Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (25) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 6 
Wehikuł czasu 
Część 3


Przykładów podróży w czasie można by spisać wiele. Ja chciałbym podzielić się z Wami tymi, które najbardziej zapadły mi w pamięci, i które uznałem za najbardziej wartościowe. Taką właśnie podróżą w czasie były manewry naszego SRH. To wspomnienie tak naprawdę mogłoby trafić do rozdziału pod tytułem „SRH na ekranie”, ponieważ manewry te były organizowane na potrzeby skromniej produkcji hiszpańskiego reżysera amatora Oscara Galanskyego, który kręcił filmy dokumentalne o grupach rekonstrukcyjnych z Europy.
Co ciekawe sam Oscar należał do hiszpańskiej grupy rekonstrukcyjnej, która odtwarzała Wojsko Polskie. Brała ona udział w obchodach i uroczystościach przy ambasadzie polskiej w Madrycie. Sam Oscar był Hiszpanem, którego ojciec był Ukraińcem, a matka Polką. Pewnego dnia odezwał się on do naszego SRH i zająłem się sprawą, to znaczy utrzymywałem z nim kontakt i przekazywałem informacje do prezesa naszego SRH. Ustalono, że nasze SRH zorganizuje manewry zimowe, które on sam będzie mógł sfilmować. Efekt był znakomity. Nasz reżyser podszedł profesjonalnie do sprawy, wszystko nagrał i w ciekawy sposób zmontował. Jak jednak wyglądał sam film?
Nad scenariuszem pracował niezastąpiony Grzegorz Jurkiewicz. Pomysł na historię był taki: grupa partyzancka odtwarzana przez nasze stowarzyszenie otrzymuje informacje, że w okolicy będzie zrzucona paczka przez angielskich lotników. Zadaniem naszego oddziału było znalezienie i przejęcie ładunku, zanim to jeszcze zrobią Niemcy. Naszymi siłami dowodził rotmistrz Gładysz. Sceny były kręcone w okolicach wsi Nielepice. W zimowej aurze przemierzaliśmy lasy i polany przykryte białym puchem. Ubrany w piękny polski mundur i płaszcz byłem dobrze zabezpieczony przed zimnem. Na polu[1] panowała temperatura 15 stopni mrozu. Dzięki ciepłemu mundurowi i płaszczowi nie czułem zimnego powietrza. Mógłbym spokojnie napisać, że było idealnie, w sam raz. Kiedy jednak opuszczaliśmy las i wchodziliśmy na polanę, gdzie słońce mocno operowało zaczynało mi się robić wręcz gorąco. I znów scenka z wehikułu. Wyobraźcie sobie błękitne niebo, polanę całą białą zasypaną śniegiem, u góry mocne rażące słońce, a na tej polanie maszerujących gęsiego partyzantów. Ja właśnie taki widok miałem przed oczyma i widzę go do dziś. Żołnierzy poubieranych w różne stroje; (jak to partyzanci) jedni mieli niemieckie panterki, inni mundury polskie, jeszcze inni cywilne stroje. Wszystko jednak jakby przybyło z lat czterdziestych XX wieku. Nasza grupa partyzancka liczyła 12 może 14 osób. Oprócz sił „Wrzesień 39” był jeszcze z nami mój kuzyn Maciej Zgudka, który przyjechał w odwiedziny z Warszawy. Przez cały tydzień zachodziłem w głowę co by tu wymyślić, żeby znaleźć jakąś ciekawą rozrywkę dla niego. Sprawa była o tyle trudna, że kuzyn często mnie odwiedza i Kraków zna już naprawdę wybornie. Co gorsza nie tylko gród Kraka zna dobrze ale także i jego okolice. Jak by tego było mało, poczułem wyzwanie, ponieważ kiedy ja jestem u Maćka zawsze mogę liczyć na niebanalne atrakcje i masę rozrywki. Nie miałem pojęcia czym go tu zaskoczyć. Więc kiedy dowiedziałem się, jaki jest termin kręcenia filmu wiedziałem, że dla mojego kuzyna będzie to nie lada gratka. I rzeczywiście był bardzo zadowolony. Tym samym jak to się mówi- upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu. Kuzyn nie dość, że mógł ponownie odwiedzić Kraków, wziąć udział w produkcji filmu, to jeszcze zobaczył najprawdziwszą scenę batalistyczną. Od początku naszym zadaniem było znalezienie paczki, o której wiedzieliśmy z meldunku od dowództwa AK w Krakowie. Szukaliśmy wszędzie, w starych opuszczonych domach w lesie, w chaszczach koło polany, przeczesaliśmy łąki i zagajniki. Przy poszukiwaniach rozstawialiśmy czujki tak by nikt nas nie zauważył, ani miejscowa ludność- by jej nie przestraszyć, ani w żadnym wypadu Niemcy, którzy mogli być w pobliżu. Podczas przeczesywania terenu, w końcu znaleźliśmy paczkę wraz z dokumentami. Okazała się być przy drodze, która wiodła do sąsiedniej wsi. Z dołączonego listu dowiedzieliśmy się również, że oprócz paczki mamy jeszcze za zadanie odbić angielskiego lotnika, który wpadł w ręce Niemców, którzy zestrzelili samolot. Udaliśmy się z powrotem do lasu. Ten z kolei przeczesywaliśmy w bezwzględnej ciszy. Nikt z nikim nie rozmawiał, panowała grobowa cisza, a porozumiewaliśmy się tylko znakami niewerbalnymi. Poruszaliśmy się bardzo powoli stąpając wyjątkowo ostrożnie, tak by pozostać niezauważonym ani nieusłyszanym. Szukaliśmy niemieckich żołnierzy, którzy mieli pojmać angielskiego lotnika. Nagle padły strzały. Nie wiadomo, z której strony. Jeden, drugi, trzeci, nadal nie wiadomo skąd. Wiedzieliśmy tylko, że natrafiliśmy na Niemców. Poukrywaliśmy się za drzewami, za skarpami, które były blisko. W końcu doszło do wymiany ognia i kiedy zabrakło amunicji po obu stronach doszło do walki wręcz. Polacy okazali się lepsi i wygrali. Kolega Jurkiewicz, który odtwarzał rolę brytyjskiego oficera sił powietrznych został uwolniony. Nie obeszło się bez rannych i zabitych, którzy w filmie giną, a zaraz po zakończeniu kręcenia zdjęć, zmartwychwstają. Zabawa była przednia, świetnie się bawiliśmy. Na koniec wróciliśmy do wsi, gdzie pozostawiliśmy auta obok remizy strażackiej. W środku budynku, czekała na nas pyszna wiejska kiełbasa, pajdy chleba i ciepła herbata.
Jeżeli by ktoś chciał obejrzeć, któryś z filmów to gorąco zapraszam. Jestem przekonany, że każde z tych dzieł znajdzie swojego wielbiciela. Najprościej obejrzeć można ten ostatni, w reżyserii Oscara Galanskyego, który jest umieszczony na naszej stronie internetowej SRH Wrzesień 39, w zakładce filmy: pod tytułem „Manewry Zimowe”. Jeśli ktoś się zdecydował na obejrzenie tego jedenastominutowego filmu pełnego napięcia i akcji, nietuzinkowych efektów specjalnych oraz naszpikowanego plejadą gwiazd, jestem pewien, że nie będzie żałował.


[1] Wybaczcie, że nie piszę na dworze ale jestem rodowitym Krakusem z krwi i kości. Ja wychodzę na pole.

Komentarze

  1. Bardzo ciekawy wpis. Jednak zastanawia mnie twoje spojrzenie na rekonstrukcje jako zabawe. Jest to pewien sposób miłego spedzania czasu ale czy rzeczywiscie ma to coś wspólnego z rzeczywistością jaka była w '39 roku? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam

    Dziękuję za komentarz i zadane pytanie. Rekonstrukcji nie postrzegam jako tylko zabawy. Myślę, że to coś znacznie więcej (pisałem o tym w poprzednich postach). Manewry na pewno nie pozwolą poczuć tego co czuł żołnierz wrześniowy. Zmęczenie, wysiłek może tak... emocje, ból, przeżycia - nigdy.

    Pozdrawiam serdecznie, Jerzy Borkowski

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, też śledzę tego bloga (interesuje mnie historia i rozpowszechnianie jej) i nie mogę się powstrzymać przed komentarzem: rekonstrukcje są ważne! Nawet jeśli poniekąd przybierają formę zabawy to przede wszystkim ich ideą jest pokazywanie ludziom jak wyglądało dawniej życie, walka. To istotne szczególnie dla dzieci: należy przekazywać im wiedzę w możliwie jak najatrakcyjniejszej formie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na facebooku dałbym: Lubię to! ;P

      Pozdrawiam serdecznie, Jerzy Borkowski

      P.S

      Bardzo mi miło, że ktoś śledzi tego bloga :) Fajnie jest pisać dla kogoś.

      Usuń
  4. Haha, patrząc na licznik wyświetleń, czytelników jest wielu! Pozdrawiam również i czekam na dalsze posty o rekonstrukcjach i nie tylko.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.