Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (24) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 6
Wehikuł czasu 
Część 2
Fot. Marta Kwaterska
             Inna ciekawa podróż w czasie to również przemarsz, tym razem lasami niedaleko Garwolina. Tutaj w przemierzaniu czasu pomagał nam nie tylko las ale i dwór, w którym stacjonowaliśmy. Nie będę po raz kolejny opisywał jak się umawialiśmy i startowaliśmy z Krakowa. Od razu przejdę do konkretów.

Jeden z przepięknych lasów w okolicach Garwolina. Maszerujemy razem z kolegami z 1 PSK[1], którzy byli organizatorami tego wydarzenia. Pomysł był o tyle ciekawy, że był to przemarsz śladami 13 Dywizji Piechoty, która walczyła w czasie walk wrześniowych. Gdzieniegdzie, można było jeszcze zobaczyć zachowane okopy lub leje bo eksplozjach. Smaczku dodawały ustalone wcześniej zasady. Jedną z przyjętych zasad  było milczenie na ustalonym odcinku drogi. Były też momenty kiedy szliśmy w ciszy reagując tylko na znaki niewerbalne.  Nie tylko otaczająca przyroda umożliwiała nam podróż w czasie ale również i rekonstruktorski ekwipunek. Koledzy posiadali epokowe karabiny, mundury, manierki, puszki z jedzeniem, niezbędniki ale również i lornetki i mapy. Właśnie taka mapa jest bohaterką jednej z anegdot, która nam się przytrafiła w czasie przemarszu. Otóż poszukiwaliśmy drogi do wyznaczonego punktu. Kolega strzelec z 1 PSK upierał się, że należy podążać taką a taką trasą, ponieważ tam dojdziemy do mostu, który pozwoli nam maszerować dalej. Inny kolega tłumaczył mu, że to jest zły pomysł, bo on nie przypomina sobie żadnego mostu w tych lasach. Kolega strzelec nie dawał za wygraną argumentując, że to jest najlepsza mapa z 1937 roku. Niestrudzony tłumaczeniem, prośbami, groźbami i namowami postawił na swoim i udaliśmy się w drogę. Maszerowaliśmy przez las, kilka kilometrów drogi było już za nami, kiedy nagle poczuliśmy głód i zmęczenie. Niemal natychmiast zrobiliśmy sobie przerwę na polanie. Idealny moment na przenosiny w czasie. Rozglądałem się po kolegach leżących w trawie lub siedzących opartych o drzewa. Białe koszule ze stójką, rogatywki z orzełkiem, karabiny ustawione w „kozła”, wszyscy odpoczywali jedząc kiełbasę, jajka, kukurydzę, dzieląc się nawzajem tym co kto miał. Inni gasili pragnienie pijąc wodę z manierek. Trzech kolegów stało z boku studiując mapę i ustalając dalszą trasę. Wokół żadnej cywilizacji. W tym lesie był rok 1939, żołnierze leżeli na polanie i czekali na dalsze rozkazy. Kiedy wypoczęli, a rozkaz brzmiał maszerować dalej, wstaliśmy i maszerowaliśmy do mostu. Przemierzaliśmy kilometry wyczekując naszego upragnionego celu. Powoli słychać szum, który mógł oznaczać tylko jedno. Niebawem przeprawimy się przez rzekę i wchodzimy w ostatnią fazę przemarszu. Dotarliśmy do rzeki ale mostu nie było. Za to był krzyk jednego z kolegów z 1 PSK. To było coś w tym stylu: „Tłumaczyłem ci do cholery, że to jest mapa 1937, że jest stara i może być nieaktualna a most już dawno mógł przestać istnieć. To nie! Oczywiście musiałeś się uprzeć. Psia krew po co ja cię w ogóle słuchałem.” W momencie kiedy dowódca dawał reprymendę swojemu podopiecznemu, strzelec z 1 PSK robił wrażenie jakby nie słuchał swojego dowódcy. Drapał się po głowie, przesuwając lekko na bok furażerkę i mamrotał pod nosem ze stoickim spokojem: „Przecież to taka dokładna mapa. Przecież wszystko się zgadzało. Jak to się mogło stać?!”. Jak widać podróżowanie w czasie może być czasem zgubne i z tym również należy uważać. Po długim marszu doszliśmy do wspomnianego wcześniej dworu  gdzie stacjonowaliśmy. Kiedy wszedłem do środka zaniemówiłem z wrażenia (co rzadko mi się zdarza). W środku piękne stare meble, fotografie przedstawiające żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego (byli to krewniacy jednego z kolegów z 1 PSK) na środku stał solidny drewniany stół, na którym były już przygotowane wędliny, ogórki i wódka. Rzecz jasna w pięknej epokowej butelce, smukłej zamykanej na korek. Wcześniej przygotowaliśmy śpiwory, chyba jedyny element nie rekonstrukcyjny. Przebrani i lekko obmyci zasiedliśmy do stołu. Sympatyczna rozmowa nie miałaby końca gdyby zmęczenie nie dało znać o sobie. Po miłej pogawędce trzeba było kłaść się spać. Warunki były żołnierskie, czyli spanie na twardej, drewnianej podłodze. Wszyscy pozasypiali bardzo szybko. Zmęczenie okazało się sojusznikiem w walce z twardą podłogą. Na następny dzień przemaszerowaliśmy jeszcze kilka kilometrów (nie korzystając już mapy z 1937 roku) i udaliśmy się w kierunku naszych samochodów, którymi bezpiecznie wróciliśmy do Krakowa.


[1] 1 Pułk Strzelców Konnych.- grupa rekonstrukcyjna odtwarzający pułk o tej samej nazwie. Pułk ten stacjonował w Garwolinie.

Komentarze

  1. Dzięki za wpis! Z ciekawości: czemu śpiwory są "nierekonstrukcyjne"? W czym spali żołnierze podczas marszów? Pozdrawiam cieplutko ciepłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam!
    Sprawa jest prosta - w 1939 roku żołnierze nie posiadali śpiwora. Jeszcze wtedy ich w ogóle nie było. Żołnierze w czasie wojny spali pod kocami, które nosili na tornistrach piechoty. Pozdrawiam serdecznie, Jurek.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.