Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (23) - z pamiętnika rekonstruktora


Rozdział 6
Wehikuł czasu
 Część 1
Fot. Bartosz Wiśniewski
Wehikuł czasu jest marzeniem niejednego z nas. Jest przedmiotem fascynacji reżyserów, autorów książek i twórców gier. Wielu marzy, by posiadać taki sprzęt, by podróżować po przestrzeniach czasowych. Jedni chcieli by coś zmienić w swoim życiu, jeszcze inni chcieliby zobaczyć na własne oczy, jak to było dawniej, kiedy to na naszych ziemiach rządzili królowie. Byli też i tacy, którzy chcieliby wykorzystać taką maszynę do swoich niecnych zamiarów.
Rzecz jasna stworzenie takiej maszyny jest nierealne i może jedynie pozostać obiektem westchnień marzycieli i wielbicieli przygód fantasty. Mimo, że nie dysponujemy technologią, która by pozwoliła podróżować w czasie nie jest powiedziane, że w tym czasie nie możemy się „przenosić”. Jednym z wielu atutów grup rekonstrukcyjnych jest  to, że właśnie taką podróż w czasie można odbyć. Jak to się dzieje, postaram się opisać właśnie w tym rozdziale.
Fot. Bartosz Wiśniewski
Aby podróżować w czasoprzestrzeni, trzeba spełniać jeden podstawowy warunek, bez którego nigdzie nie ruszymy. Tym bezwzględnym warunkiem jest wyobraźnia. Otoczenie, stroje, drobne przedmioty, klimat panujący w koło nas będzie nam sprzyjał, więc wystarczy odrobina wysiłku. Postaram się podać kilka przykładów podróży w czasie. Przypominam wszystko zależy od nas, otoczenie może nam sprzyjać ale uruchomienie wyobraźni to podstawa. Bez tego niewiele wskóramy.
Mimo wielkiej wyobraźni, też oczywiście wiele zależy od otoczenia. Jeśli wokół nas widać kłęby dymu z fabryk, po przeciwnej strony ulicy mamy żółtą literę M będącą logiem znanej marki fast food,  znaną na całym świecie, a obok nas trąbi mężczyzna siedzący w swoim nowym Mercedesie to nic nam nie pomoże. Najlepsze warunki do podróży panują na łonie natury, to jest na łąkach, w lasach lub nad jeziorem.  Miasto też może być dobrym miejsce do podróży, na przykład wnętrza starych kamienic, forty, dwory, stare zabudowania itp.
Fot. Bartosz Wiśniewski
Fot. Bartosz Wiśniewski
Jedną z moich pierwszych podróży w czasie był wyjazd na manewry stowarzyszeniowe. Pojechaliśmy w okolice Zawadki koło Lublina. Piękne, dziewicze tereny gdzie jest mnóstwo łąk i lasów. Warunki na podróż w czasie idealne. Przyjechaliśmy późnym wieczorem, więc rozłożyliśmy namioty, przygotowaliśmy się do spania i… usiedliśmy do kiełbaski i piwka. Nie ucztowaliśmy zbyt długo, ponieważ rano czekała nas ciężka trasa. Z samego rana wstaliśmy i ubraliśmy się w mundury. Przygotowani do wymarszu ustawiliśmy się dwójkami. Marszowi towarzyszyła piosenka żołnierska „Kalina, malina”, skoczna, marszowa piosenka. Maszerowało się całkiem przyjemnie przez jakieś 500 metrów dopóty, dopóki byliśmy pod ochroną drzew, które dawały cień. Kiedy skończyła się ta protekcja wyszliśmy na nagrzany asfalt, z dołu od drogi bił upał, z góry lał się żar prosto z nieba, a my w sukiennych mundurach, objuczeni karabinami, RKM-ami, plecakami wypełnionymi manierkami z wodą i menażkami z jedzeniem. Kiedy doszliśmy do zagajnika nasz dowódca zarządził przerwę. Po krótkim odpoczynku, który wykorzystaliśmy na wysłuchanie wykładu o granatach i ich zastosowaniu, produkcji, itp. wyruszyliśmy w dalszą drogę. Ta już była znacznie przyjemniejsza, ponieważ maszerowaliśmy przez wspomniane wcześniej łąki i lasy. I właśnie tu doszło do pierwszej podróży w czasie. Z kolegami byliśmy w samym środku łąki. Wszędzie było soczyście zielono lub intensywnie żółto. Gdzieniegdzie było słychać brzęczenie much lub przygrywanie koników polnych. Na horyzoncie wystawały wysokie drzewa, ponad nimi piękne białe chmury. Kiedy patrzyłem przed siebie widziałem tylko plecy kompana, kiedy obróciłem się za siebie uśmiechał się do mnie kolega zlany potem, czerwony od upału, w rogatywce Wojska Polskiego z pięknym dumnym Białym Orłem. W koło nie było nic więcej. Zupełnie jak bym się przeniósł jakieś siedemdziesiąt lat wstecz i był w środku przemarszu wojska, które zmierza tylko w sobie wiadomym kierunku. W koło żadnej żywej duszy, tylko my. Widok jest niesamowity, zmęczone, zalane potem twarze moich kolegów, cisza w naszych szeregach uzmysłowiła mi jak wiele musieli włożyć wysiłku nasi wrześniowi żołnierze, albo ci walczący po 45 roku. Cisza wkoło, szelest deptanej trawy, dodawały klimatu. Maszerowaliśmy przemierzając pola zbóż, ścieżki i polany. Idąc już dłuższy czas poczułem dreszczyk emocji. Na naszej drodze pojawiła się stara drewniana chatka. Schodząc z polany dowódca dał rozkaz by rozstawić się w szachownicę i przyklęknąć. Jeden z naszych kolegów podszedł bliżej chatki by zorientować się czy jest ona zamieszkana, czy może opuszczona. Po pierwsze by móc bezpiecznie przemaszerować obok niej, a po drugie by nikogo nie wystraszyć i nikomu nie sprawić jakiejś przykrości. Starsze osoby mogłyby różnie zareagować widząc maszerujących z bronią żołnierzy. Po rozpoznaniu dostaliśmy sygnał, że możemy bezpiecznie przemaszerować. Chata robiła wrażenie opuszczonej i taką zresztą też była. Wyglądała ona dosyć malowniczo, stare drewniane okna, koło domu drewniane beczki pełne wody. Niestety nie mogliśmy skorzystać z niej ponieważ nie wiedzieliśmy co to jest za woda. Marsz trwał już długo, czuliśmy zmęczenie w nogach i lejący się żar z nieba. Byliśmy bardzo utrudzeni ale nie narzekaliśmy. Nagroda była wielka.  Koło południa, może trochę po południu dotarliśmy do wału za którym kryła się rzeka. Do dziś pamiętam jej rdzawy kolor, który zawdzięczała dużej ilości bakterii żelazowych. Widok przepiękny. No i oczywiście jej chłodząca temperatura. Raj na ziemi! Kiedy wpadaliśmy do rzeki, to już trudno było nas z niej wyciągnąć. Siedzieliśmy w niej chyba z godzinę. W męskim towarzystwie nie zabrakło zapasów, wyścigów lub innych zabaw gdzie mogła pojawić się rywalizacja. Po dłuższej chwili wyszliśmy na brzeg by wyschnąć i coś zjeść, by następnie dalej wyruszyć w drogę. Tym razem już powrotną do domu.

Komentarze

Obserwatorzy

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Zapomniane kurhany w Jawczycach

     Jadąc z Krakowa w stronę Gdowa, mijamy miejscowość Jawczyce, która skrywa tajemnicę zapomnianych kurhanów. Czym one są? To mogiły w formie ziemnych kopców. Na terenie Polski budowano je od neolitu, aż po czasy słowiańskie i wczesne średniowiecze. Wielokrotnie przejeżdżałem przez tę wieś, widząc tabliczkę wskazującą drogę do tego magicznego miejsca. Nigdy jednak nie skusiłem się, by poznać ich tajemnicę... aż do teraz.      Piękna pogoda na polu, siedzę w ogrodzie i wygrzewam się w słońcu, pijąc mrożoną lemoniadę przygotowaną przez żonę. Po półgodzinie uznałem, że czas się ruszyć. Idealnym pomysłem wydała się przejażdżka rowerowa. Wtedy przypomniałem sobie o Jawczycach. Wsiadłem na rower i ruszyłem w drogę – z Wieliczki jechałem około 30 minut. Obawiałem się, czy trafię do celu, bo miejsce leży na uboczu, w lesie, ale moje obawy okazały się bezpodstawne. Przemierzałem las, aż moim oczom ukazały się niewielkie wzgórki. Dzięki wcześniejszej lekturze domy...

Historia na polskich banknotach - 10 zł

     Jestem z pokolenia, w którym posługiwanie się gotówką było czymś normalnym, a właściwie stanowiło jedyną opcję płatności. Dziś spora część osób płaci za zakupy czy rachunek w restauracji „plastikiem”, czyli kartą płatniczą, przykładamy telefon albo korzystamy z popularnego polskiego wynalazku, jakim jest Blik. Są to sposoby dużo prostsze i zwiększające nasze bezpieczeństwo.      Karty bankomatowe są dziś zdobione ciekawymi motywami oraz logotypami banków, które je wydały. Na gotówce natomiast możemy dostrzec fascynujące elementy związane z historią. Przede wszystkim na każdym banknocie widnieją wybitni polscy władcy. Celowo użyłem słowa „władcy”, ponieważ wszyscy wiemy, że na najniższym nominale (10 zł) widnieje Mieszko I, który był pierwszym historycznym przywódcą, a nie królem Polski. Na każdym kolejnym nominale znajduje się już wizerunek króla. Nie są to przypadkowe postacie, lecz monarchowie, którzy wybitnie przyczynili się do rozwoju ekonomicznego...

Łączna liczba wyświetleń