekonstruktorów. Następnie udaliśmy się do „centrum dowodzenia” by załatwić sprawy organizacyjne. W owym miejscu stało mnóstwo wozów, w których były miejsca do robienia makijażu, odpoczynku, przetrzymywania kamer itp. Były też pojazdy, w których po kręceniu filmu były wydawane obiady. Muszę tu pochwalić producentów za pełen profesjonalizm, ponieważ nie dość, że jedzenia było bardzo dużo i można było się najeść do syta, to jeszcze zadbano by walory smakowe również pozostały bez zarzutu. Postanowiłem o tym napisać, iż bałem się, że statyści mogą być potraktowani, napiszę bez owijania w bawełnę- byle jak, po najmniejszej linii oporu. A tu bardzo miła niespodzianka. Jeszcze bardziej podbudował mnie kolega strzelec, który oświadczył mi, że ma spore porównanie, ponieważ występował już w kilku filmach jako statysta. Stwierdził, że tutaj najbardziej się dba o tych aktorów z odległego planu. Dobre jedzenie, dostęp do wody, solidna organizacja. Cieszę się, że Mariusz mi to powiedział. Nastawiło mnie to bardzo pozytywnie. Wszak człowiek z bogatszym doświadczeniem inaczej może pewne sprawy widzieć i ocenić. Jeśli taka osoba z takim bagażem doświadczeń twierdzi, że jest naprawdę dobrze, to znaczy, że moje zadowolenie nie było bezpodstawne.
Wróćmy jeszcze na plan filmowy. Minęliśmy kamperowe miasteczko i zostaliśmy skierowani na miejsce, gdzie będzie kręcona scena. Aby dotrzeć na miejsce trzeba było przemaszerować jakieś 10 minut przez las. Moje serce zaczęło szybciej pracować. Szkoda, że nie mogę wam pokazać tego co ja zobaczyłem i tego co zapamiętałem. Postaram się jednak Wam to opisać najlepiej jak potrafię. Idziemy przez las. Słychać tylko stąpanie wielu stóp, szelest liści i strzelanie deptanych suchych gałązek, szeptane rozmowy i gdzieniegdzie te głośniejsze. Maszeruje nas wielu, patrzę przed siebie i widzę wielu żołnierzy w mundurach, rogatywkach polowych polskich oficerów, w pięknych płaszczach. Patrzę za siebie i dokładnie to samo. Niektórzy mieli ręce w kieszeni inni jeszcze zaglądali w telefony komórkowe co na szczęście nie zepsuło mi całej atmosfery. Koło mnie żwawym krokiem przeszedł oficer w koloratce, z dużym krzyżem na piersi. Zapewne kapelan. Gdzie nie popatrzyłem byli oficerowie Wojska Polskiego z różnymi kolorami otoków na rogatywkach. Były różowe- kawaleria, niebieskie – piechota, zielony- artyleria. Inni zamiast rogatywek mieli okrągłe czapki co oznaczało, że byli to oficerowie KOPu czyli Korpusu Ochrony Pogranicza. Wszyscy maszerowali przed siebie. Łącznie rekonstruktorów było około 100, może 150. Wrażenie było jednak takie jak by było nas znacznie więcej. Maszerowaliśmy przez ten, wydawałoby się mało przyjacielski las. Popatrzyłem w górę, na niebo, widziałem bujające się czubki drzew i przełknąłem ślinę. Co sobie pomyślałem, możecie sami się domyśleć. Poczułem nie tylko szybsze bicie serca ale i też ścisk w gardle. To nie było jednak wszystko, najcięższe przeżycie było dopiero przede mną. Maszerujemy, w mundurach, płaszczach, z rogatywkami z Orłem Białym. Powoli opuszczamy las, a igliwie pod nogami zamienia się w sypki piasek. Z daleka widzę jakiś wał ziemi. Część rekonstruktorów omija go i idzie dalej. Im bliżej jestem tym bardziej serce bije mocniej. Moim oczom ukazał się „katyński dół”, do którego wpadały pomordowane ciała polskich oficerów. Był on bardzo duży i głęboki. Na pewno nie tak jak te „oryginalne” z Katynia, ale i tak robił mrożące krew w żyłach wrażenie. Został on wykopany na potrzeby filmu i wokół niego działa się scena, którą nagrywaliśmy. Można rzec opuszczaliśmy ten dół, by powitać zmarłą w katastrofie głowę państwa.
Powróćmy z powrotem do spraw technicznych. Sceneria jak zapewne zauważyliście w opisie powyżej zrobiła olbrzymie wrażenie. Cały dzień kręcenia filmu zmęczył nas niemiłosiernie. Mimo to nie żałuję, ponieważ mogłem zobaczyć jak się robi film z budżetem 10 mln złotych, a to jak na polskie warunki jest naprawdę dużo. W czasie kręcenia tego obrazu mogłem się poczuć jak na planie hoolywodzkiej produkcji. Żurawie, na których wisiała kamera by kręcić film z góry, rozłożone specjalne tory, po których jeździł wózek na którym była kamera. Znani aktorzy widziani wcześniej w serialach telewizyjnych przechodzili obok mnie. Krótkie przemówienie reżysera do nas rekonstruktorów przed rozpoczęciem kręcenia, to wszystko jest bezcennym wspomnieniem. Na pewno na długo pozostanie w mej pamięci. A jeśli tylko ktoś ma okazję do tego by zobaczyć coś takiego „od kuchni” to gorąco zachęcam. Wrażenia są niezapomniane, warte poświęcenia czasu.
            We wrześniu 2016 roku miałem przyjemność wybrać się do kina z moim przyjacielem na film „Smoleńsk”. Siedząc w kinowym fotelu nie mogłem się już doczekać sceny z moim udziałem. Do tej pory siedziałem w kinie i na wielkim ekranie oglądałem gwiazdy polskiej sceny i aktorów światowego formatu. A tu proszę za moment będę oglądał samego siebie. Wschodzącą gwiazdę Jerzego Borkowskiego.  I jest… całe 5 sekund z dwugodzinnego filmu. Proszę mi wierzyć, że te 5 sekund dało mi sporo radości. Po seansie przyjąłem gratulacje od mojego przyjaciela, za „wykreowanie” wspaniałej postaci. Humory nam dopisywały, a chowając do portfela bilet na pamiątkę, oficjalnie zamknąłem przygodę z filmem „Smoleńsk”.

Komentarze

  1. Bardzo ciekawy opis, czy wiesz gdzie można obejrzeć ten film w internecie?
    Z pozdrowieniami

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za odwiedziny blogu i pozostawiony komentarz. Przyznam szczerze, że film nie jest najwybitniejszym dziełem. W linku masz jego ocenę za filmweb:

    http://www.filmweb.pl/film/Smole%C5%84sk-2016-650957#

    Jakiś czas temu można było go obejrzeć na CDA. Widzę, że teraz został usunięty. Jeśli chcesz go obejrzeć warto co jakiś czas sprawdzić czy się nie pojawił.

    Pozdrawiam serdecznie, Jerzy Borkowski.

    OdpowiedzUsuń
  3. Film ma złe opinie, ale zawsze warto samemu obejrzeć i ocenić. Nawet jeśli efekt końcowy był marny to fajnie, że pobyt na planie zdjęciowym był dla kogoś przygodą - to cenne, niecodzienne doświadczenie, którym warto się podzielić :) Również pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.