Rozdział 6
Wehikuł czasu
Część 2
Inna ciekawa
podróż w czasie to również przemarsz, tym razem lasami niedaleko Garwolina.
Tutaj w przemierzaniu czasu pomagał nam nie tylko las ale i dwór, w którym
stacjonowaliśmy. Nie będę po raz kolejny opisywał jak się umawialiśmy i
startowaliśmy z Krakowa. Od razu przejdę do konkretów.
Wehikuł czasu
Część 2
![]() |
| Fot. Marta Kwaterska |
Jeden z
przepięknych lasów w okolicach Garwolina. Maszerujemy razem z kolegami z 1 PSK[1], którzy
byli organizatorami tego wydarzenia. Pomysł był o tyle ciekawy, że był to
przemarsz śladami 13 Dywizji Piechoty, która walczyła w czasie walk
wrześniowych. Gdzieniegdzie, można było jeszcze zobaczyć zachowane okopy lub
leje bo eksplozjach. Smaczku dodawały ustalone wcześniej zasady. Jedną z
przyjętych zasad było milczenie na
ustalonym odcinku drogi. Były też momenty kiedy szliśmy w ciszy reagując tylko
na znaki niewerbalne. Nie tylko
otaczająca przyroda umożliwiała nam podróż w czasie ale również i
rekonstruktorski ekwipunek. Koledzy posiadali epokowe karabiny, mundury, manierki,
puszki z jedzeniem, niezbędniki ale również i lornetki i mapy. Właśnie taka mapa
jest bohaterką jednej z anegdot, która nam się przytrafiła w czasie przemarszu.
Otóż poszukiwaliśmy drogi do wyznaczonego punktu. Kolega strzelec z 1 PSK
upierał się, że należy podążać taką a taką trasą, ponieważ tam dojdziemy do
mostu, który pozwoli nam maszerować dalej. Inny kolega tłumaczył mu, że to jest
zły pomysł, bo on nie przypomina sobie żadnego mostu w tych lasach. Kolega
strzelec nie dawał za wygraną argumentując, że to jest najlepsza mapa z 1937
roku. Niestrudzony tłumaczeniem, prośbami, groźbami i namowami postawił na
swoim i udaliśmy się w drogę. Maszerowaliśmy przez las, kilka kilometrów drogi
było już za nami, kiedy nagle poczuliśmy głód i zmęczenie. Niemal natychmiast
zrobiliśmy sobie przerwę na polanie. Idealny moment na przenosiny w czasie.
Rozglądałem się po kolegach leżących w trawie lub siedzących opartych o drzewa.
Białe koszule ze stójką, rogatywki z orzełkiem, karabiny ustawione w „kozła”,
wszyscy odpoczywali jedząc kiełbasę, jajka, kukurydzę, dzieląc się nawzajem tym
co kto miał. Inni gasili pragnienie pijąc wodę z manierek. Trzech kolegów stało
z boku studiując mapę i ustalając dalszą trasę. Wokół żadnej cywilizacji. W tym
lesie był rok 1939, żołnierze leżeli na polanie i czekali na dalsze rozkazy.
Kiedy wypoczęli, a rozkaz brzmiał maszerować dalej, wstaliśmy i maszerowaliśmy
do mostu. Przemierzaliśmy kilometry wyczekując naszego upragnionego celu.
Powoli słychać szum, który mógł oznaczać tylko jedno. Niebawem przeprawimy się
przez rzekę i wchodzimy w ostatnią fazę przemarszu. Dotarliśmy do rzeki ale
mostu nie było. Za to był krzyk jednego z kolegów z 1 PSK. To było coś w tym
stylu: „Tłumaczyłem ci do cholery, że to jest mapa 1937, że jest stara i może
być nieaktualna a most już dawno mógł przestać istnieć. To nie! Oczywiście
musiałeś się uprzeć. Psia krew po co ja cię w ogóle słuchałem.” W momencie
kiedy dowódca dawał reprymendę swojemu podopiecznemu, strzelec z 1 PSK robił
wrażenie jakby nie słuchał swojego dowódcy. Drapał się po głowie, przesuwając
lekko na bok furażerkę i mamrotał pod nosem ze stoickim spokojem: „Przecież to
taka dokładna mapa. Przecież wszystko się zgadzało. Jak to się mogło stać?!”.
Jak widać podróżowanie w czasie może być czasem zgubne i z tym również należy
uważać. Po długim marszu doszliśmy do wspomnianego wcześniej dworu gdzie stacjonowaliśmy. Kiedy wszedłem do
środka zaniemówiłem z wrażenia (co rzadko mi się zdarza). W środku piękne stare
meble, fotografie przedstawiające żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego (byli
to krewniacy jednego z kolegów z 1 PSK) na środku stał solidny drewniany stół,
na którym były już przygotowane wędliny, ogórki i wódka. Rzecz jasna w pięknej
epokowej butelce, smukłej zamykanej na korek. Wcześniej przygotowaliśmy
śpiwory, chyba jedyny element nie rekonstrukcyjny. Przebrani i lekko obmyci zasiedliśmy
do stołu. Sympatyczna rozmowa nie miałaby końca gdyby zmęczenie nie dało znać o
sobie. Po miłej pogawędce trzeba było kłaść się spać. Warunki były żołnierskie,
czyli spanie na twardej, drewnianej podłodze. Wszyscy pozasypiali bardzo
szybko. Zmęczenie okazało się sojusznikiem w walce z twardą podłogą. Na
następny dzień przemaszerowaliśmy jeszcze kilka kilometrów (nie korzystając już
mapy z 1937 roku) i udaliśmy się w kierunku naszych samochodów, którymi
bezpiecznie wróciliśmy do Krakowa.
[1] 1 Pułk
Strzelców Konnych.- grupa rekonstrukcyjna odtwarzający pułk o tej samej nazwie.
Pułk ten stacjonował w Garwolinie.

Dzięki za wpis! Z ciekawości: czemu śpiwory są "nierekonstrukcyjne"? W czym spali żołnierze podczas marszów? Pozdrawiam cieplutko ciepłego dnia!
OdpowiedzUsuńWitam!
OdpowiedzUsuńSprawa jest prosta - w 1939 roku żołnierze nie posiadali śpiwora. Jeszcze wtedy ich w ogóle nie było. Żołnierze w czasie wojny spali pod kocami, które nosili na tornistrach piechoty. Pozdrawiam serdecznie, Jurek.