Przejdź do głównej zawartości

Historia z okupowanego Krakowa


            Aleksander Wysocki. Lekarz medycyny. W 1939 żołnierz 12 Pułku Piechoty z Wadowic. Fotografia wł. prywatna.

Na początku XX wieku nasz kraj został bardzo ciężko doświadczony. Najpierw przez terytorium naszego państwa przetoczyły się walki I wojny światowej, później drugi globalny konflikt spustoszył ziemie naszego kraju. Z każdym z tych wydarzeń są związane jakieś dramatyczne historie, które dotknęły nasze rodziny. W niemal każdym domu z pokolenia na pokolenie jest przekazywana historia babci czy dziadka, którzy cudem ocaleli swoje lub czyjeś życie,  brali udział w walce niepodległościowej, będąc w podziemiu czy ryzykując życie wspierając je. 

Dziś chciałbym przytoczyć historię opowiadaną w mojej rodzinie. Można dziś rzec, że nic poważnego, że historia banalna. Jednak dla ludzi żyjących w tamtych czasach były to momenty prawdziwej grozy. Dla nas współczesnych jest to opowieść z dawnych ciężkich czasów, które miejmy nadzieję nigdy nie powrócą. 

Rzecz się dzieje w okupowanym przez Niemców Krakowie, 6 sierpnia 1944 roku. Od sześciu dni w stolicy trwa powstanie, które zbiera swoje krwawe żniwo. Walczących powstańców chcą wspierać inne oddziały z całego kraju. Z różnych zakątków kraju nadciąga wsparcie od Narodowych Sił Zbrojnych, Batalionów Chłopskich czy od Armii Krajowej. Z okolic Krakowa w kierunku Warszawy zmierzał również Batalion  AK “Skała”, który niestety nigdy nie dotrze do walczącej stolicy. Zostanie rozbity przez Niemców w bitwie pod Złotym Potokiem. To oczywiście nie przeszło obojętnie uwadze Niemców, którzy nie chcieli dopuścić do wspierania walczącej stolicy lub rozlania się powstania na cały kraj. W tym celu Niemcy wydali rozkaz aresztowania mężczyzn między 16 a 60 rokiem życia. Aresztowania były dokonywana bez ostrzeżenia na ulicy, na placach, w parkach. Ludzi wyławiano z lokali gastronomicznych, a potem jak miasto opustoszało- okupanci pukali nawet do drzwi domów i mieszkań. Niemcy łapali przypadkowe osoby, a następnie były one transportowane do obozów śmierci, aresztu lub na roboty przymusowe w Niemczech. Taki proceder był potocznie nazywany “łapanką”. Jedną z takich “łapanek” przeżył mój dziadek Aleksander Wysocki. Był on przed wojną lekarzem, we wrześniu 1939 roku wlaczył w kampani wrześniowej w 12 Pułku Piechoty Ziemi Wadowickiej. W czasie okupacji wraz z żoną i małym synem zamieszkał w Krakowie. Dziadek wraz z rodziną korzystał z pięknego sierpniowego dnia nie wiedząc, że już niebawem oddziały SS i policji rozpoczną “łapankę”, która przejdzie w historii jako “czarna niedziela”. 

Dziadek przeżył łapankę dzięki motorniczemu z tramwaju. Ten opowiedział co się dzieje w mieście, jednak mój dziadzio był tym nie wzruszony i chciał jechać dalej. Motorniczy na siłę wyrzucił ojca mojej mamy, dzięki czemu najprawdopodobniej uniknął aresztowania. Tyle szczęścia niestety nie mieli inni mieszkańcy miasta. Szacuje się, że owego feralnego czwartku aresztowano od 6000 do 8000 mieszkańców Krakowa, który w 1944 liczył 300.000 mieszkańców. Dziadek postanowił wrócić do domu, ale nie było to takie łatwe jak mogłoby się wydawać. W całym mieście było mnóstwo Niemców. Atmosfera zagrożenia unosiła się w mieście. Dodatkowy stres powodował fakt, że zbliżała się godzina policyjna, czyli pora w czasie której Polakom nie wolno było chodzić po ulicach miasta. Na początku okupacji było to od godziny 23 do rana, w późniejszym okresie od godziny 18 do godzin porannych. Aleksander Wysocki obawiając się o swoje życie postanowił popołudnie i noc spędzić w bramie jednej z Krakowskich kamienic. Potem przedostał się do znajomych dzięki czemu uniknął aresztowania. Ten z początku przyjemny, słoneczny dzień mógłby się zakończyć koszmarnie dla mojej rodziny. Dziś wydaje mi się, że nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie podobnego stresu i przerażających myśli, które towarzyszyły moim dziadkom. Aleksander zapewne był pełen obaw co z jego ukochaną żoną (a moją Babcią) i jego malutkim synem. Czy są bezpieczni? czy w drodze do domu nie spotkało ich jakieś nieszczęście? Babcie zapewne była jeszcze bardziej przestraszona, zastanawiając się czy gdzieś w czasie ucieczki Olka nie aresztowano. Mogę się jedynie domyślać, że dla mojej Babci była to długa i bezsenna noc. Czas oczekiwania i niepewności się wydłużał, ponieważ Dziadek prosto od znajomych ruszył do pracy. Dopiero po niej wrócił do domu.

Historia moich Dziadków kończy się szczęśliwie. Niestety podobnego, szczęśliwego zakończenia nie mogę napisać inni mieszkańcy Krakowa, którzy w owym dramatycznym dniu stracili bliskich. Trafili oni na roboty przymusowe do Niemiec, inni którzy mieli mniej szczęścia trafiali do obozu zagłady. Przypomnijmy, że nie była to mała liczba, bo 8000 mężczyzn. Z 300000 mieszkańców to daje niecałe 3%. W dzisiejszych czasach możemy upamiętniać poległych bohaterów powstania warszawskiego. Paleta możliwości jest duża: koncerty, uroczystości, rekonstrukcje historyczne, wspólne śpiewanie piosenek powstańczych. To na pewno napawa optymizmem zwłaszcza, że chętnych do wzięcia udziału jest coraz więcej. Może warto zacząć dyskusję na temat upamiętnienia tych, którzy już nigdy do domu nie wrócili z łapanki. Nie tylko tych z Krakowa, ale i innych miejsc  Polski. Ich wkład w odzyskanie niepodległości nie jest w żaden sposób porównywalny do tych którzy polegli w Warszawie. Myślę, jednak że ofiara z życia jest warta upamiętnienia.

Komentarze

Obserwatorzy

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Zapomniane kurhany w Jawczycach

     Jadąc z Krakowa w stronę Gdowa, mijamy miejscowość Jawczyce, która skrywa tajemnicę zapomnianych kurhanów. Czym one są? To mogiły w formie ziemnych kopców. Na terenie Polski budowano je od neolitu, aż po czasy słowiańskie i wczesne średniowiecze. Wielokrotnie przejeżdżałem przez tę wieś, widząc tabliczkę wskazującą drogę do tego magicznego miejsca. Nigdy jednak nie skusiłem się, by poznać ich tajemnicę... aż do teraz.      Piękna pogoda na polu, siedzę w ogrodzie i wygrzewam się w słońcu, pijąc mrożoną lemoniadę przygotowaną przez żonę. Po półgodzinie uznałem, że czas się ruszyć. Idealnym pomysłem wydała się przejażdżka rowerowa. Wtedy przypomniałem sobie o Jawczycach. Wsiadłem na rower i ruszyłem w drogę – z Wieliczki jechałem około 30 minut. Obawiałem się, czy trafię do celu, bo miejsce leży na uboczu, w lesie, ale moje obawy okazały się bezpodstawne. Przemierzałem las, aż moim oczom ukazały się niewielkie wzgórki. Dzięki wcześniejszej lekturze domy...

Historia na polskich banknotach - 10 zł

     Jestem z pokolenia, w którym posługiwanie się gotówką było czymś normalnym, a właściwie stanowiło jedyną opcję płatności. Dziś spora część osób płaci za zakupy czy rachunek w restauracji „plastikiem”, czyli kartą płatniczą, przykładamy telefon albo korzystamy z popularnego polskiego wynalazku, jakim jest Blik. Są to sposoby dużo prostsze i zwiększające nasze bezpieczeństwo.      Karty bankomatowe są dziś zdobione ciekawymi motywami oraz logotypami banków, które je wydały. Na gotówce natomiast możemy dostrzec fascynujące elementy związane z historią. Przede wszystkim na każdym banknocie widnieją wybitni polscy władcy. Celowo użyłem słowa „władcy”, ponieważ wszyscy wiemy, że na najniższym nominale (10 zł) widnieje Mieszko I, który był pierwszym historycznym przywódcą, a nie królem Polski. Na każdym kolejnym nominale znajduje się już wizerunek króla. Nie są to przypadkowe postacie, lecz monarchowie, którzy wybitnie przyczynili się do rozwoju ekonomicznego...

Łączna liczba wyświetleń