Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (26) - z pamiętnika rekonstruktora


Rozdział 7
Misja „Ukraina”

Fot. Mariusz Dziekański
Część 1

W całej tej książce rozdział siódmy jest najważniejszy. Po pierwsze to właśnie te wspomnienia były inspiracją do napisania tej książki (tudzież blogu), a po drugie to właśnie od tych przeżyć, wspaniałych chwil zacząłem pisać tę pozycję. Są to momenty mojego życia, do których uwielbiam wracać i robię to bardzo często.
Z wielu zresztą powodów. To właśnie na tej misji (jak ją osobiście nazywam) przeżyłem prawdziwą przygodę, poczułem satysfakcję z dobrze wykonanej pracy oraz dumę z tego, że jestem Polakiem. Także tu miałem poczucie, że coś zrobiłem dla swojej Ojczyzny, zrobiłem coś naprawdę dobrego i konkretnego. Cieszyła mnie myśl, że moja miłość do Polski nie ogranicza się tylko do machania szalikiem w czasie meczu reprezentacji, czy tylko do chodzenia w koszulce z Białym Orłem na piersi. Misja nie trwała długo bo troszkę mniej jak tydzień, ale wyryła w mej świadomości istotne myśli: warto ciężko pracować, Polska to jedna z najwspanialszych rzeczy jaka mnie spotkała, potrafię dać sobie radę. Do dziś te myśli są we mnie i bardzo mi pomagają. Jednak jak to wszystko wyglądało, od czego się zaczęło i co się wydarzyło w ukraińskiej wiosce Mielnica opowiem poniżej.
Jest rok 2012, zbliżają się wakacje, na polu żar się leje z nieba, za oknami słońce operuje bezlitośnie. Człowiek w pracy powoli zaczyna myśleć o egzotycznych podróżach, gdzie mógłby odpocząć na plaży przesypując gorący piaseczek z ręki do ręki, cieszyć się palmami, ciepłym morzem, dobrym jedzeniem no i rzecz jasna niebanalnymi drinkami, bądź też dobrym winem. Trzeba było jednak pomyśleć nad kierunkiem i przystąpić do realizacji. Tylko właśnie gdzie tu jechać?!
            Wróciłem z pracy. Jak zawsze po powrocie do domu zjadłem doskonały, przygotowany przez Mamę obiad. Chwilę porozmawialiśmy jak komu minął dzień. Potem każdy poszedł w swoja stronę. Moja Mama udała się do swojego pokoju, gdzie zapewne zaczytywała się książkami o Krakowie, które wprost uwielbia (tego typu lektury nigdy dość). Ja zaś zniknąłem w moim ukochanym pokoju, który mieści się na piętrze rodzinnego domu. Zasiadłem przed komputerem i rozpocząłem przegląd prasowy. Dobrze jest wiedzieć co się wokół nas dzieje, jak to się mówi „co w trawie piszczy”. Na koniec oczywiście obowiązkowo musiałem przestudiować co się dzieje na forum SRH Wrzesień 39. Wpisałem login i hasło i zacząłem buszować. Najciekawszy rzecz jasna był dział imprez. Przeglądam go bardzo skrupulatnie i nagle moim oczom ukazuje się „WOŁYŃ CMENTARZE OPIEKA 2012”. Wtedy przypomniałem sobie, że ówczesny strzelec Mariusz Dz. informował nas na jednym ze spotkań o planowanym wyjeździe na Ukrainę w celu porządkowania polskich grobów. Wszedłem w wątek i zacząłem czytać. Dowiedziałem się, że pierwszy wyjazd jest niebawem co bardzo mnie zmartwiło bo wiedziałem, że w mojej pracy z powodu jej specyfiki nie dostanę urlopu. W temacie o wyjeździe byłem bardzo aktywny. Pisałem o swoich wielkich chęciach by wziąć udział w wyjeździe, pisałem też o wielkim żalu z powodu braku możliwości by pojechać w wyznaczonym terminie. Po pewnym czasie w temacie pojawił się wpis kolegi o pseudonimie „Precel”(jest to kolega z garnizonu lubelskiego). Napisał do mnie w poście, że nie ma czego się obawiać, że na pewno będzie drugi termin w okresie wakacyjnym. A to znaczyło z kolei, że będę mógł jechać. I rzeczywiście pojawił się drugi termin. 26 -29 lipca 2012 wyjazd do Mielnicy. Dla mnie trwało to trochę dłużej z racji tego, że musiałem dojechać z Krakowa i wrócić do Krakowa. Dla mnie wyjazd zaczął się 25, a zakończył 30 lipca. Były to jedne z najpiękniejszych dni w moim życiu.
Kiedy już zdeklarowałem się na wyjazd na stowarzyszeniowym forum, pozostało już tylko odliczenie czasu do godziny zero. Mijały tygodnie i dni. Codziennie myślałem o upragnionym wyjeździe. W końcu przyszedł 24 lipca. Z szafy wyjąłem torbę podróżną, do której spakowałem ubrania, kosmetyki, kubeczek, widelec, łyżeczkę, spiwór i parę innych przedmiotów niezbędnych do egzystowania pod namiotem w szczerym polu. W tym samym dniu zdążyłem jeszcze pobiec do kantora gdzie wymieniłem złote na hrywny.
Kiedy 25 lipca rano zadzwonił budzik nie miałem najmniejszego problemu, żeby wstać z łóżka. Jak to się mówi zerwałem się na równe nogi i zacząłem szybko się ubierać. Błyskawicznie przyrządziłem sobie śniadanie i herbatę. Musiałem to zrobić bardzo dyskretnie, cicho, ponieważ rodzice jeszcze spali, a nie chciałem ich obudzić. Zabrałem torbę i udałem się w drogę na przystanek, skąd odjeżdżał bus do Krakowa, a tam następnie miałem przesiadkę do busa jadącego do przepięknego Lublina. Podróż była nużąca, trwała kilka godzin. Emocje, które odczuwałem w środku były bardzo duże. Przez cały przejazd myślałem jak to będzie. Jadę na Ukrainę, biednego kraju, do małej wsi gdzie niekoniecznie muszą lubić Polaków. Jak by tego było mało, kilka dni wcześniej wyczytałem w internecie, że Mielnica leży pod Kowlem, miastem którego honorowym obywatelem jest Stiepan Bandera, który jak zakładam większość osób wie, był legendarnym przywódcą UPA, która to mordowała bezlitośnie Polaków na Wołyniu. Oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii wręcz specjalizowały się w okrucieństwie, torturowaniu Polaków. Status, płeć czy wiek nie miały znaczenia. Zamordować okrutnie trzymiesięczne dziecko czy w podeszłym wieku starca nie robiło ukraińskim bandytom różnicy. Zdając sobie z tego sprawę zadawałem sobie w myślach pytanie: Na ile jest żywy duch Bandery w Kowlu i w okolicach, szczególnie w Mielnicy? Co będzie jeśli miejscowi usłyszą polską mowę? Co będzie jeśli w  nocy będziemy mieli nieoczekiwane odwiedziny? W podróży towarzyszyło mi jeszcze wiele innych myśli.  Pomijając możliwe niebezpieczeństwa, myślałem jak wielka to będzie przygoda. Spanie pod namiotami, mycie się w strumieniu, wieczorne ogniska. To wszystko mnie bardzo napawało optymizmem.

Komentarze

  1. Cześć Jerzy! Biorąc pod uwagę historię, relacje polsko-ukraińskie to trudny temat. Niektóre rany zabliźniają się latami. Pielęgnowanie pamięci pi zmarłych pozwala nam Polakom poradzić z ta traumą i budowac poprawne relacje w przyszłości. Sama bralam udział w sprzątaniu cmentarza Łyczakowskiego . Byłam przerażona w jak opłakanym stanie są niektóre groby. Idea takiego wyjazdu jest słuszna.
    P.S. czy widzialew film "Wołyń" i co o nim sadzisz?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam serdecznie,

    Zgadzam się z Tobą w 100 % i przyznam, że o ile jechałem z obawami jak będzie wyglądać "przyjęcie" przez Ukraińców, wracam z bardzo miłymi wspomnieniami. Ludność Mielinicy, szczególnie młodzi mieszkańcy okazali się bardzo życzliwy co opisuje w kolejnych częściach "Misji Ukraina". Uważam również, że pomimo trudnej przyszłości należy budować przyszłość. Wierzę, że jest to możliwe. Sprzątanie grobów to idea piękna i słuszna, cieszę się, że są inni zapaleńcy pielęgnowania pamięci o Polakach na ziemiach utraconych. Co do filmu- wspaniale, że takie dzieło powstało, że ten trudny fragment historii został zekranizowany. Jednak sam obraz mi nie przypadł do gustu. Co mi się nie podobało? Pierwsze 20 minut, gdzie pokazane jest wiejskie wesele, niepotrzebne sceny erotyczne. Mam nadzieję, że takich filmów o trudnej tematyce będzie w naszych kinach coraz więcej.

    Pozdrawiam, Jurek

    P.S

    Przepraszam, że kazałem tak długo czekać na odpowiedź ale pogoda zachęciła mnie na wypad w góry. Polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za odpowiedź :)

    Wiem z doświadczenia, że młodzi Ukraińcy nie znają historii i nie przejmuję się nią - podobnie jak młodzi Polacy (niestety!).
    Z jednej strony to bardzo źle, bo jak już się zgodziliśmy, pamięć należy pielęgnować i postępować tak, by zło z minionych lat nie powróciło. Z drugiej - może właśnie dzięki temu łatwiej im nie skupiać się na wzajemnych animozjach?

    Jeśli chodzi o film: wychodzę z (być może naiwnego) założenia, że wykorzystanie erotyki w sztuce ma swoje uzasadnienie. Podobnie ukazanie przemocy. Artysta pragnący stworzyć naturalistyczne dzieło kładzie szczególny nacisk na to co brudne, wulgarne, gwałtowne: czyli po prostu ludzkie. Może taki właśnie był cel reżysera? Skontrastowanie ze sobą namiętności i skrajnego cierpienia?


    Zazdroszczę wyjazdu w góry! Pewnie Tatry...

    OdpowiedzUsuń
  4. Być może masz rację. Może reżyser filmu miał takie założenie. Ja tłumaczyłem to sobie w ten sposób: Smarzowski uznał, że z filmem chce dotrzeć nie tylko do starszej publiczności ale także i do młodzieży. Aby ją przyciągnąć postanowił wpleść trochę naturalizmu i erotyki. Bardzo możliwe, że się mylę ;P

    Wypad w góry był udany, a odwiedziłem Beskid Makowski.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.