Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (31) - z pamiętnika rekonstruktora


Rozdział 8

Niezwykłe spotkania
Fot. Marta Kwaterska. Na zdjęciu w rogatywce bohater września 1939 roku, płk Zdzisław Baszak. 


Część I 

Czas spędzony we „Wrześniu 39” to czas pełen nauki, radości, świetnej zabawy, ale też i czas patriotycznych obowiązków. Życie w stowarzyszeniu nie kończy się tylko na bieganiu z repliką karabinu w czasie rekonstrukcji, na staniu na baczność w czasie Mszy Świętej. Rekonstrukcja to coś więcej. Zapewne nie zabrzmi to oryginalnie ale nie dbam o to. Bo nie o oryginalność mi chodzi, a o szczerą prawdę.
Najważniejsze w SRH to ludzie. Ci których tu poznałem w jakimś stopniu stali się moją rodziną. Świetnie czuję się w ich towarzystwie, co więcej- wiem, że mogę na nich liczyć nie tylko na polu rekonstrukcyjnej bitwy ale też na życiowych pobojowiskach. Tych ludzi po prostu uwielbiam. Cieszę się, że byli ze mną w jakże ważnym dniu dla mnie, w dniu mojego ślubu z moją ukochaną żoną Agnieszką. Jestem bardzo rad, że zechcieli bawić się z nami na naszym weselu. Przyznam jednak szczerze, że to nie im chcę poświęcić ten rozdział. Mam nadzieję, że mi to wybaczą i zrozumieją sens tego rozdziału. Otóż w rozdziale „Niezwykłe spotkania” chcę opisać ludzi, którzy byli świadkami historii, sami tę historię tworzyli lub tę tworzącą się historię obserwowali na własne oczy. Właśnie dzięki SRH „Wrzesień 39” miałem okazję spotkać tych naprawdę niezwykłych ludzi. Byli to mieszkańcy wiosek, przez które przetoczyła się wojna. Byli to żołnierze walk wrześniowych, a także, mający specjalne miejsce w mym sercu, żyjący do dziś „Żołnierze Wyklęci”. Możecie mi wierzyć lub nie ale czytanie opowiadań wojennych z książek napisanych przez wybitnych historyków, oglądanie filmów dokumentalnych nakręconych przez najzacniejszych reżyserów, nigdy nie będzie tym samym co usłyszeć opowieść od człowieka, który opowiadaną historię przeżył. Historie te nierzadko otwierają przysłowiowy nóż w kieszeni, inne wyciskają łzy z oczu. Inne wzbudzają dumę i poczucie obowiązku by kontynuować walkę o wolną Polskę. Jak wspomniałem powyżej, słowo pisane nie będzie nigdy równe słowu wypowiadanemu. Postaram się jednak stawić czoła wyzwaniu i przeleję na papier historie, które usłyszałem od napotkanych ludzi, którzy byli świadkami nierzadko dramatycznych wydarzeń.
Miejscowość Radłów, gorące popołudnie, tłumy ludzi odwiedzających naszą dioramę, prezentującą uzbrojenie żołnierza września 1939 roku. Ludzie chętnie zadają pytania, fotografują się z replikami karabinów lub w towarzystwie żołnierza rekonstruktora. Przybyli pasjonaci historii zaglądają zarówno do nas jak i do kolegów obok, którzy prezentują uzbrojenie i sylwetkę żołnierza Wehrmachtu. Dla nas rekonstruktorów jest to kolejna diorama, kolejne miśkowanie, chleb powszedni. Nie wiedzieliśmy, że za moment będziemy mieli niezwykłego gościa, przy którym będziemy mogli stanąć z dumą na baczność. Pułkownik Zdzisław Baszak, bo o nim właśnie mowa, urodził się w 1920 roku i był żołnierzem 16 Pułku Piechoty z Tarnowa, przy 6 Dywizji Armii Kraków. Był uczestnikiem walk pod Pszczyną gdzie poległo 240 osób z 16 pułku. Po zakończeniu kampanii wrześniowej został członkiem Służby Zwycięstwu Polski (SZP), by następnie znaleźć się w Związkiem Walki Zbrojnej (ZWZ) i finalnie w 1942 roku zasilić Armię Krajową (AK). Działał do końca wojny w konspiracji. Naszą jednak uwagę przykuły jego opowieści z września 39 roku.

Pułkownik Zdzisław Baszak
Wszystko zaczęło się od tego, że staliśmy i opowiadaliśmy ludziom o bohaterskich losach polskich żołnierzy z Kampanii Wrześniowej. Nagle przyszedł do nas człowiek, średniego wzrostu, mimo wieku dobrze zbudowany, w mundurze Wojska Polskiego, chodził o lasce ale kiedy wypowiedział pierwsze słowa jego głos dał się poznać jako silny, mocny i zdecydowany, po prostu głos prawdziwego żołnierza. Jako młody człowiek od razu nabrałem respektu do pana ze srebrzystym włosem. Pan pułkownik przeszedł obok naszego RKMu i moździerza. Zaczął oglądać i wypytywać. Czułem się zupełnie jak na studiach, w czasie egzaminu. Nie mogłem się odezwać i to bynajmniej nie z braku wiedzy ale byłem bardzo onieśmielony co raczej jest nie w moim stylu. Pułkownik Baszak opowiadał o różnych doświadczeniach z bronią, o jej niezawodności lub chwilach słabości kiedy była bardzo potrzebna. Opowiadał również o bitwie, w której brał udział, o wojnie z Niemcami i tragicznych wydarzeniach, o śmierci kolegów. Gdy nagle przerwał i rozejrzał się w koło. Popatrzył swym bystrym spojrzeniem i zapytał wskazując na kolegów z sekcji niemieckiej, przysłuchujących się opowieściom, stojąc w niemieckich mundurach: „A ci panowie kim są?”  Rotmistrz od razu wyjaśnił, że są to koledzy Polacy w mundurach niemieckich, pomagają przy organizowaniu rekonstrukcji i przy lekcjach żywej historii. Rotmistrz pozwolił sobie nawet zażartować, że są to „nasi Niemcy”. Pułkownikowi nie wystarczyło takie tłumaczenie i stanął z boku, tak by kolegów w niemieckich mundurach mieć po boku i dobrze ich widzieć. Natychmiast wyjaśnił swą postawę:
„Proszę pana to co ja widziałem, to był koszmar, który Niemcy nam zgotowali. Ja już nigdy nie stanę do Niemca plecami”. Te słowa wywołały u mnie dziesiątki przemyśleń. Jak bardzo ten człowiek musiał być skrzywdzony, jak wiele musiał się wycierpieć i jakie piekło musiał przejść by niemiecki mundur rekonstruktorski budził w nim takie negatywne emocje, niechęć albo co gorsza budził przerażające wspomnienia. Później słuchając jego opowieści trochę zrozumiałem, choć czegoś takiego nie można zrozumieć, dopóki samemu się nie przeżyje. Otóż jego 16 pułk walczył przeciwko Niemcom w okolicach Pszczyny. W czasie wojny pan Zdzisław był plutonowym i pod swoją wodzą miał około 40 osób. Bitwa trwała od pierwszego do drugiego września 1939 roku i była to jedna z bitew granicznych. Wojska niemieckie wykorzystały w tej bitwie 316 czołgów, pod czas gdy nasze siły dysponowały 13 czołgami. Warto też sprecyzować, że owe czołgi to były zwykłe tankietki najprawdopodobniej TKS lub TK3. W czasie bitwy poległo dużo polskich żołnierzy. Czego świadkiem był plutonowy Baszak. Widział on jak giną jego koledzy, jego żołnierze. Zobaczył jak niemieckie czołgi miażdżą, a potem wbijają ciała młodych chłopaków w polskich mundurach w ziemię. Słyszał płacz, krzyki tych, których rozjeżdżały niemieckie gąsienice. Sam stracił przytomność. Kiedy odzyskał świadomość ujrzał krajobraz po bitwie; zniszczone czołgi i trupy polskich i niemieckich żołnierzy. Wielu ze swoich kolegów nie był wstanie zidentyfikować, ponieważ ciała były zmasakrowane. Niejednokrotnie z ludzkich ciał pozostawała maź zmieszana z ziemią. Jego wszyscy koledzy zginęli, on jeden przeżył. Kiedy stał i rozglądał się po polu bitwy, na którym chwilę wcześniej doszło do rzezi uświadomił sobie w jak dramatycznej sytuacji się znajduje. Za jego plecami nadciągały wojska niemieckie, które miały dokonać inwazji na nasz kraj. Przed nim były wojska wroga, które chwile wcześniej rozjechały jego 16 pułk. Jak wspominał pan pułkownik obok był las, w który wbiegł i przez niego przedarł się do wsi, gdzie stacjonowały oddziały Wojska Polskiego do nich dołączył i  kontynuował walkę. Dużo można by opowiadać. Z jego wspomnień mógłby powstać pouczający film o wojennych losach. Pan pułkownik długo nam opowiadał przeróżne historie i ciekawostki- my z chęcią słuchaliśmy. Przyszedł jednak kres tych jakże ciekawych opowieści. Pan pułkownik podziękował i oddalił się. Wtedy w mojej głowie usłyszałem wewnętrzny głos: „podziękuj”. Przyznam szczerze, że nadal byłem onieśmielony i trochę się obawiałem, że może to wyjdzie niezręcznie albo jakoś niefortunnie. Ale głos w mej głowie nie przestawał wołać: „być może to ostatnia szansa”, „podziękuj”, „jeśli nie podziękujesz będziesz żałował”, „odtwarzasz żołnierza Wojska Polskiego, więcej odwagi”. Myśli były na szczęście tak głośne i natrętne, że udałem się za bohaterem. Podbiegłem i zawołałem: „Panie pułkowniku, bo ja chciałem Panu podziękować za walkę o Polskę, za walkę także za mnie. Dziękuję!” Moje wcześniejsze obawy okazały się zupełnie bezpodstawne. Bohater obrony polskich granic ucieszył się na wyraz wdzięczności, zaczął jeszcze wspominać swoją działalność jako żołnierz Armii Krajowej. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i każdy udał się w swoją stronę. Było to wielkie przeżycie dla mnie. Bardzo się cieszę, że zdobyłem się na odwagę, że podziękowałem temu człowiekowi za ten wielki trud. Mam teraz poczucie, że zachowałem się jak trzeba.

Komentarze

Obserwatorzy

Najchętniej czytane

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Strzeż się! Nadchodzi Siuda Baba!

      Obecnie w całej Polsce przeżywamy czas wielkiego tygodnia. Z tym okresem jest związanych wiele tradycji Wielkanocnych. Niektóre są znane w całym kraju, jak na przykład: tworzenie gałązek ozdobionych baziami, bibułą które zanosimy do kościoła w Niedziele Palmową, malowanie jajek, przygotowanie koszyczków wielkanocnych, niedzielne nabożeństwo upamiętniające Zmartwychwstanie, czy lany poniedziałek.      Są też i takie tradycje które są celebrowane tylko w niektórych częściach kraju albo tylko i wyłącznie w jednym regionie. Taką tradycją jest lednicka Siuda Baba. Według legendy na terenach dzisiejszej Lednicy Górnej, w czasach przed chrześcijańskich znajdowała się świątynia bogini Ledy. W jej wnętrzu palił się wieczny ogień, który nie miał prawa zgasnąć. Nad jego paleniem czuwała kapłanka, która pełniła roczną służbę. Raz do roku mogła opuścić świątynię, by znaleźć swoją zastępczynię. Złapana młoda dziewczyna mogła się wykupić. Jeśli nie było jej sta...

Strażnicy Pamięci (3) - z pamiętnika rekonstruktora

Rozdział 2 (cz. 1) Jak się znalazłem w rekonstrukcyjnym świecie?  Święto Pułkowe 20 PPZK, organizowane przez Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej "Wrzesień 39"         Za oknem leje deszcz. Praca magisterska nie wiadomo dlaczego nie chce sama się pisać. W domu jest Mama, która rozwiązuje swoje ulubione krzyżówki, raz po raz zaglądając do telewizora, patrząc co się dzieje w świecie. Tata pisze kolejną pracę naukową, lub poprawia egzaminy studentów. Pewnie ściągali, bo Tata nie wydaje się być zbyt zadowolony.

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Otwarcie sezonu górskiego: Pcim - Kudłacze - Łysina - Lubomir 904 m

Sezon chodzenia po górach mogę uznać za otwarty! W środę 25 IV wraz z Żoną odwiedziliśmy Beskid Makowski. Piękna pogoda, cisza i spokój na szlaku dały nam dużo radości i pozwoliły podładować baterie. Jakie były wrażenia oraz co możemy Wam doradzić znajdziecie w tekście poniżej. A że lubię konkrety to (mam nadzieję) będzie krótko i zwięźle ale oczywiście na temat. Zaczynajmy! Drogie Panie i Panowie... przed Państwem Lubogoszcz (968m) Na samym początku pragnę napisać jedną ważną rzecz: mieszkańcy Pcimia to niezwykle przyjaźni ludzie. Bardzo serdeczni, otwarci i mili. Najpierw kierowca busa nam pomachał, ot tak. Potem z uśmiechem na twarzy zagadał nas jeden mieszkaniec: "czy nie wracamy za wcześnie"? A była już godzina 16, więc żart bardzo nam się spodobał. Potem inny starszy miły Pan zapytał skąd to wracamy. Zaczął nam opowiadać o Beskidzie Makowskim. Naprawdę jestem pod wrażeniem życzliwości. Pcimianie i Pcimianki tak trzymać!!!

Strażnicy Pamięci (32) - z pamiętnika rekonstruktora

  Rozdział 8 Niezwykłe spotkania Zdjęcie pobrano z: http://www.program7.pl/spotkanie-z-kpt-konstantym-kopfem-zolnierzem-nsz/   Część 2 Kapitan Konstanty Kopf              Inną również bardzo ciekawą postacią jaką miałem przyjemność poznać to „Żołnierz Wyklęty” - kapitan Konstanty Kopf, pseudonim „Pewny”. Pan kapitan urodził się na Rzeszowszczyźnie. Wojna w 1939 roku zastała go w domu, szybko zgłosił się jako ochotnik do obrony kraju.