Przejdź do głównej zawartości

Strażnicy Pamięci (19) - z pamiętnika rekonstruktora



 Rozdział 5

SRH na ekranie


Szara służba
Tytuł tego podrozdziału to zarazem tytuł filmu, w którym miałem przyjemność wystąpić. Dzieło, do którego scenariusz napisali Paweł Lisowski i Artur Uczkiewicz, było kręcone w Krakowie i okolicach. Niewątpliwie była to jedna z największych przygód jakie mnie spotkały w stowarzyszeniu. Warto zacząć jednak od samego początku.

Przed wakacjami 2013 roku na forum naszego stowarzyszenia została podana informacja, że potrzebne są osoby, które byłyby chętne zagrać w filmie kręconym przez Telewizję Polską. Termin kręcenia filmu przypadł na ostatnie dni lipca. Biorąc pod uwagę specyfikę mojego zawodu, dysponowałem dużą ilością czasu w okresie lipca i sierpnia. Nie zastanawiając się ani chwili, zapisałem się jako chętny. Kilka tygodni później byłem już na planie filmowym. Była to wielka przygoda. Miałem okazję przekonać się jak wygląda praca aktora, co więcej sam nim zostałem. Wcieliłem się w rolę żołnierza  Wojska Polskiego, a potem AK-a. Zobaczyłem jak wygląda cała organizacja, przygotowania oraz samo kręcenie. Przyznam szczerze, że poznając tajniki pracy aktora nabrałem więcej szacunku dla tej profesji. Zawsze wydawało mi się, że jest to przyjemna zabawa. Tym bardziej, że sami aktorzy w różnych wywiadach opowiadają jak to się świetnie bawili na planie filmowym. Tym czasem nic bardziej mylnego. Pobudka wcześnie rano, występy w różnych warunkach (upalne słońce, deszcz, ciemne ciasne pomieszczenia, lasy gdzie buszuje setki krwiopijczych komarów) wiele godzin na planie. To wszystko uświadomiło mi, że praca aktora to naprawdę ciężki chleb. Przyznam szczerze, zdarzył się dzień kiedy kręciliśmy 12 godzin w dużym upale, jeżdżąc w różne miejsca Krakowa. Kamerzyści zaprawieni w boju chcieli kręcić do późnej pory. Kiedy koło godziny osiemnastej zaproponowali jeszcze „kilka” ujęć w innym miejscu, my aktorzy amatorzy wznieśliśmy bunt, oznajmiając, że jesteśmy wykończeni i dziś już nic z tego nie będzie. Widocznie nasze zmęczone twarze, dobrze to zobrazowały i kamerzyści nie próbowali nawet nas przekonywać.
Mimo upływu czasu i zawodnej pamięci postaram się odtworzyć dzień po dniu, ekranizacji produkcji z naszym udziałem.

Dzień 1.
Pierwszy dzień był najbardziej emocjonujący, ponieważ po raz pierwszy miałem stanąć przed kamerą. Z producentami umówiliśmy się w siedzibie krakowskiej telewizji TVP. Przyjechaliśmy wcześnie rano i napotkaliśmy niewielki problem w postaci pana strażnika, który nie chciał nas wpuścić samochodem na teren Telewizji Polskiej. Na nic się zdały tłumaczenia, że jesteśmy umówieni i mamy brać udział w produkcji filmowej. No dobrze taką ma pracę i trzeba to uszanować. Zaparkowaliśmy więc przed bramą wjazdową. Udaliśmy się do budynku i zgłosiliśmy swoją obecność. W kręceniu tego dzieła uczestniczyli z naszego SRH: Ewa, Marta, Artur, Grzegorz i Bartosz. Po  zameldowaniu się, zostaliśmy skierowani do pomieszczenia, gdzie czekała na nas Pani Ewa- kobieta odpowiedzialna za nasze ucharakteryzowanie, szczególnie o dobranie stroju. Ja dostałem popielate spodnie w kant, białą koszulę i jasny kremowy płaszcz. Grzegorz przez cały czas trwania tej przygody nazywał mnie „fircykiem z dobrego domu”. A niech mu będzie! Po charakteryzacji i przygotowaniu postaci wyruszyliśmy w teren. Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy to były wzgórza za Krakowem. Tam kręciliśmy scenę obrazującą ćwiczenia na hasło „lotnik kryj się”. Tutaj swym talentem aktorskim i aksamitnym głosem wykazał się Grzesiek vel Gruby krzycząc wspomniane wcześniej hasło. Kiedy usłyszeliśmy Grzesia, wszyscy padaliśmy w krzaki by uniknąć kul z „nadlatujących samolotów”. Później pojechaliśmy pod szkołę muzyczną w Krakowie na ulicy Basztowej, by tam odtworzyć scenę małego sabotażu. Tutaj zagrałem rolę przechodnia. Nie ma co się śmiać. Sylwester Stalone zanim wspiął się na szczyty Holywood zagrał wcześniej między innymi rólkę oprycha z metra w filmie Woodiego Alena. Jego występ zajął mu jakieś 10 sekund. Kto wie może kiedyś i ja wcielę się w postać wrześniowego Rambo?! Młodsi koledzy zaprezentowali postacie harcerzy, którzy dokonali sabotażu. Z Basztowej udaliśmy się pod Wawel, gdzie nakręcono scenę aresztowania polskich harcerzy przez gestapo. Był to tylko fragment tej sceny, ponieważ była ona przedstawiona na zewnątrz na dziecińcu i wewnątrz budynku. Na zewnątrz kamery nagrały moment jak żołnierze okupanta odprowadzają młodych patriotów, a następnie załadowują na ciężarówkę. Druga cześć z samego aresztowania w lokalu była kręcona w zupełnie innym miejscu. Wyglądało to bardzo ciekawie. Przed drzwiami wejściowymi do kamienicy, zawisła flaga z swastyką, a na potrzeby filmu wynajęto dwa samochody z epoki. Pierwszy samochód to samochód osobowy, który przywiózł oficerów gestapo, a drugi to samochód transportowy, którym zabrano aresztowanych harcerzy. Na planie był razem z nami wysoki, śniady chłopak, który biegle władał językiem niemieckim. Ubrany w skórzany płaszcz, w czarnym kapeluszu na głowie wyglądał rzeczywiście jak pracownik gestapo. Przerażający się robił w momencie, kiedy zaczął wykrzykiwać niemieckie zwroty. Stojąc z boku, oglądając scenę aresztowania młodych chłopaków, nikt nie był skory do żartów. Każdą, ze scen kręcono kilka razy, robiono różne ujęcia, testowano różne warianty. To powodowało, że schodził nam cały dzień, na kręceniu kilku scen. Po pierwszym dniu byłem zupełnie wyczerpany. Marzyłem o gorącej kąpieli i o mięciutkim łóżku. Jak się później okazało i o to nie było łatwo bo musiałem mieć jeszcze jedną kłodę pod nogi rzuconą. Wróciliśmy pod siedzibę Telewizji Polskiej. Wcześniej podwieźliśmy Ewę na pociąg do Chrzanowa. Kiedy już ze wszystkimi się pożegnałem i poszedłem do auta włożyłem rękę do kieszeni gdzie powinny być klucze do mojego auta i wtedy… O NIE!!! Poprosiłem Ewę o przechowanie kluczy, żeby ich nie zgubić na planie filmowym. Przez moment zastanawiałem się co zrobić. Zadzwoniłem do Ewy ale tak jak przypuszczałem, już była w połowie drogi do Chrzanowa. Zadzwoniłem więc do mojego brata i przywiózł mi godzinę później rezerwowe kluczyki do auta. Nareszcie mogłem pojechać do domu. Kolacja, prysznic i długo wyczekiwane łóżko, nareszcie stały się faktem.

Komentarze

  1. A ja dalej nie mam swojej kopii :( co ja wnukom pokażę :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę załatwić dwie kopie. Jak mi się uda to zostawię je w Muzeum 20 PPZK.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Popularne posty z tego bloga

Z TikToka do podręcznika. Moje sposoby na lekcje, które wygrywają z ekranem smartfona.

         W dzisiejszych czasach przeprowadzenie lekcji jest nie lada wyzwaniem. Młodzież potrzebuje silnych bodźców i dynamiki. Spędzając dużo czasu przed ekranem, oglądając szybkie, krótkie rolki na TikToku czy Instagramie, uczniowie szybko się nudzą, a praca z podręcznikiem staje się coraz mniej efektywna. By wyjść naprzeciw ich potrzebom, trzeba wykazać się dużą pomysłowością, aby uatrakcyjnić zajęcia. Chciałbym podzielić się z Wami moimi sposobami na to, by lekcja stała się ciekawsza.      Prezentowane metody wykorzystuję na historii w klasach 4–8. Pierwszą z nich są „laptopy historyczne”. To nazwa robocza, ale doskonale oddaje sedno zadania. Uczniowie bardzo je lubią i nieraz zaskoczyli mnie swoją inwencją. Praca wygląda następująco: uczniowie łączą się w 3-, 4- lub 5-osobowe grupy. Tworzą one tzw. redakcje i budują własny komputer. Za obudowę służy przyniesiona przez nich tekturowa teczka, do której ja dołączam wydrukowaną klawiaturę. Wierzc...

Zapomniane kurhany w Jawczycach

     Jadąc z Krakowa w stronę Gdowa, mijamy miejscowość Jawczyce, która skrywa tajemnicę zapomnianych kurhanów. Czym one są? To mogiły w formie ziemnych kopców. Na terenie Polski budowano je od neolitu, aż po czasy słowiańskie i wczesne średniowiecze. Wielokrotnie przejeżdżałem przez tę wieś, widząc tabliczkę wskazującą drogę do tego magicznego miejsca. Nigdy jednak nie skusiłem się, by poznać ich tajemnicę... aż do teraz.      Piękna pogoda na polu, siedzę w ogrodzie i wygrzewam się w słońcu, pijąc mrożoną lemoniadę przygotowaną przez żonę. Po półgodzinie uznałem, że czas się ruszyć. Idealnym pomysłem wydała się przejażdżka rowerowa. Wtedy przypomniałem sobie o Jawczycach. Wsiadłem na rower i ruszyłem w drogę – z Wieliczki jechałem około 30 minut. Obawiałem się, czy trafię do celu, bo miejsce leży na uboczu, w lesie, ale moje obawy okazały się bezpodstawne. Przemierzałem las, aż moim oczom ukazały się niewielkie wzgórki. Dzięki wcześniejszej lekturze domy...

Historia na polskich banknotach - 10 zł

     Jestem z pokolenia, w którym posługiwanie się gotówką było czymś normalnym, a właściwie stanowiło jedyną opcję płatności. Dziś spora część osób płaci za zakupy czy rachunek w restauracji „plastikiem”, czyli kartą płatniczą, przykładamy telefon albo korzystamy z popularnego polskiego wynalazku, jakim jest Blik. Są to sposoby dużo prostsze i zwiększające nasze bezpieczeństwo.      Karty bankomatowe są dziś zdobione ciekawymi motywami oraz logotypami banków, które je wydały. Na gotówce natomiast możemy dostrzec fascynujące elementy związane z historią. Przede wszystkim na każdym banknocie widnieją wybitni polscy władcy. Celowo użyłem słowa „władcy”, ponieważ wszyscy wiemy, że na najniższym nominale (10 zł) widnieje Mieszko I, który był pierwszym historycznym przywódcą, a nie królem Polski. Na każdym kolejnym nominale znajduje się już wizerunek króla. Nie są to przypadkowe postacie, lecz monarchowie, którzy wybitnie przyczynili się do rozwoju ekonomicznego...

Łączna liczba wyświetleń