Przejdź do głównej zawartości

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy!

Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m)
Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!



Postanowiliśmy zdobyć szczyt Łysiny (891m) i Lubomira (904m) odwiedzając po drodze schronisko na Kudłaczach. Trasę rozpoczęliśmy w miejscowości Pcim przy stadionie piłkarskim Pcimianki (widać go z drogi ekspresowej). Tam właśnie zostawiliśmy samochód i udaliśmy się na najbliższy most. Jest zaraz obok stadionu. Kiedy dojdziemy do końca mostu mamy dwa warianty: skręcić w prawo i iść na Kudłacze CAŁY czas asfaltową drogą (STANOWCZO odradzam - przeszliśmy kawałek i było kiepsko) lub skręcić w lewo i dojść do małego skrzyżowania, na tym skrzyżowaniu skręcić w prawo i zacznie się czarny szlak. Idąc tą drogę po naszej lewej stronie powinno być przedszkole, a kilkadziesiąt metrów dalej sklep spożywczy. Nadal idziemy prosto i dochodzimy do lasu z kawałkiem asfaltowej drogi. Idziemy prosto i jesteśmy na dobrej drodze do Kudłaczy. Szlak jest znakomicie oznakowany. Po drodze miniemy szczyt Bania (611m) z przepiękna polaną. Za kapliczką skręcamy w lewo i idziemy dalej. Możemy tu podziwiać przepiękne widoki między innymi na szczyt Lubogoszczy. Rzecz jasna wciąż podążamy czarnym szlakiem. W pewnym momencie dojdziemy do drogi asfaltowej.
Piękna architektura drewniana we wsi.
Różaniec do wypożyczenia.
Trzeba teraz nią iść cały czas, ale spokojnie jest ona bardzo dobrze oznakowana biało - czarnymi paskami. Gdy przejdziemy przez wieś dochodzimy schroniska PTTK na Kudłaczach. Tam warto odpocząć i posilić się dobrym jedzonkiem. Bigos 12 zł, kiełbasa smażona z cebulką i chlebkiem 12 zł, a żurek 8 zł ale jest przepyszny i bardzo konkretny. Po nabraniu sił można udać się w dalszą część trasy. Na Łysinę i Lubomir można się dostać albo czarnym szlakiem albo czerwonym. My wybraliśmy czerwony. Na tabliczce było napisane, że marsz na szczyt Lubomira zajmie 1,5 godziny a my weszliśmy w 50 minut. Nie wydaje mi się, żebyśmy jakoś ostro "depnęli". Szczyt Łysiny to nic specjalnego. Tabliczka informacyjna o szczycie i to wszystko. Nie ma ławek aby usiąść, a szczyt jest cały zalesiony. Co innego Lubomir. Na samej górze można sobie usiąść, odpocząć. Jeśli ktoś ma ochotę to na drzewie zaraz przy wejściu na szczyt wisi różaniec, który można sobie pożyczyć i odmówić sobie dziesiątkę czy część różańca. Mało ciekawie z widokami, ponieważ i ten szczyt jest zalesiony. Mamy jednak atrakcję w postaci obserwatorium astronomicznego. Można je zwiedzać w weekendy w godzinach: 11, 12, 13, 14, 15. Wejście kosztuje 5 zł. W tygodniu niestety zamknięte. Gdy tylko nacieszyliśmy oczy udaliśmy się w drogę powrotną. Było super. Wróciliśmy do domu zadowoleni i pełni wrażeń. Teraz obmyślamy plan kolejnej wyprawy.

Zapraszam to małej fotogalerii:



Schronisko w Kudłaczach.


I jak nie kochać gór?

Szczyt Łysiny

Szczyt Lubomira.


Rekonstrukcja pierwszego przed wojennego obserwatorium. Jego historia jest opisana na tablicy przy wejściu na szczyt.


.

Komentarze

  1. Okolice Pcimia są piękne. Z resztą nie tylko: w ogóle okolice Krakowa są niesamowite! Góry, dolinki, tyle zabytków... Zazdroszczę udanego urlopu! Krakusi to szczęsciarze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem skąd Ty pochodzisz Drogi Anonimie ale w Polsce jest wiele pięknych zakątków. Góry rzeczywiście mają coś w sobie.

    Pozdrawiam serdecznie, Jurek.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Zapomniane kurhany w Jawczycach

     Jadąc z Krakowa w stronę Gdowa, mijamy miejscowość Jawczyce, która skrywa tajemnicę zapomnianych kurhanów. Czym one są? To mogiły w formie ziemnych kopców. Na terenie Polski budowano je od neolitu, aż po czasy słowiańskie i wczesne średniowiecze. Wielokrotnie przejeżdżałem przez tę wieś, widząc tabliczkę wskazującą drogę do tego magicznego miejsca. Nigdy jednak nie skusiłem się, by poznać ich tajemnicę... aż do teraz.      Piękna pogoda na polu, siedzę w ogrodzie i wygrzewam się w słońcu, pijąc mrożoną lemoniadę przygotowaną przez żonę. Po półgodzinie uznałem, że czas się ruszyć. Idealnym pomysłem wydała się przejażdżka rowerowa. Wtedy przypomniałem sobie o Jawczycach. Wsiadłem na rower i ruszyłem w drogę – z Wieliczki jechałem około 30 minut. Obawiałem się, czy trafię do celu, bo miejsce leży na uboczu, w lesie, ale moje obawy okazały się bezpodstawne. Przemierzałem las, aż moim oczom ukazały się niewielkie wzgórki. Dzięki wcześniejszej lekturze domy...

Historia na polskich banknotach - 10 zł

     Jestem z pokolenia, w którym posługiwanie się gotówką było czymś normalnym, a właściwie stanowiło jedyną opcję płatności. Dziś spora część osób płaci za zakupy czy rachunek w restauracji „plastikiem”, czyli kartą płatniczą, przykładamy telefon albo korzystamy z popularnego polskiego wynalazku, jakim jest Blik. Są to sposoby dużo prostsze i zwiększające nasze bezpieczeństwo.      Karty bankomatowe są dziś zdobione ciekawymi motywami oraz logotypami banków, które je wydały. Na gotówce natomiast możemy dostrzec fascynujące elementy związane z historią. Przede wszystkim na każdym banknocie widnieją wybitni polscy władcy. Celowo użyłem słowa „władcy”, ponieważ wszyscy wiemy, że na najniższym nominale (10 zł) widnieje Mieszko I, który był pierwszym historycznym przywódcą, a nie królem Polski. Na każdym kolejnym nominale znajduje się już wizerunek króla. Nie są to przypadkowe postacie, lecz monarchowie, którzy wybitnie przyczynili się do rozwoju ekonomicznego...

Łączna liczba wyświetleń