Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (27) - z pamiętnika rekonstruktora


Rozdział 7
Misja „Ukraina”
 
Foto. Karol Banaszak


Część 2 
 
Trudno mi dziś powiedzieć która była godzina jak dojechałem do Lublina ale na pewno popołudniowa. Byłem solidnie zmęczony ale i zafascynowany tym co przede mną w najbliższym tygodniu. Na dworzec autobusowy jak dobrze pamiętam przyszedł po mnie kolega strzelec Damian, pseudonim „Lechu”. Razem udaliśmy się do mieszkania gdzie mogłem znaleźć schronienie, przenocować. Serdeczny kolega z Lublina uraczył mnie dobrym, ciepłym posiłkiem.
Następnie wziąłem gorący prysznic i udaliśmy się wieczorem na stare miasto na spotkanie z pozostałymi kolegami z garnizonu Lublin. Byli z nami jeszcze „Gołąb”, „Napoleon”, „Lechu”, i „Gudi”. Razem stanowiliśmy doborowe towarzystwo do wspólnej zabawy. Nasz wieczór zaczęliśmy od lokalu (niestety dziś już nie pamiętam nazwy) z fantastyczną atmosferą przedwojennej Polski. Meble, stroje kelnerek i muzyka w tle przenosiły nas w ten wspaniały czas. Piwo smakowało doskonale. W ten wieczór zdążyliśmy jeszcze spotkać kilka innych osób (nie zawsze związanych z stowarzyszeniem) i odwiedzić kilka ciekawych miejsc. Lublin nocą tętni życiem i zachęca do delektowania się jego urokami. Uliczki, bruk, placyki, kamienice, wieża Krakowska i Trynitarska, nie da się nie zakochać. Na koniec po udanym zwiedzaniu Lubelskich lokali udaliśmy się jeszcze na tak zwanego „kebsa”. Pani która go nam przyrządzała okazała się serdeczną koleżanką „Lecha”. Dzięki tym „wtykom” mogliśmy się cieszyć potrójną ilością mięsa. Zabawa była doskonała, śmiechu niezliczone ilości, piwo i kebab smakowały nieziemsko, a piękne stare ulice cieszyły oko. Rozwaga kazała jednak zmierzać do domu, bo rano trzeba było wstać.
Bladym świtem obudziłem się i szybko wstałem. Zjadłem solidne, bogate śniadanie, wypiłem kawę i udałem się na przystanek gdzie miałem wsiąść do autobusu. Ten z kolei miał mnie dostarczyć do dworca głównego. Dojechałem w ustalone miejsce i udałem się na plac Zamkowy gdzie kazano mi oczekiwać kolegi strzelca Artura. Minęło trochę czasu gdy zobaczyłem człowieka zmierzającego w moim kierunku. Trzymał on w jednym ręku bagaż, a w drugim łopatę.  Domyślałem się, że to właśnie Artur (z daleka trudno mi coś zobaczyć bo mam dużą wadę wzroku). Kiedy podszedł bliżej byłem już pewien, że to on. Przywitaliśmy się serdecznie. Teraz było już nas dwóch. Od Artura dowiedziałem się, że czekamy jeszcze na kolegę strzelca Mariusza, a także na człowieka z poza naszego stowarzyszenia- Andrzeja. 
Był to człowiek, również zafascynowany Polską historią. Szczególnie pasjonowały go militaria, okres drugiej wojny światowej i losy polskiej kawalerii z tego właśnie okresu. Andrzej znał również dobrze obyczaje ukraińskie. Wiedział jak na Ukrainie należy się zachowywać lub nie zachowywać w danej sytuacji, na co można sobie pozwolić, a kiedy lepiej uważać. Znał język, kulturę i społeczność. Był nie tylko miłośnikiem Ukrainy, a właściwie dawnych terenów polskich obecnie wchodzących w skład Ukrainy, ale również był wykształcony w tym zakresie.
Kończąc jednak prezentację postaci kompana Andrzeja, wróćmy do czasu kiedy z kolegą Arturem staliśmy na placu zamkowym w Lublinie. Otóż w pewnym momencie zauważyliśmy, że w naszym kierunku idzie dwóch mężczyzn. Byli to wyczekiwani koledzy. Andrzej i Mariusz. Pomogli nam zabrać rzeczy, które mieliśmy ze sobą i poszliśmy do samochodu. Ich pomoc była bezcenna, ponieważ zabrać się z wielkimi tobołami, wałówą i łopatą nie byłoby łatwo. Doszliśmy do pięknego czarnego Jeepa. Nie pamiętam dziś dobrze marki, ale wydaje mi się, że był to Jeep Wrangler, który później znakomicie nam służył na drogach i bezdrożach Ukrainy. Warto przy tym zaznaczyć, że tych drugich było znaczniej więcej. Kiedy poukładaliśmy wszystkie rzeczy w samochodzie, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy ku wschodniej granicy Rzeczypospolitej. Wtedy zaczęła się nasza prawdziwa przygoda, rozpoczęliśmy misję „Ukrainę”.
Przez Polskę jechaliśmy bardzo szybko i przyjemnie. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze by połączyć się z grupą paramilitarną „Sfora” z Garwolina, a także z grupą rekonstrukcyjną 1 PSK (Pierwszy Pułk Strzelców Konnych)[1] również z Garwolina. W sumie jak dobrze pamiętam były to dwa samochody i dziewięciu bardzo dobrych chłopaków. Na czele oddziału paramilitarnego stał Michał Sz. Rekonstruktorami dowodził pan Remigiusz. Siedząc w aucie obawiałem się postoju na granicy z Ukrainą. Nauczony dzięki strefie Schengen, że granicę przekracza się niepostrzeżenie i odzwyczajony od długich postojów na granicy, obawiałem się kolejek i wielogodzinnego oczekiwania. Jak się później okazało Andrzej zorganizował na nasz wyjazd dokumenty dyplomatyczne, które pozwoliły nam przekroczyć granicę „bezboleśnie”. Pasem dyplomatycznym przejechaliśmy na Ukrainę szybko i przyjemnie. Wszystko było właściwie formalnością. Czuliśmy się bardzo ważni, niemalże jak jakiś korpus dyplomatyczny lub coś w tym rodzaju.  Z poczuciem dumy i z satysfakcją, kontynuowaliśmy podróż już na obczyźnie. Po stronie ukraińskiej zatrzymaliśmy się by wymienić walutę, złotówki na hrywny, ponieważ nie wszyscy to zrobili w Polsce.  Tak naprawdę nie było problemu by na Ukrainie płacić złotówkami. Korzystając z okazji, rzecz jasna trzeba było zrobić przerwę na papierosa. Temu wszystkiemu towarzyszyło dużo śmiechu i radości. Po przerwie wsiedliśmy w samochody i ruszyliśmy do celu. Od granicy jechaliśmy jeszcze jakieś dwie, może trzy godziny. Ukraina zachwyca widokami. Zza okien drogich samochodów, którymi jechaliśmy widać było wszechobecną biedę. Skromne, przeważnie zaniedbane domy[2] i gospodarstwa, ubogie sklepy, ludzie ubrani bardzo prosto, dziurawy asfalt postrzępiony po bokach, smutne miasta z pustymi ulicami. Mówiąc kolokwialnie… „inny świat”. Jednak pejzaże były nie do opisania, zapierające dech w piersiach, cudowne, naturalne dzieła sztuki, godne pozazdroszczenia, szczególnie jak przychodziła myśl, że kiedyś to było nasze. Nasze polskie. Ogromne pola, piękne zielone lasy, ubogie a przepiękne w swej prostocie ogródki. Na mnie zrobiły największe wrażenie te przestrzenie, ich nieskończoność. Pola na które się patrzyło; wydawałoby się, że żeby dojść na ich koniec trzeba by było ze dwa dni.  Ukraina mimo, że biedna, to godna podziwu. Do ukraińskich widoków pozwolę sobie jeszcze kilka razy wrócić, ponieważ są one naprawdę obłędne i warte uwagi.


[1] 1 PSK- pułk ten faktycznie przed wojną stacjonował w Garwolinie. W czasie walk wrześniowych bardzo zasłużony w obronie kraju.
[2] Absolutnie nie wyniku braku chęci, czy braku potrzeby zachowania estetyki ale przeważnie z powodu braku funduszy, wszechobecnej nędzy.

Komentarze

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.