Rozdział 5
SRH na ekranie
Szara służba
Tytuł tego
podrozdziału to zarazem tytuł filmu, w którym miałem przyjemność wystąpić. Dzieło,
do którego scenariusz napisali Paweł Lisowski i Artur Uczkiewicz, było kręcone
w Krakowie i okolicach. Niewątpliwie była to jedna z największych przygód jakie
mnie spotkały w stowarzyszeniu. Warto zacząć jednak od samego początku.
Przed
wakacjami 2013 roku na forum naszego stowarzyszenia została podana informacja,
że potrzebne są osoby, które byłyby chętne zagrać w filmie kręconym przez
Telewizję Polską. Termin kręcenia filmu przypadł na ostatnie dni lipca. Biorąc
pod uwagę specyfikę mojego zawodu, dysponowałem dużą ilością czasu w okresie lipca
i sierpnia. Nie zastanawiając się ani chwili, zapisałem się jako chętny. Kilka
tygodni później byłem już na planie filmowym. Była to wielka przygoda. Miałem
okazję przekonać się jak wygląda praca aktora, co więcej sam nim zostałem.
Wcieliłem się w rolę żołnierza Wojska
Polskiego, a potem AK-a. Zobaczyłem jak wygląda cała organizacja, przygotowania
oraz samo kręcenie. Przyznam szczerze, że poznając tajniki pracy aktora
nabrałem więcej szacunku dla tej profesji. Zawsze wydawało mi się, że jest to
przyjemna zabawa. Tym bardziej, że sami aktorzy w różnych wywiadach opowiadają
jak to się świetnie bawili na planie filmowym. Tym czasem nic bardziej mylnego.
Pobudka wcześnie rano, występy w różnych warunkach (upalne słońce, deszcz,
ciemne ciasne pomieszczenia, lasy gdzie buszuje setki krwiopijczych komarów)
wiele godzin na planie. To wszystko uświadomiło mi, że praca aktora to naprawdę
ciężki chleb. Przyznam szczerze, zdarzył się dzień kiedy kręciliśmy 12 godzin w
dużym upale, jeżdżąc w różne miejsca Krakowa. Kamerzyści zaprawieni w boju
chcieli kręcić do późnej pory. Kiedy koło godziny osiemnastej zaproponowali
jeszcze „kilka” ujęć w innym miejscu, my aktorzy amatorzy wznieśliśmy bunt,
oznajmiając, że jesteśmy wykończeni i dziś już nic z tego nie będzie. Widocznie
nasze zmęczone twarze, dobrze to zobrazowały i kamerzyści nie próbowali nawet
nas przekonywać.
Mimo upływu
czasu i zawodnej pamięci postaram się odtworzyć dzień po dniu, ekranizacji produkcji
z naszym udziałem.
Dzień 1.
Pierwszy
dzień był najbardziej emocjonujący, ponieważ po raz pierwszy miałem stanąć
przed kamerą. Z producentami umówiliśmy się w siedzibie krakowskiej telewizji
TVP. Przyjechaliśmy wcześnie rano i napotkaliśmy niewielki problem w postaci
pana strażnika, który nie chciał nas wpuścić samochodem na teren Telewizji
Polskiej. Na nic się zdały tłumaczenia, że jesteśmy umówieni i mamy brać udział
w produkcji filmowej. No dobrze taką ma pracę i trzeba to uszanować.
Zaparkowaliśmy więc przed bramą wjazdową. Udaliśmy się do budynku i zgłosiliśmy
swoją obecność. W kręceniu tego dzieła uczestniczyli z naszego SRH: Ewa, Marta,
Artur, Grzegorz i Bartosz. Po zameldowaniu
się, zostaliśmy skierowani do pomieszczenia, gdzie czekała na nas Pani Ewa-
kobieta odpowiedzialna za nasze ucharakteryzowanie, szczególnie o dobranie
stroju. Ja dostałem popielate spodnie w kant, białą koszulę i jasny kremowy
płaszcz. Grzegorz przez cały czas trwania tej przygody nazywał mnie „fircykiem
z dobrego domu”. A niech mu będzie! Po charakteryzacji i przygotowaniu postaci
wyruszyliśmy w teren. Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy to były wzgórza
za Krakowem. Tam kręciliśmy scenę obrazującą ćwiczenia na hasło „lotnik kryj
się”. Tutaj swym talentem aktorskim i aksamitnym głosem wykazał się Grzesiek vel
Gruby krzycząc wspomniane wcześniej hasło. Kiedy usłyszeliśmy Grzesia, wszyscy
padaliśmy w krzaki by uniknąć kul z „nadlatujących samolotów”. Później
pojechaliśmy pod szkołę muzyczną w Krakowie na ulicy Basztowej, by tam
odtworzyć scenę małego sabotażu. Tutaj zagrałem rolę przechodnia. Nie ma co się
śmiać. Sylwester Stalone zanim wspiął się na szczyty Holywood zagrał wcześniej między
innymi rólkę oprycha z metra w filmie Woodiego Alena. Jego występ zajął mu jakieś
10 sekund. Kto wie może kiedyś i ja wcielę się w postać wrześniowego Rambo?! Młodsi
koledzy zaprezentowali postacie harcerzy, którzy dokonali sabotażu. Z Basztowej
udaliśmy się pod Wawel, gdzie nakręcono scenę aresztowania polskich harcerzy
przez gestapo. Był to tylko fragment tej sceny, ponieważ była ona przedstawiona
na zewnątrz na dziecińcu i wewnątrz budynku. Na zewnątrz kamery nagrały moment jak
żołnierze okupanta odprowadzają młodych patriotów, a następnie załadowują na
ciężarówkę. Druga cześć z samego aresztowania w lokalu była kręcona w zupełnie
innym miejscu. Wyglądało to bardzo ciekawie. Przed drzwiami wejściowymi do
kamienicy, zawisła flaga z swastyką, a na potrzeby filmu wynajęto dwa samochody
z epoki. Pierwszy samochód to samochód osobowy, który przywiózł oficerów
gestapo, a drugi to samochód transportowy, którym zabrano aresztowanych
harcerzy. Na planie był razem z nami wysoki, śniady chłopak, który biegle
władał językiem niemieckim. Ubrany w skórzany płaszcz, w czarnym kapeluszu na
głowie wyglądał rzeczywiście jak pracownik gestapo. Przerażający się robił w
momencie, kiedy zaczął wykrzykiwać niemieckie zwroty. Stojąc z boku, oglądając
scenę aresztowania młodych chłopaków, nikt nie był skory do żartów. Każdą, ze
scen kręcono kilka razy, robiono różne ujęcia, testowano różne warianty. To
powodowało, że schodził nam cały dzień, na kręceniu kilku scen. Po pierwszym
dniu byłem zupełnie wyczerpany. Marzyłem o gorącej kąpieli i o mięciutkim
łóżku. Jak się później okazało i o to nie było łatwo bo musiałem mieć jeszcze
jedną kłodę pod nogi rzuconą. Wróciliśmy pod siedzibę Telewizji Polskiej.
Wcześniej podwieźliśmy Ewę na pociąg do Chrzanowa. Kiedy już ze wszystkimi się
pożegnałem i poszedłem do auta włożyłem rękę do kieszeni gdzie powinny być
klucze do mojego auta i wtedy… O NIE!!! Poprosiłem Ewę o przechowanie kluczy,
żeby ich nie zgubić na planie filmowym. Przez moment zastanawiałem się co
zrobić. Zadzwoniłem do Ewy ale tak jak przypuszczałem, już była w połowie drogi
do Chrzanowa. Zadzwoniłem więc do mojego brata i przywiózł mi godzinę później
rezerwowe kluczyki do auta. Nareszcie mogłem pojechać do domu. Kolacja,
prysznic i długo wyczekiwane łóżko, nareszcie stały się faktem.
A ja dalej nie mam swojej kopii :( co ja wnukom pokażę :(
OdpowiedzUsuńMuszę załatwić dwie kopie. Jak mi się uda to zostawię je w Muzeum 20 PPZK.
OdpowiedzUsuń