Przejdź do głównej zawartości

Ekstremalna Droga Krzyżowa – moja droga do Boga


Fot. Grzegorz Jurkiewicz. EDK rok 2018.

Niniejszy tekst jest moim świadectwem o spotkaniu Chrystusa na Ekstremalnej Drodzy Krzyżowej. Jest to też krótka relacja, sprawozdanie dla tych, którzy poszukują czym jest EDK, wahają się czy na aby na pewno to dobry pomysł pójść tą drogą. Jeśli nie potrzebujesz drogi Czytelniku argumentów i uzasadnień, jedynie odpowiedzi, to powiem Ci: TAK, WARTO IŚĆ!

Pierwszy raz o EDK usłyszałem od kogoś znajomego. Zainteresowało mnie, zaintrygowało i chciałem w tym uczestniczyć. Minęło jednak sporo czasu i o całej sprawie zapomniałem, nie poszedłem, rok później podobnie. O tym oryginalnym przedsięwzięciu zaczęło się jednak robić coraz głośniej. O początkach EDK, jego idei zaczęto mówić w mediach: w radiu, internecie, telewizji. Zdecydowałem, że w tym roku nie odpuszczę. Pójdę na spotkanie z Chrystusem i sam osobiście przekonam się czym jest Ekstremalna Droga Krzyżowa. Z moim serdecznym Kolegą Grzesiem Jurkiewiczem (często nazywanym „Grubym”) zdecydowaliśmy się pójść w 2017 roku na trasę św. Sebastiana z Wieliczki do Kalwarii Zebrzydowskiej, to jest 45 km. W sercach nieśliśmy swoje własne intencje ale jako członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej „Wrzesień 39” zdecydowaliśmy, że pójdziemy wspólnie w intencji poległych polskich żołnierzy z września 1939 roku. Ubraliśmy nasze sukienne mundury, zarzuciliśmy karabiny i objuczeni torbami na maskę i chlebakami wyruszyliśmy w drogę. Niewygodne obcierające buty, ciężar i mało komfortowe ubranie, w swoim czasie zaczęły dodawać cierpienia. Trudno nie wspomnieć, że był to piątek ostatni dzień tygodnia, po całym dniu i tygodniu pracy. Na początku było wspaniale, uczucie zbliżającej się przygody, tajemniczy nastrój, myśli o szansie na sprawdzenie samego siebie (czy dam radę?) odrobinę emocji  i szansa na obcowanie z Bogiem. Potem zaczęły się „schody” i prawdziwa Droga Krzyżowa. Na stopach pojawiły się odciski i obtarcia, pasek od karabinu obtarł plecy, oprócz paska swoje cięgi dołożył również plecak załadowany wodą, gorącą herbatą i czymś na przegryzienie. O ile marsz po miękkiej trawie lub ziemi był jeszcze do przeżycia, tak marsz po asfalcie zmuszał mnie do kombinowania jak ustawić stopę w bucie by nie bolało. Zmęczenie, brak snu dawały się we znaki. Pojawiały się pierwsze pytania: „po co mi to było?”, „jaki to ma sens?”, „może przeliczyłem się z siłami i nie dam rady, kto wtedy po mnie przyjedzie?”. Szedłem cały czas uparcie mimo bólu, zmęczenia i narastającego zniechęcania. Siły dodawały mi rozważania i ciągłe rozmowy z Panem Bogiem, pamięć o tym, że On dla mnie nie  zrezygnował krzyża, nie odpuścił swej męki. Pytałem Go o sens cierpienia myśląc o sobie w obecnej sytuacji  życiowej i myśląc o żołnierzach walczących w czasie kampanii wrześniowej. Pytałem o rozwiązania dla mnie w moich prywatnych trudnych sprawach. Całą noc z Nim rozmawiałem i wtedy pojawiła się we mnie radość. Zrozumiałem, że owszem kosztuje mnie ta droga wiele wysiłku, że mogłem teraz w cieple z Żoną oglądać jakiś dobrym film, zajadając się pizzą. Wybrałem jednak spotkanie z Bogiem, który mnie kocha. Jest On dla mnie, a ja dla Niego przez całą noc! W ciągu roku trudno znaleźć dla Boga więcej czasu, a tej nocy jestem tylko dla Niego. Byłem szczęśliwy, że wybrałem Jego, że zrezygnowałem z wygód by być z Nim. Powoli wstawało słońce, nogi miałem już tak zmęczone i obolałe, że myślałem że za chwilę  upadnę lub że gdy pojawi się jakaś nierówność, przeszkoda to doznam jakiejś kontuzji. Zmęczenie zaczęło coraz bardziej wygrywać. Wstające słońce już muskało  twarze pątników, wędrujących w ciszy. Miałem już dość, a przede mną wyrosła góra, którą trzeba było pokonać. Pomyślałem, że nie będzie wstydu jeśli teraz po kogoś zadzwonię, mogę spróbować jeszcze raz za rok. W chwili załamania uciekłem się do Chrystusa: „Przecież Ty nie zrezygnowałeś ze swojego Krzyża. Nie odpuściłeś. Chce iść z Tobą, przez Twoją mękę”. Ta myśl dawała mi siły. Motywowały mnie moje intencje, zwłaszcza ta za poległych, którzy walczyli za naszą Polskę. Muszę Wam się jednak przyznać: nad ranem był moment w którym pojawiły się łzy w moich oczach. Trudny czas w pracy, zmęczenie, brak snu, ból i myśl że jeszcze tyle kilometrów przede mną. Załamałem się, nie chciałem już iść dalej. Jakby tego było mało, martwiłem się o Grześka, który pojechał z innym kolegą do lekarza, ponieważ „Grubego” ugryzł wcześniej pies. On został trochę z tyłu. Rozdzieliliśmy się. Na szczęście nie było to nic poważnego. W tym  moim najpoważniejszym kryzysie w którym miałem już dość i chciałem wracać do domu, zawierzyłem wszystko Bogu: „Boże nie mam siły już iść, moje nogi odmawiają posłuszeństwa, bolą mnie plecy, nie mam fizycznie sił. Oddaję to Tobie mój Panie. Zawierzam Ci i jeśli mi pozwolisz iść dalej pójdę z Tobą. Wszystko Tobie to zostawiam, zdecyduj Ty co dalej”. To był moment kluczowy mojej drogi. Poczułem bliskość Boga, zrozumiałem, że jest on obok mnie i dzięki niemu mogę iść dalej. Zrozumiałem, że Bóg nie jest dziś  przy mnie tylko tej nocy, a Jego wsparcie otrzymuje znacznie częściej. Z Lanckorony wlekłem się powoli, to nie był marsz lecz włóczenie nogami, ale doszedłem. Było to dla mnie ogromne przeżycie. Dziś uważam, że było to istotne spotkanie z Bogiem. Uświadomiło mi to, że mimo braku sił, chęci i możliwości powinienem zdać się na Niego, również i w codziennym życiu. On sam poprowadzi mnie na spokojne wody. Muszę tylko mu się poddać, powiedzieć mu „czyń co uważasz”. Dziś jedynie żałuje, że nie spisałem tych wspomnień od razu. Pamięć bywa zawodna i dziś nie pamiętam wszystkich szczegółów, które mógłbym przytoczyć. Najważniejsza rzecz czyli samo spotkanie zostało wyryte w moim sercu na długo i bardzo mocno, co bardzo mnie cieszy. Zadanie jakie sobie wyznaczyłem czyli napisanie świadectwa nie jest łatwe. Przelać na papier to co się czuje jest niemożliwe. Po prostu trzeba to przeżyć samemu. Czy zrozumielibyście mój zachwyt, gdybym Wam opowiadał jakie to uczucie oglądać Ziemię stąpając po Księżycu? Pewne rzeczy trzeba poczuć na własnej skórze.
Fot. Grzegorz Jurkiewicz. EDK rok 2018.
W tym roku drugi raz wyruszyłem na EDK. Ponownie z Grzesiem. Co ciekawe, Grześ może być doskonałym przykładem, że nic nie dzieje się bez przyczyny. A Pan może mieć swoje sposoby i powody. Mianowicie, mój serdeczny Kolega powiedział, że gdyby nie ugryzł go pies i doszedłby rok wcześniej do Kalwarii nie wie czy by poszedł drugi raz… jak przyznał - najprawdopodobniej nie. A tak w 2018 roku poszedł ponownie, gdzie tym razem on przeżył chwilę zwątpienia. Miał podobne myśli jak ja rok wcześniej: „a może tak odpuścić, zrezygnować”. Grzegorz opuścił swoją strefę komfortu i poszedł Jezusowi na spotkanie. Jakie ono było musielibyście zapytać już jego samego. Moje tegoroczne spotkanie nie było już takie „mistyczne”. Byłem przepełniony radością, że mamy z Bogiem całą noc dla siebie. Jestem ja i mój Bóg. Rozmawiałem z Nim dużo. Niestety w tym roku nie poczułem tak mocno Jego obecności. Może bardziej skupił się na Grzesiu, który tego potrzebował.
Podsumowując: EDK to wyjście Chrystusowi naprzeciw. Rezygnując z wygód i przyjemności by z Nim być, okazujesz Mu swoją miłość. Ekstremalna Droga Krzyżowa pozwala wyjść na spotkanie. Idzie się w ciężkich warunkach: ciemność, błoto, zimno, chaszcze, góry, czasem trzeba pokonać strumień. Przez noc towarzyszy Ci senność, zmęczenie i po czasie zniechęcenie. Wiele zależy też od Was. Jeśli przejdziecie tę drogę dla samej przygody i dla przebycia trasy nie spotkacie Go. Owszem każdy kto dotrze, dojdzie do końca będzie miał satysfakcję i to w pełni zasłużoną. Przejść 40 km nocą jest wielkim wyczynem dla zwykłego zjadacza chleba. Pytanie tylko co jest Twoim celem? Dotrzeć i mieć poczucie dumy? Czy może wyjść na spotkanie? Na to odpowiedz sobie sam drogi Czytelniku. To Twoja Droga…

Pozdrawiam Was serdecznie, Jerzy Borkowski

PS

Chcesz więcej, potrzebujesz jakiś informacji? Pisz do mnie!

Komentarze

  1. Cześć!

    Dzięki za piękne, niesamowite świadectwo. Każdy powinien choć raz w życiu odprawić taką "Drogę". Oczywiście na miarę swoich możliwości. Bo przecież każdy z nas ma swoje świadectwo. Młody człowiek błądzi, nie zna życia, idzie na oślep, nie wie czy w dobrym kierunku, jak pielgrzym zagubiony w lesie. Sama byłam zagubiona: pojawiły się używki (alkohol) spożywane w nieodpowiednich sytuacjach. Jednak nie wstydzę się, bo wiem, że to może być nauczka dla innych. Tak łatwo jest w dzisiejszych czasach ukryć zło: najlepsza przykrywką jest to co fascynuje i daje pozorne poczucie kontroli.

    Podziwiam Twoją wytrwałość!

    PS
    Mam nadzieję, że ugryziony kolega ma się dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miły komentarz, szczególnie za docenienie wytrwałości. Czasem rzeczywiście nie jest łatwo. Błędów nie ma co się wstydzić, ludzka rzecz błądzić. Istotne jest by umieć właśnie (jak słuszne zauważyłaś) uczyć się na tych błędach. Co do Kolegi ma się dziś bardzo dobrze. Rozpiera go energia, czasem nawet aż nad to. Taki ten nasz Grześ jest ;)

      Pozdrawiam serdecznie, Jurek

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję Pani za troskę. Czuję się wyśmienicie, a po zębach wilczura nie ma śladów. No cóż mam to szczęście że rany goją się na moim ciele jak .... na psie ������

      Usuń

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.