Rozdział 7
Misja „Ukraina”
![]() |
| Zdjęcie pobrane z https://pl.wikipedia.org/wiki/Ho%C5%82oby |
Część 5
Wieczorem usiedliśmy do ogniska.
Kiełbaski, piwko i ukraińskie dziewczyny, które nas odwiedziły, a które
poznaliśmy w dyskotece. My mężczyźni śpiewaliśmy piosenki, przeważnie wojskowe,
ułańskie. „O mój rozmarynie”, „Wojenko, wojenko”, „Maszerują strzelcy” ale
także i hity z polskiego radia: Budka suflera czy Perfekt. Ognisko na Ukrainie
nie obeszło by się bez zaśpiewania „Sokołów”. Ukrainki przysłuchiwały się nam i
robiły wrażenie zadowolonych oraz zaciekawionych.
Po pewnym czasie wstały i
wdzięcznie dygnęły oświadczając, że muszą wracać do domów. Dwaj koledzy
wykazali się nienagannym zachowaniem i odprowadzili dziewczyny do domu. My
siedzieliśmy dyskutując o historii miejsca, w którym się znajdowaliśmy. O
przechodzeniu tych ziem w ręce to ukraińskie, to rosyjskie, to polskie. Przeplatających
się kulturach, wyznaniach, językach, tradycjach i obyczajach. O doskonałym 19
Pułku Ułanów Wołyńskich, który walczył we wrześniu 1939 roku, o bohaterskiej 27
Wołyńskiej Dywizji Piechoty, a także o samej rzezi, która się dokonała na tych
ziemiach. Tematów były dziesiątki. Piękne rozgwieżdżone niebo, świeże, czyste
powietrze, oraz trzask palącego się w ognisku drewna zachęcał by posiedzieć
jeszcze chwilę i pogawędzić z kompanami. Czas płynął powoli, zbliżał się dzień
powrotu do Polski, do ukochanego domu.
Rano wstaliśmy i zjedliśmy już
ostatnie śniadanie w naszym obozie. Potem przyszedł czas rozbiórki. Pakowaliśmy
nasze ubrania i sprzęty. Namioty złożyliśmy i zapakowaliśmy do samochodów. Na
sam koniec została ściągnięta z masztu Polska flaga. Nastał moment by pożegnać
ziemię ukraińską. Żal był odjeżdżać bo było cudownie. W dzień ciężka praca,
którą wykonywało się chętnie, bo znało się jej szczytny cel. Wieczorem kąpiel
przy przepięknych wołyńskich pejzażach, w chłodzącym źródle, podpatrywani przez
purpurowe zachodzące słońce. A nocą wspaniała zabawa lub ognisko z przepysznymi
kiełbaskami lub ukraińskimi przysmakami. W sklepie w Hołobach można było kupić
ośmiorniczki i malutkie rybki panierowane. Świetnie pasowały do piwa. Mogliśmy
wracać do domu dumni i pełni satysfakcji. Cmentarz w Mielnicy odzyskał dawny
blask. Drzewa były wycięte i nekropolie można było podziwiać z ulicy. Płyty
nagrobne leżały na ziemi a nie pod nią. Zrobiliśmy ścieżki i gdzieniegdzie
posadziliśmy kwiaty. Śmieci posegregowaliśmy i czekały tylko na wywóz. Miejsce
spoczynku naszych rodaków wyglądało pięknie a przede wszystkim z należytą
godnością. Wróćmy jednak do samego powrotu. Ruszyliśmy w drogę trzema autami.
Nasze auto w pewnym momencie się odłączyło, ponieważ Andrzej chciał odwiedzić
starego znajomego księdza. Przed granicą jedno z aut miało na nas czekać, by
razem przekroczyć granicę z papierami dyplomatycznymi. Dojechaliśmy do miejsca
gdzie wyczekiwał nas znajomy ksiądz. Córka Andrzeja pomagała tam przy
konserwacji i remoncie kościoła (jestem pełen podziwu dla Andrzeja i jego
rodziny, to naprawdę dobrzy ludzie, prawdziwi patrioci). Kiedy dojechaliśmy na
miejsce, ksiądz z Polski przyjął nas bardzo chętnie i uraczył obiadem. Było
niezwykle miło i tu mogliśmy wysłuchać ciekawych opowieści. Zachęceni przez
pasterza pojechaliśmy obejrzeć ziemie Kostiuchnówki, gdzie odbyła się bitwa w
1916 roku między wojskami Austro- Węgier a Imperium Rosyjskim. Po drodze mogliśmy obejrzeć nekropolie
polskich żołnierzy oraz przepiękny wiejski cmentarz. Płyty nagrobne były takie
jak u nas w Polsce ale wszystkie krzyże były ozdobione bibułą. Kolory mieniły
się jak w kalejdoskopie. Żółty, czerwony, fioletowy, niebieski, zielony,
różowy, pomarańczowy, wszystkie paski bibuły szeleściły na wietrze. Cmentarzyk
wyglądał przepięknie.
Wybiła godzina popołudniowa, trzeba
było kierować się w kierunku granicy. Zmierzając już ku Ojczyźnie Andrzej
skontaktował się z kierowcą drugiego auta (celowo tu nie wymieniam nazwiska),
jak się okazało ten postanowił na nas nie czekać z dokumentami. Dlaczego? Tego
nie wiem, mam nadzieję, że rzeczywiście był ku temu jakiś ważny powód. Z powodu
tej decyzji zamiast przekroczyć granicę w 15 minut, staliśmy kilka godzin.
Dojechaliśmy do granicy późnym popołudniem, a przekroczyliśmy ją późną godziną
nocną, koło drugiej, trzeciej w nocy. Niestety kolega z obozu nie okazał się
solidarny i miał za nic nasze stanie w długiej kolejce, nie mówiąc, że mógł nas
narazić na jakieś nie przyjemności związane z przekraczaniem granicy. Na
szczęście wszystko skończyło się dobrze. Wtedy poczułem, a właściwie mogłem
sobie wyobrazić choć troszkę, jak czują się żołnierze wracający do kraju. Rzecz
jasna ich zasługi są dużo większe, a życie jest dużo bardziej narażone, ale
powrót do domu z ciężkich warunków jest myślę zawsze taki sam (jeśli te
wspomnienia czyta jakiś żołnierz i uraziłem go w jakiś sposób to przepraszam,
ale nie miałem nic złego na myśli). Po przekroczeniu granicy z Białym Orłem,
poczułem się wspaniale, niebiańsko ale przede wszystkim pomyślałem sobie jedno,
głęboko wzdychając z wielką radością i ulgą: „nareszcie w domu!!!”
Potem dojechaliśmy do Lublina gdzie przenocował
mnie „Gudi” kolega z SRH rzecz jasna. Po drzemce udałem się prosto do busa do
Krakowa. Już nie mogłem się doczekać jak przekroczę próg domu i wyściskam
wszystkich: Mamę, Tatę, Brata i Siostrę, no i ukochanego pieska Kierka-
najwspanialszego seterka na świecie. Dojechaliśmy po blisko czterech godzinach
do ukochanego grodu Kraka. Została już tylko przesiadka do busa jadącego do
Wieliczki. Wsiadłem i ruszyliśmy od razu. Ostatnie metry do domu prawie
biegłem. Jakaż była radość moja i moich bliskich. Przez kilka dni człowiek może
zatęsknić i to bardzo. Na Ukrainie było wspaniale ale hasło „wszędzie dobrze ale w domu najlepiej”, wtedy dało się
najlepiej odczuć i było łatwiej zrozumieć.
Dziś z wielką satysfakcją i z wielkim
sentymentem wspominam te dni. Z przyjemnością siedzę w moim żółtym fotelu w
domu i kreślę te wspomnienia. Mam nadzieję, że uwieczniając je przekaże również
coś wartościowego. Nie tylko opis rajskiego Wołynia ale też i kawałek historii
oraz lekcji tego, że warto dbać o pamięć o przodkach i tradycji.
Po powrocie z Ukrainy zostałem
zobligowany do napisania krótkiego streszczenia z tamtych wydarzeń. Następnie
napisane „dzieło” miałem opublikować na SRHackim forum. Na świeżo, pamiętając
jeszcze wówczas wiele szczegółów, napisałem taką oto skąpą notatkę:
„Roku Pańskiego 2012, w dniach 26-29 lipca członkowie SRH
„Wrzesień39” brali udział w akcji porządkowania grobów na Ukrainie w
miejscowości Mielnica. W misji wzięli udział strzelec Artur Gałan, strzelec
Mariusz Dziekański, strzelec Jerzy Borkowski.
Na samym początku chciałbym podziękować towarzyszom wspólnego wyjazdu z garnizonu lubelskiego za wspaniałą gościnę i pomoc w przygotowaniu do wyjazdu. W dniu 26 lipca wyjechaliśmy z przepięknego Lublina na Ukrainę. Przekroczenie granicy odbyło się bardzo sprawnie i szybko dzięki działaniom Andrzeja Mazurka. Na miejsce dotarliśmy w godzinach popołudniowych. Od razu po przybyciu rozbiliśmy obóz i przystąpiliśmy do pracy. Wysiłkowi towarzyszył żar z nieba i wszechobecne robactwo. Do naszych obowiązków należało: wycinka drzew, wyrywanie bujnie rosnących krzewów, odkopywanie grobów, palenie ściętych krzaków oraz usuwanie dzikiego wysypiska śmieci. Podsumowując, znów cmentarz w Mielnicy ujrzał światło dzienne a ludzie mogli się dowiedzieć o jego istnieniu. Pod wieczór wykąpaliśmy się w lodowatym źródle co pomogło nam odzyskać nie tylko świeżość ale i energię i pogodę ducha. Po kąpieli zasiedliśmy w koło ogniska, śpiewaliśmy, jedliśmy przepyszne kiełbasy, odpoczywając i odprężając się. Następnego dnia prace rozpoczęliśmy o godzinie 7 rano. Od samego początku towarzyszył nam upał. Żar lał się z nieba, a zmęczenie po nocnych śpiewach i debatach nie ułatwiało zadania. Po godzinie pracy spożyliśmy śniadanie. Po krótkim odpoczynku ponownie przystąpiliśmy do pracy. Po paru godzinach walki z akacjami, drzewami i innymi chaszczami zjedliśmy przepyszny obiad. Po obiedzie każdy mógł się chwilę zrelaksować, odpocząć i zdrzemnąć. Jedni znajdowali uciechy w sączeniu chłodnego piwka, inni śpiąc, a jeszcze inni czytając ulubioną lekturę. Po zasłużonym odpoczynku ponownie przystąpiliśmy do pracy i tak do zachodu słońca. Po kąpieli w lodowatym źródle której towarzyszyło mnóstwo śmiechu udaliśmy się do miejscowości Hołoby. Tam znaleźliśmy miejscową dyskotekę, gdzie wspaniale się bawiliśmy z tamtejszą młodzieżą, tańcząc, śpiewając, rozmawiając oraz kosztując miejscowe trunki. Zabawa z serdecznymi Ukraińcami trwała do wschodu słońca, do 6 rano. Mimo długotrwałej zabawy i wczesnej godziny powrotu sumiennie wstaliśmy do pracy o godzinie 9. Podobnie jak w pozostałe dni pracowaliśmy cały dzień robiąc przerwy na śniadanie, obiad i chwilkę odpoczynku na drzemkę i rekreację. Niestety przyszedł czas powrotu do domu, trzeba było złożyć obóz, zrobić porządki i szykować się do wyjazdu. Powrót odbył się całkiem sprawnie gdyby nie długie stanie na granicy dzięki panu R[1]. (Bez komentarza). Wracając odwiedziliśmy polskiego księdza który nas uraczył znakomitym obiadem, obejrzeliśmy polskie groby w Kostiuchnówce i potem udaliśmy się już prosto do granicy by wrócić już do domu, do Polski… Wyjazd był znakomity i jestem pewien że Ci którzy na nim byli na pewno będą go wspominać niejednokrotnie i z niejedną łezką w oku…
Pozdrawiam serdecznie, strzelec Borkowski.”
Na samym początku chciałbym podziękować towarzyszom wspólnego wyjazdu z garnizonu lubelskiego za wspaniałą gościnę i pomoc w przygotowaniu do wyjazdu. W dniu 26 lipca wyjechaliśmy z przepięknego Lublina na Ukrainę. Przekroczenie granicy odbyło się bardzo sprawnie i szybko dzięki działaniom Andrzeja Mazurka. Na miejsce dotarliśmy w godzinach popołudniowych. Od razu po przybyciu rozbiliśmy obóz i przystąpiliśmy do pracy. Wysiłkowi towarzyszył żar z nieba i wszechobecne robactwo. Do naszych obowiązków należało: wycinka drzew, wyrywanie bujnie rosnących krzewów, odkopywanie grobów, palenie ściętych krzaków oraz usuwanie dzikiego wysypiska śmieci. Podsumowując, znów cmentarz w Mielnicy ujrzał światło dzienne a ludzie mogli się dowiedzieć o jego istnieniu. Pod wieczór wykąpaliśmy się w lodowatym źródle co pomogło nam odzyskać nie tylko świeżość ale i energię i pogodę ducha. Po kąpieli zasiedliśmy w koło ogniska, śpiewaliśmy, jedliśmy przepyszne kiełbasy, odpoczywając i odprężając się. Następnego dnia prace rozpoczęliśmy o godzinie 7 rano. Od samego początku towarzyszył nam upał. Żar lał się z nieba, a zmęczenie po nocnych śpiewach i debatach nie ułatwiało zadania. Po godzinie pracy spożyliśmy śniadanie. Po krótkim odpoczynku ponownie przystąpiliśmy do pracy. Po paru godzinach walki z akacjami, drzewami i innymi chaszczami zjedliśmy przepyszny obiad. Po obiedzie każdy mógł się chwilę zrelaksować, odpocząć i zdrzemnąć. Jedni znajdowali uciechy w sączeniu chłodnego piwka, inni śpiąc, a jeszcze inni czytając ulubioną lekturę. Po zasłużonym odpoczynku ponownie przystąpiliśmy do pracy i tak do zachodu słońca. Po kąpieli w lodowatym źródle której towarzyszyło mnóstwo śmiechu udaliśmy się do miejscowości Hołoby. Tam znaleźliśmy miejscową dyskotekę, gdzie wspaniale się bawiliśmy z tamtejszą młodzieżą, tańcząc, śpiewając, rozmawiając oraz kosztując miejscowe trunki. Zabawa z serdecznymi Ukraińcami trwała do wschodu słońca, do 6 rano. Mimo długotrwałej zabawy i wczesnej godziny powrotu sumiennie wstaliśmy do pracy o godzinie 9. Podobnie jak w pozostałe dni pracowaliśmy cały dzień robiąc przerwy na śniadanie, obiad i chwilkę odpoczynku na drzemkę i rekreację. Niestety przyszedł czas powrotu do domu, trzeba było złożyć obóz, zrobić porządki i szykować się do wyjazdu. Powrót odbył się całkiem sprawnie gdyby nie długie stanie na granicy dzięki panu R[1]. (Bez komentarza). Wracając odwiedziliśmy polskiego księdza który nas uraczył znakomitym obiadem, obejrzeliśmy polskie groby w Kostiuchnówce i potem udaliśmy się już prosto do granicy by wrócić już do domu, do Polski… Wyjazd był znakomity i jestem pewien że Ci którzy na nim byli na pewno będą go wspominać niejednokrotnie i z niejedną łezką w oku…
Pozdrawiam serdecznie, strzelec Borkowski.”

Cześć Jerzy! :) Myślałam, że usunąłeś bloga! Tymczasem wyczytałam, że szykują się zmiany... Mam nadzieję, że wraz z zakończeniem projektu "Strażnicy Pamięci" nie porzucisz zupełnie tematyki patriotycznej i rekonstrukcyjnej! Niewiele jest ciekawych blogów na ten temat, również niewielu blogerów chętnie wyraż swoją opinię na te tematy... Powodzenia, pisz dalej! :)
OdpowiedzUsuńBlog póki co pozostaje! Tematy patriotyczne będą na pewno kontynuowane. Rekonstruktorskie? Kto wie? Czas pokarze. Co do zmian z czasem będzie się coraz więcej wyjaśniać.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Jurek