Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (29) - z pamiętnika rekonstruktora




Rozdział 7
Misja „Ukraina”

 
Cmentarz w Mielnicy. Zdjęcie pobrano z:http://twojglos-garwolin.pl/ps-15933-pamietaja-o-polskich-cmentarzach-na-wolyniu/
Część 4

Z początku wziąłem do za dobry żart pana Remigiusza. Jak się później okazało nie był to dowcip. On sam jako pierwszy wskoczył do kanału i zaczął maszerować w miejscu. Wszyscy, spragnieni chłodzącej po ciężkim dniu pracy kąpieli wskakiwali do kanału nie bacząc na paskudne pijawki, które mogłyby się przyssać. Nie była to może kąpiel relaksacyjna ale przyniosła człowiekowi wielką ulgę, a o to właśnie chodziło. Wskoczyłem do wody, myjąc się przebierałem nogami i udało się, że nic nie złapałem, a właściwie nic nie złapało mnie.
Lubię przygody, nie przeszkadzają mi ciężkie warunki ale pijawki? O nie! Nigdy w życiu. Na następny dzień po ciężkiej pracy przy ścinaniu i paleniu drzew, ponownie udaliśmy się do kąpieli. Ja jednak tym razem zrezygnowałem z kanału. Udałem się parę metrów dalej gdzie biło źródło z lodowatą wodą. Wlałem wodę do wiadra i chlusnąłem na siebie. Pobudzenie pierwsza klasa. Następnie namydliłem się żelem pod prysznic i powtórzyłem zabieg. Lodowata, zimna, krystalicznie czysta woda, dawała niesamowite orzeźwienie i stawiała na nogi w mgnieniu oka. Nie ma lepszego uczucia jak wtedy kiedy weźmie się kąpiel w szczerym polu, przy źródle, po ciężkiej, dobrze wykonanej pracy. Aż chce się żyć. Warto też zaznaczyć, że z owego źródła piliśmy wodę. W ciągu dnia podjeżdżaliśmy z pięciolitrowymi baniakami i uzupełnialiśmy je pod korek. To była najpyszniejsza woda jaką w życiu piłem. Prosto ze źródła, zimna, zdrowa bo naturalna, gasiła pragnienie jak żadna mineralna w sklepie. I tu ponownie pojawia się wątek przepięknych krajobrazów. Źródło otoczone drewnianym płotkiem, zaraz obok stała maleńka ławeczka, gdzie mogła usiąść jedna osoba. Zaraz przy niej stary blaszany kubeczek, który służył każdemu podróżnemu, który potrzebował ugasić pragnienie. Po wypiciu każdy obmywał naczynie i odstawiał je na miejsce. Żadnej sterylności, obawy o zarazki, żadnych norm i wymogów Unii Europejskiej. Po prostu- chciałeś się napić to się napij, tylko zostaw porządek po sobie dla innych. Gdy się siadło na wspomnianej ławeczce można było słuchać szumku bijącego źródełka i oglądać lasy, pola i piękne niebieskie niebo, soczystą zieleń traw i liści na drzewach. Wśród złocistych zbóż stała stara, prześliczna biała kapliczka z zaokrąglonym dachem. Dach uwieńczony krzyżem. Coś po prostu przepięknego. Niewielka, mała ,lekko nadgryziona przez ząb czasu, z wielkim wdziękiem i urokiem, budowla cieszyła oko. Nie trzeba jechać do Włoch czy do Grecji by takie rarytasy oglądać. Człowiek po ciężkiej pracy, po szarpaninie z chaszczami naprawdę odpoczywał w ciszy, z pięknymi widokami, z prześliczną przyrodą. W takim miejscu można było wypoczywać. Ja te okoliczności wykorzystałem na rozmowę z Bogiem. Rozmowy z czasem okazały się bardzo owocne.
Wracając do samej misji „Ukraina”. Po dobrze wykonanej pracy, każdy marzy o wypoczynku i rozrywce. Tym bardziej jak się jest bardzo młodą osobą. W trakcie pracy nie brakowało dyskusji i propozycji co można byłoby zrobić wieczorem. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na wypad do miejscowej ukraińskiej dyskoteki. Dziś po latach przyznam szczerze: zdecydowałem się na ten wyjazd, ponieważ chęć zabawy i przeżycia czegoś ciekawego było większe niż lęk przed ukraińskimi sympatykami miejscowych dyskotek. Tym bardziej, że alternatywą było pozostanie w obozie i siedzenie w namiocie jeszcze z jedną osobą, która miałaby pilnować obozu. Mało atrakcyjne. Jednak przed samym wyjazdem modliłem się prosząc Chrystusa by nas miał w opiece. By nie pozwolił by któremuś z nas stała się krzywda. W końcu Ukraińcy z małej, malutkiej wsi słysząc język polski kojarzący się im nie najlepiej, mogliby chcieć nas pobić – tak mi się wówczas wydawało. Po alkoholu różnie bywa. Pan Bóg jednak nie pozostał obojętny na moje wołania. Bawiliśmy się fantastycznie. Ruszyliśmy do Hołob do dyskoteki w dwa samochody. Podjechaliśmy na miejsce i wchodzimy na imprezę. Wykąpani, umyci, z wymodelowanymi włosami, ubrani w piękne koszule znanych marek, wyperfumowani Chanelami lub Yves Saint Laurent wyglądaliśmy niczym gwiazdy z ekranu telewizji. Skąd to porównanie i moja śmiałość by tak napisać? Otóż kiedy wychodziliśmy schodami do góry, zmierzając do dyskoteki wyszła nam naprzeciwko piękna młoda Ukrainka. Jej reakcja na nasz widok mocno nas podbudowała i ucieszyła. Kiedy nas zauważyła, zrobiła wielkie, okrągłe oczy, uśmiechnęła się szeroko i zaczęła się wachlować swoimi delikatnymi dłońmi wykrzykując: „Ojoj joj, to shcho prekrasni khloptsi” (czyt. Ojoj joj to szto prekrasnji hlopcj), co można przetłumaczyć- „jacy prześliczni chłopcy” lub „jakie piękne chłopaki”. Kiedy troszkę już ochłonęła wbiegła z powrotem do dyskoteki i poleciała do swych koleżanek. My zajęliśmy miejsca przy stoliku, a część naszych prześlicznych chłopaków poszła do baru po piwo i wódkę. W środku lokalu oprócz przeuroczych Ukrainek znajdowali się młodzi Ukraińcy. Bawiliśmy się znakomicie, rozmawialiśmy o postępach w pracy przy sprzątaniu cmentarza, Andrzej opowiadał nam o kulturze i obyczajach ukraińskich. W końcu do naszego stolika podeszły Ukrainki. Zaczęły się tańce i rozmowy. Było głośno, wesoło i sympatycznie. Od czasu do czasu, wychodziliśmy na zewnątrz by zapalić papierosa. Po jednej z takich przerw na papierosa kolega wrócił blady i przejęty. Poinformował nas, że na zewnątrz kiedy palił papierosa, miejscowi wieśniacy wołali do niego krzycząc: „eee pajac”. Szykowaliśmy się na najgorsze. W końcu nie byli po pierwszym kieliszku 40 % alkoholu, a po za tym mogli być zazdrośni o „swoje” dziewczyny. Po chwili namysłu kolega z SRH porwał butelkę wódki ze stołu i zawołał zmierzając do drzwi wyjściowych: „zaraz wracam”. Po kilkunastu minutach wrócił z naszymi nowymi kolegami, uśmiechnięty i bardzo zadowolony z nowych znajomości. Co się okazało, „pajac” w ich slangu nie był obraźliwy, a miał znacznie „kolego”, „nieznajomy przyjacielu”. O tym nawet zdaje się nie wiedział nasz przewodnik po Ukrainie, Andrzej. Z nowymi kolegami bawiliśmy się rewelacyjnie. Śmiechy, żarty, wznoszenie toastów, tańce. Zabawa trwała w najlepsze. Raz dźwięk stukającego się szkła był sygnałem, że pijemy za zdrowie kolegów Ukrainy, drugi raz za nasze zdrowie, raz za przyjaciół z Polski, drugi raz za przyjaciół z Ukrainy. Imprezowaliśmy długo, zastało nas poranne słońce kiedy wychodziliśmy z dyskoteki. Andrej bo tak miał na imię jeden z chłopaków z dyskoteki wymienił się z kolegami z Garwolina adresem email. On ubrany w dres i buty Nike, podobnie jak jego pozostali kumple ćwiczyli king boxing. Do dziś bardzo się cieszę, że się polubiliśmy. Żarty, żartami, ale byli naprawdę w porządku. Oni stawiali nam wszelakie napoje w barze i my im również. Poznaliśmy ich opinie na temat życia na Ukrainie, my podzieliliśmy się swoimi odczuciami z życia w Polsce. Nie mogło się obejść bez rozmów o sporcie. Zabawa była super. Po wspaniałej imprezie trzeba było wracać do obozu. Była w końcu 6:30 rano. Wróciliśmy do obozu o 7 i poszliśmy wszyscy spać. Ja jako jedyny wstałem o godzinie 9 i zabrałem się do pracy. Sam ścinałem drzewa i chaszcze, wykopywałem nagrobki i wynosiłem drewno na kupę do spalenia. Koledzy zebrali się jakieś 2 godziny później. Od samego rana panowały doskonałe humory, śmialiśmy się i wspominaliśmy ukraińską dyskotekę. Dzień wyglądał jak każdy inny, po południu obiad, po obiedzie książka, w cieniu piwko, lub spacer- kto co wolał i na co miał ochotę. Po odpoczynku znów walka z akacjami i śmieciami, i tak do wieczora. W trakcie pracy lubiłem sobie zrobić 10 minut przerwy siąść na trawie i oglądać morze zbóż. Złocisty kolor rozciągał się po horyzont. Był to niesamowity widok. Naprawdę wyglądało to jak morze, tyle że złocistego koloru. Ogrom tego był niesamowity. Mam nadzieję, że będę miał jeszcze kiedyś okazję zobaczyć ten przedsionek Edenu. Nigdy wcześniej nie powiedziałbym, że step może być tak pochłaniający.

Komentarze

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.